REKLAMA

Podatek cyfrowy to za mało. Brzoska ma lepszy pomysł

Podatek cyfrowy ma sens. Nie widzę powodu, dla którego mały polski przedsiębiorca ma grzecznie płacić podatki tam, gdzie prowadzi biznes, podczas gdy największe firmy świata mogą układać działalność pomiędzy różnymi jurysdykcjami i korzystać z możliwości, o których lokalna firma może tylko pomarzyć. Ale Rafał Brzoska właśnie pokazał mi pomysł, który podoba mi się jeszcze bardziej.

Rafał Brzoska

Zasada inicjatywy „150%”, którą proponuje Rafał Brzoska, jest banalnie prosta: jeżeli platforma zarobiła na emisji fałszywej reklamy, konsekwencja finansowa powinna wynieść 150 proc. przychodu uzyskanego z tej konkretnej reklamy. Scam nie tylko przestaje więc przynosić pieniądze. Zaczyna generować stratę. I właśnie tak lubię regulować wielki biznes. Nie dlatego, że jest wielki, tylko dlatego że zarobił na czymś, na czym zarabiać nie powinien.

Zarabiasz tutaj – płać tutaj. Zarabiasz na scamie – masz stracić

Podatek cyfrowy i propozycja Brzoski rozwiązują dwa różne problemy i nie widzę powodu, żeby wybierać tylko jeden z nich. Pierwsza zasada brzmi: skoro zarabiasz na naszym rynku, powinieneś uczciwie uczestniczyć w kosztach funkcjonowania państwa. Druga jest jeszcze prostsza: jeśli zarobiłeś na reklamie oszustów, nie powinieneś zatrzymać ani złotówki tego przychodu. To drugie szczególnie do mnie przemawia.

Nie mam bowiem nic przeciwko temu, że Meta, Google czy inne platformy zarabiają na reklamach. Dla tysięcy małych firm są one podstawowym sposobem zdobywania klientów. Lokalny sklep, restauracja albo producent może dzięki nim dotrzeć do ludzi, do których kiedyś nie miałby żadnego dostępu.

To jest normalny biznes.

Ale kiedy dokładnie ten sam system wyświetla fałszywą inwestycję albo inną reklamę prowadzącą do oszustów, platforma także bierze za to pieniądze. I tutaj kończy się wyrozumiałość.

Jeżeli platforma pobiera pieniądze za emisję takiej reklamy, nie może pozostawać wyłącznie biernym pośrednikiem. Chcemy doprowadzić do sytuacji, w której zarabianie na scamie po prostu przestanie się opłacać – mówi Rafał Brzoska, założyciel i prezes Grupy InPost.

Dokładnie o to chodzi.

Nie apelujmy do sumienia big techu. Przemówmy do Excela

Od lat słyszymy, że platformy walczą z oszustwami. Powstają systemy bezpieczeństwa, automatyczne filtry, formularze zgłoszeń i kolejne kampanie edukacyjne. A scam jak był, tak jest. Brzoska proponuje więc zmianę bodźca ekonomicznego. Jeżeli platforma zarobi 100 zł na zwykłej reklamie, mamy normalną transakcję biznesową. Jeżeli zarobi 100 zł na reklamie oszustwa i będzie ją to kosztowało 150 zł, rachunek zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.

Fałszywa reklama przestaje wtedy być tylko problemem działu bezpieczeństwa, którym trzeba się zająć po otrzymaniu zgłoszenia. Staje się problemem finansowym, któremu warto zapobiec jeszcze przed emisją. I właśnie to uważam za największą siłę propozycji Brzoski. Nie prosi korporacji, żeby była bardziej odpowiedzialna. Sprawia, że odpowiedzialność zaczyna się jej opłacać.

Za dużo odpowiedzialności zrzuciliśmy na ofiary

Jest jeszcze jeden powód, dla którego ten pomysł mi się podoba. Gdy tylko pojawia się kolejna fala oszustw, natychmiast rusza edukacyjna karuzela: nie klikaj, sprawdzaj adres, nie podawaj danych, nie ufaj podejrzanie atrakcyjnym ofertom. Wszystko się zgadza. Użytkownik powinien uważać.

Tylko że czasem dochodzimy do miejsca, w którym większych kompetencji wymagamy od emeryta oglądającego reklamę niż od korporacji technologicznej, która tę reklamę przyjęła, wyświetliła i wystawiła za nią rachunek.

Odpowiedzialność nie może być przerzucana wyłącznie na użytkownika. Skoro na reklamach zarabiają również platformy, muszą mieć ekonomiczną motywację, żeby usuwać oszustwa szybko i skutecznie – wskazuje Rafał Brzoska.

Nie zwalniajmy ludzi z myślenia. Ale nie zwalniajmy też z odpowiedzialności firmy, która zarobiła na dostarczeniu oszustowi potencjalnej ofiary.

Pomysł jest świetny. Prawo dopiero trzeba napisać

Żeby nie było zbyt pięknie: „150%” na razie jest zasadą i petycją, a nie gotowym projektem ustawy.

Inicjatorzy sami zaznaczają, że nie przesądzili jeszcze, jak taki mechanizm powinien zostać zapisany w prawie ani jaki organ miałby go egzekwować. Petycja ma dopiero otworzyć rozmowę z regulatorami, ekspertami, administracją i parlamentarzystami. I tutaj zacznie się prawdziwa robota.

Trzeba będzie rozstrzygnąć dwie podstawowe kwestie. Kto i według jakiej procedury stwierdza, że konkretna reklama była scamem. Jak policzyć przychód z tej reklamy i skonstruować system tak, żeby nie dało się go łatwo obejść.

Można też dyskutować, czy 150 proc. to odpowiednia wysokość. Być może wystarczy. Być może dopiero 300 albo 500 proc. stworzyłoby naprawdę mocny bodziec. Dla mnie liczba jest jednak mniej ważna niż sama zasada. Na scamie ma się tracić.

A potem jeszcze pokażmy wszystkim, kto reaguje, a kto nie

Drugim filarem inicjatywy ma być publiczny Rejestr Scamu Online. Użytkownicy mogliby zgłaszać podejrzane reklamy, zweryfikowane przypadki trafiałyby do platform, a następnie monitorowany byłby czas ich reakcji. Publiczne dane miałyby pokazywać, ile scamów zgłoszono i ile z nich nadal pozostaje aktywnych.

Ten pomysł również bardzo mi się podoba. Dzisiaj klikamy „zgłoś” i właściwie tracimy sprawę z oczu. Nie wiemy, czy ktoś jeszcze zgłaszał tę reklamę, jak długo pozostawała aktywna ani jak szybko platforma zareagowała. Rejestr pozwoliłby zamienić korporacyjne zapewnienia o bezpieczeństwie w coś znacznie ciekawszego. W liczby.

Takiego podejścia do Big Techu chcę

Dlatego nie zamierzam przeciwstawiać inicjatywy Brzoski podatkowi cyfrowemu.

Podatek cyfrowy odpowiada na bardzo sensowne pytanie: dlaczego mała firma działająca w Polsce ma podlegać zwykłym regułom podatkowym, a globalny gigant może korzystać z możliwości kompletnie poza jej zasięgiem?

Brzoska dodaje do tego drugą zasadę. Zarabiasz tutaj – uczciwie tutaj płać. Zarabiasz na scamie – masz na nim stracić. I ta druga podoba mi się nawet bardziej, bo trafia dokładnie w źródło problemu.

Nie obciąża wprost każdej legalnej reklamy ani każdego internetowego biznesu. W założeniu wiąże koszt z konkretną patologią i konkretnym przychodem. Jeżeli uda się przełożyć to na dobre prawo, podpisuję się pod tym obiema rękami. Niech big tech zarabia sobie miliardy, ale na dobrych usługach.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.