Szefowi InPostu puściły nerwy, gdy jego dzieci zaczęły wysyłać mu fałszywe zdjęcie, które znalazły w sieci, z pytaniem, co się stało. Naprawdę wcale mnie nie dziwi jego reakcja. Zła wiadomość jest taka, że dopiero przedsmak tego, co nas czeka. Dzień po nagłośnieniu sprawy przez biznesmena przeczytałem w „Washington Post” historię kobiety, której jedno niewinne zdjęcie z dzieciństwa posłużyło do stworzenia ponad 7 tys. drastycznych, fałszywych obrazów z jej wizerunkiem. To pokazuje, jak nie wiele trzeba dzisiaj, żeby stracić twarz.

Na zdjęciu, które opisują media w Polsce, mężczyzna podobny do Rafała Brzoski stoi w szlafroku, ze skutymi rękami, otoczony wianuszkiem policjantów. Grafika pojawiła się jako sponsorowany post na Facebooku. Oczywiście żadnego zatrzymania nie było. Brzoska napisał, że fałszywe treści wykorzystujące jego wizerunek pojawiają się w serwisach Mety od ponad dwóch lat, ale jak podkreślił, tym razem miarka się przebrała.
Twarz ma się tylko jedną! – napisał Rafał Brzoska.
Biznesmen nie szczędził Mecie mocnych słów. Czytając jego wpis, pomyślałem, że doskonale pokazuje problem, o którym za chwilę będziemy rozmawiać znacznie częściej. Kilka godzin później trafiłem na wstrząsający materiał w „Washington Post”.
Miała około 11 lat. Wystarczyło jedno zdjęcie
Kobieta opisana w aktach jako Jane Doe 4 (standardowa forma w USA, gdy sąd nie chce lub nie może podawać danych osobowych) miała około 11 lat, gdy zrobiono jej zupełnie zwyczajne zdjęcie. Leżała na kanapie w za dużym T-shircie. Wiele lat później ta fotografia trafiła do Groka.
Według pozwu federalnego opisanego przez „Washington Post” ojczym kobiety wykorzystał xAI Elona Muska do stworzenia ponad 7 tys. fałszywych obrazów przedstawiających wykorzystywanie dzieci. Stworzonymi w ten sposób zdjęciami miał wymieniać się potem w internecie.
Brzoska nigdy nie stał w szlafroku i kajdankach
Szef InPostu nie zrobił sobie zdjęcia w szlafroku, otoczony przez policjantów. Kobieta z Wyoming nie pozowała jako dziecko do tysięcy drastycznych fotografii. Ktoś po prostu ukradł im twarz.
Jeszcze kilka lat temu przy okazji internetowych oszustw ostrzegaliśmy, żeby uważać, jakie fotografie publikujemy na Facebooku czy Instagramie. Ktoś mógł je ukraść, założyć konto z naszym zdjęciem albo wykorzystać fotografię w reklamie fałszywej inwestycji.
Generatywna AI postawiła wszystko na głowie. Oszuści nie muszą już szukać kompromitującego zdjęcia, mogą je sobie stworzyć. Zapragną pokazać biznesmena w kajdankach? Proszę bardzo. Chcą stworzyć kompromitującą fotografię człowieka, który nigdy do niej nie pozował – kilka minut i gotowe. Film, na którym znany polityk plecie durnoty, pół godziny i materiał zbiera lajki w sieci.
Brzoska może zadzwonić do prawników
Nie chciałbym sprowadzać tego tekstu do kolejnej historii pod tytułem: polski miliarder pokłócił się z amerykańską korporacją. Wręcz przeciwnie. Przypadek Brzoski jest ciekawy właśnie dlatego, że pokazuje, jak bezradny wobec tego mechanizmu może być nawet ktoś bardzo bogaty, bardzo rozpoznawalny i mający dostęp do najlepszych prawników.
Brzoska może pójść do sądu, publicznie wywołać przedstawicieli Mety do tablicy i jednym wpisem w mediach społecznościowych sprawić, że o problemie napiszą media w całej Polsce. A co ma zrobić Kowalski, gdy ktoś użyje jego zdjęcia?
AI daje sprawcy coś, czego wcześniej nie miał: możliwość przemysłowej produkcji kolejnych fałszywek. Jeden obraz można wygenerować ponownie. Zmienić pozę, tło, ubranie, sytuację... W ciągu chwili z jednej prawdziwej fotografii może powstać cała kolekcja wydarzeń, które nigdy się nie wydarzyły.
To nie jest tylko problem Groka
Oczywiście przypadek Brzoski oraz przypadek kobiety opisanej przez „Washington Post” nie są takie same. Meta nie stworzyła fałszywego zdjęcia Brzoski. Problem polega na tym, że fałszywa treść została rozpowszechniona na należącej do koncernu platformie, i to jako reklama sponsorowana. Brzoska od dawna zarzuca firmie, że nie reaguje na oszustwa wykorzystujące jego wizerunek. W przypadku xAI pytanie o odpowiedzialność idzie dalej.
Według pozwu to Grok miał zostać wykorzystany jako narzędzie do stworzenia tysięcy obrazów Jane Doe 4. Mamy więc dwa różne etapy tego samego problemu.
Najpierw technologia pozwala łatwo stworzyć fałszywą rzeczywistość. Potem platforma pozwala ją błyskawicznie rozprowadzić. A na końcu jest człowiek, który musi udowadniać, że fotografia przedstawiająca jego własną twarz nie przedstawia jego życia.
Skala problemu z Grokiem była ogromna
Na początku roku Grok znalazł się pod potężną presją po tym, gdy użytkownicy X zaczęli wykorzystywać go do tworzenia drastycznych przeróbek zdjęć prawdziwych kobiet i dziewcząt. Dochodzenie „Washington Post” opisywało przypadki użytkowników wydających botowi polecenia modyfikowania istniejących fotografii, także osób nieletnich. Później problemem zainteresowali się regulatorzy i władze.
W pozwie złożonym przez Baltimore przywołano szacunki, według których w ciągu 11 dni Grok miał stworzyć około 3 mln deepfake'ów, z czego ponad 23 tys. miało przedstawiać osoby nieletnie.
Reuters przeprowadził własny test już po wprowadzeniu przez xAI dodatkowych ograniczeń. Dziennikarze sprawdzali, jak Grok zachowa się, gdy zostanie wyraźnie poinformowany, że osoba ze zdjęcia nie wyraziła zgody na jego przerabianie w taki sposób. System nadal wykonywał część poleceń. To jeden z tych momentów, kiedy przestaje mnie interesować pytanie, czy AI „jest dobre”, czy „jest złe”. Młotek też nie jest dobry ani zły.
Interesuje mnie coś znacznie bardziej przyziemnego: czy firma wypuszczająca takie narzędzie zrobiła wszystko, co mogła, aby człowiek nie mógł przy jego pomocy zrobić komuś krzywdy.
xAI odpowiada: walczymy z przestępcami
Byłoby jednak nieuczciwe przemilczeć drugą stronę tej historii. xAI twierdzi, że aktywnie walczy z ludźmi wykorzystującymi Groka do tworzenia zakazanych materiałów.
W lipcu firma pozwała mężczyznę z Karoliny Południowej, zarzucając mu używanie Groka do generowania materiałów przedstawiających wykorzystywanie dzieci oraz kompromitujących deepfake'ów dorosłych tworzonych bez ich zgody. W pozwie xAI podało konkretne liczby. Firma twierdzi, że w 2026 r. zawiesiła 52 222 konta i wysłała do National Center for Missing & Exploited Children 73 604 zgłoszenia. Według xAI miały one przyczynić się do co najmniej 244 zatrzymań.
To ważne. Pokazuje bowiem, że nie mówimy o firmie, która oficjalnie pozwala użytkownikom robić wszystko. Ale też te same liczby można przeczytać inaczej. Skoro firma musiała zawiesić ponad 52 tys. kont za takie nadużycia, to nie rozmawiamy o kilku internetowych idiotach, którzy znaleźli dziurę w systemie. Rozmawiamy o problemie mającym skalę masową.
„To zrobił użytkownik” przestaje wystarczać
Oczywiście pierwszą osobą odpowiedzialną za krzywdę jest człowiek, który wykorzystuje technologię do jej wyrządzenia. Nie mam z tym żadnego problemu. Ale nie kupuję sytuacji, w której na tym kończy się odpowiedzialność producenta albo platformy.
Przedsiębiorstwa technologiczne nie są jedynie bezradnymi obserwatorami. To one projektują modele. To big techy ustalają zabezpieczenia, decydują, jakie polecenia system wykona, a jakich odmówi. Tworzą systemy zgłaszania nadużyć i decydują, jak szybko zareagują, gdy ktoś zacznie wykorzystywać ich produkt do krzywdzenia innych ludzi.
W przypadku serwisów społecznościowych dochodzi jeszcze jedno cholernie ważne pytanie: kto zarabia na reklamie, która rozpowszechnia fałszywą treść?
No właśnie. Okazuje się, że skala problemu jest ogromna. Nie wiadomo, ile dokładnie Meta zarabia na reklamach wykorzystujących fejkowe reklamy. Firma przyznała w 2026 r., że rzeczywiste reklamy oszustw mogą odpowiadać za 3-4 proc., czyli kilka miliardów dolarów. Wcześniejszy wewnętrzny szacunek był bardziej szokujący: reklamy oszustw i innych zakazanych produktów miały odpowiadać nawet za 10,1 proc. przychodów Mety. Niezależne badanie wskazało zaś 63 reklamodawców-oszustów, którzy wydali na platformach Mety 49 mln dol., wykorzystując w części kampanii deepfake’i znanych osób.
Dlatego historia Brzoski jest ważna. Jego spór z Metą podważa wygodną opowieść, w której platforma jest wyłącznie „neutralnym” pośrednikiem między reklamodawcą a użytkownikiem. Wygląda na to, że świecie generatywnej AI to pytanie będzie wracało bez końca.
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.