PKB Polski pójdzie w górę o 17 proc. Jest tylko jeden warunek
Tym problemem są inwestycje, inaczej mówią – pieniądze. Musimy zwiększyć wydatki na badania i rozwój do 3 proc. PKB. Wtedy w perspektywie kilkunastu lat nasza gospodarka wystrzeli.

Brzmi jak obietnica z folderu wyborczego? Właśnie dlatego trzeba czytać ją ostrożnie. To nie jest darmowy bonus za wpisanie „innowacje” do strategii rządowej. To rachunek za zmianę modelu rozwoju.
Scenariusz zmian, który jest najbardziej pożądany dla Polski, zakładający stopniowe podwyższenie wydatków na badania i rozwój z obecnych około 1,5 do 3 proc. PKB, oznacza, że w okresie około 15 lat poziom PKB mógłby dzięki temu wzrosnąć o ok. 17 proc. Poprawa łącznej produktywności pracy i kapitału, zyskiwana w wyniku zwiększenia wydatków na innowacje, jest możliwa pod warunkiem, że byłaby to trwała reforma, a nie jedynie krótkotrwały wzrost nakładów – przekazał dr Wiktor Wojciechowski z Centrum Łukasiewicz, wykładowca SGH.
To sedno. Polska nie ma problemu z wymyślaniem programów, konferencji, haseł i logotypów. Polska ma problem z konsekwencją. U nas innowacyjność zbyt często jest projektem kadencyjnym. Zmienia się rząd, zmieniają się priorytety, zmieniają się nazwy instytucji, zmieniają się formularze. Tymczasem gospodarka potrzebuje czegoś skrajnie nudnego: cierpliwości.
Tania praca już nas nie poniesie
Przez ostatnie trzy dekady Polska rosła w dużej mierze dlatego, że miała ludzi gotowych pracować więcej i taniej niż na Zachodzie. Tylko ten etap się kończy. Demografia nie będzie pytać, czy jesteśmy gotowi. Liczba pracowników będzie coraz większym ograniczeniem, a firmy już dziś wiedzą, że prostego dokładania rąk do pracy nie da się ciągnąć w nieskończoność.
Jeżeli ludzi jest mniej, to każdy pracownik, każda maszyna i każda godzina pracy muszą dawać więcej wartości. To właśnie nazywa się produktywnością. Nie chodzi o to, żeby pracować dłużej. Chodzi o to, żeby pracować mądrzej, lepiej, drożej i na własny rachunek.
Dlatego rozmowa o B+R nie jest akademicką rozmową o laboratoriach. To jest rozmowa o tym, czy polska firma będzie dostawcą części, czy właścicielem technologii. Czy będzie czekała na zamówienia z Niemiec, czy sama zacznie sprzedawać rozwiązania za granicę. Czy będzie konkurować ceną, czy przewagą, której nie da się łatwo skopiować.
Tu właśnie zaczyna się niewygodna część dyskusji. Wydawanie pieniędzy jest najłatwiejsze. Znacznie trudniejsze jest doprowadzenie do tego, żeby z publicznych i prywatnych nakładów powstały produkty, patenty, wdrożenia, eksport i firmy, które potrafią rosnąć.
Proces nie może kończyć się na stworzeniu prototypu. Musi dojść do wdrożenia, potem do komercjalizacji, a ta komercjalizacja musi być trwała. Dopiero wtedy przedsiębiorstwo uzyskuje przewagę technologiczną i może przez dłuższy czas czerpać korzyści z wypracowanej innowacji – podkreślił dr Janusz Jabłonowski, główny ekonomista Sieci Badawczej Łukasiewicz.
To zdanie powinno wisieć nad biurkiem każdego urzędnika projektującego programy wsparcia. Prototyp to jeszcze nie sukces. Raport końcowy to jeszcze nie sukces. Konferencja podsumowująca to już w ogóle nie sukces. Sukces zaczyna się wtedy, gdy ktoś chce za dane rozwiązanie zapłacić prawdziwe pieniądze.
Państwo nie może być bankomatem do projektów
W polskiej debacie o innowacjach jest jeszcze jedna pułapka. Bardzo łatwo pomylić finansowanie z rozwojem. Skoro przeznaczyliśmy środki, to znaczy, że coś zrobiliśmy. Skoro rozdaliśmy dotacje, to znaczy, że wsparliśmy gospodarkę. Skoro powstały projekty, to znaczy, że jesteśmy bardziej nowocześni.
Więcej w naszych wpisach o inwestycjach
Nie zawsze. Czasem powstaje tylko dobrze opisana dokumentacja, kilka slajdów i rozwiązanie, które po zakończeniu finansowania znika w szufladzie. Dlatego dobrze, że w Łukasiewiczu pojawia się pomysł patrzenia nie tylko na to, czy projekt został wykonany, ale też na to, jaką realną wartość przyniósł gospodarce.
Chcemy zmierzyć rzeczywistą wartość dodaną, czyli efekt netto wykorzystanych dotacji przez przedsiębiorstwa. Interesuje nas nie tylko to, co zostało wykonane w projekcie, ale przede wszystkim to, jaką wartość przyniosło to gospodarce – powiedział dr Kamil Bromski z Centrum Analiz i Rozwoju Technologii Łukasiewicz – ITECH.
To jest podejście, którego w Polsce dramatycznie brakuje. Nie wystarczy pytać, ile pieniędzy wydano. Trzeba pytać, ile z tego wróciło w postaci silniejszych firm, większego eksportu, lepszych marż, wyższych płac i technologii, których nie musimy kupować od innych.
Prawdziwe innowacje nie polegają na tym, że przedsiębiorcy nauczą się pisać wnioski o dotację. Polega na tym, że po kilku latach nie muszą tej dotacji potrzebować.
17 proc. więcej PKB to nie prezent. To wybór
Najważniejsze w tej historii jest jednak coś innego. Te 17 proc. dodatkowego PKB nie powinno być traktowane jak obietnica szybkiego bogactwa. To raczej pokazanie skali tego, ile możemy stracić, jeżeli zostaniemy w starym modelu.
Świat nie będzie czekał, aż Polska zdecyduje, czy chce być innowacyjna. Niemcy, Dania, Austria, Belgia, Korea Południowa czy Turcja nie zwiększały roli B+R dlatego, że lubią ładne strategie. Robiły to, bo rozumiały, że własna technologia daje władzę nad marżą, łańcuchem dostaw i miejscem w globalnej gospodarce.
Polska też musi to zrozumieć. Szczególnie teraz, gdy rośnie znaczenie sektora obronnego. Wydatki na bezpieczeństwo mogą być tylko kosztem. Ale mogą też stać się impulsem do budowy technologii, które później pracują w całej gospodarce. Warunek jest jeden: nie możemy zadowolić się zakupami z półki i przecinaniem wstęg.
Polskie inwestycje realizowane dziś na rzecz bezpieczeństwa mogą równocześnie podnosić poziom innowacyjności gospodarki. Sektor obronny należy do najbardziej zaawansowanych pod względem wydatków na badania i rozwój. Technologie powstające dzięki tym inwestycjom mogą stać się podstawą nowych, rentownych firm, które będą budować przewagi konkurencyjne, kontrolować łańcuchy wartości i wzmacniać jakość polskiej gospodarki – podsumował dr Hubert Cichocki, prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz.
I właśnie dlatego ta debata jest ważniejsza, niż wygląda na pierwszy rzut oka. To nie jest rozmowa o naukowcach, instytutach i tabelkach w Excelu. To rozmowa o tym, z czego Polska będzie żyła za 15 lat.
Z taniej pracy już nie pożyjemy. Z samej konsumpcji też nie. Z montowni cudzych pomysłów przez jakiś czas jeszcze tak, ale coraz mniej wygodnie.
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.