Trzecie weto i odliczanie do katastrofy. 1 lipca polski rynek krypto przestanie istnieć
Zostało dokładnie 19 dni. Wielkie brawa dla panów z Wiejskiej i Krakowskiego Przedmieścia. Podczas gdy premier z prezydentem licytują się na platformie X na to, kto jest bardziej „uwikłany”, a kto goni „kryptocienie”, zegar tyka bezlitośnie.

Jeśli do 1 lipca polskie firmy z branży kryptoaktywów nie dostaną działającej ustawy, cała ta gałąź gospodarki w naszym kraju zostanie własnoręcznie zgilotynowana przez własne państwo. Ale kogo obchodzi biznes, skoro można zrobić polityczną ustawkę na oczach całego kraju?
11 czerwca prezydent po raz trzeci odesłał z kwitkiem rządową ustawę, która miała dostosować nasze prawo do unijnego rozporządzenia MiCA. Oficjalnie obie strony oczywiście pękają z troski o obywateli i polski interes ekonomiczny. W praktyce jednak oglądamy żenujący spektakl, w którym walka o polityczne wpływy i wzajemne podkładanie świń całkowicie sparaliżowało stanowienie prawa.
Stustronicowy potworek kontra czyste intencje
Otoczenie prezydenta od miesięcy powtarza ten sam argument: rządowy projekt to klasyczna, polska nadregulacja. Ustawa liczy prawie sto stron, podczas gdy Czechom, Słowakom czy Węgrom do załatwienia tego samego tematu wystarczyło od kilku do kilkunastu stron przepisów.
Prezydent alarmuje, że tak skonstruowane prawo, dające Komisji Nadzoru Finansowego potężną władzę (w tym możliwość blokowania rachunków na długie miesiące czy wyłączania stron internetowych firm „jednym kliknięciem”), po prostu wypchnie polskie firmy za granicę.
Rząd na te argumenty odpowiada sprawdzonym, moralnym szantażem. Minister finansów tuż przed głosowaniem grzmiał z mównicy sejmowej, że trzeba stać po stronie Polaków, a nie naciągaczy i oszustów. Z kolei premier, zamiast merytorycznie odnieść się do prezydenckich zarzutów, wolał odpalić smartfona i rzucić na X krótkie, ale ciężkie oskarżenie:
„Brzmi niewiarygodnie, ale prezydent znów zawetował ustawę o kryptowalutach. Jest w to chyba bardziej uwikłany, niż wszyscy myśleli”.
Żadnych konkretów, żadnej analizy – zwykła, polityczna zaczepka wylewająca się na ekrany telefonów.
Gangster, służby i „ruski ślad”
Prezydent nie pozostał dłużny i w swoim oświadczeniu wideo uderzył tam, gdzie rząd boli najbardziej – w kompromitację podległych mu służb. Wyciągnął na światło dzienne historię z tak zwanym „ruskim śladem”, którym rządowe media jeszcze niedawno grzały opinię publiczną.
Jak się okazało, cała ta sensacyjna opowieść o powiązaniach z Rosją była warta tyle, co zeszłoroczny śnieg. Opierała się na niesprawdzonych rewelacjach człowieka oskarżonego o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, który sam prowadził ciemne interesy z Rosjanami.
Więcej na temat kryptowalut w Bizblog Spider's Web:
Zamiast rzetelnie zweryfikować wiarygodność kryminalisty, podległe rządowi służby postanowiły bezrefleksyjnie wykorzystać jego bajki jako idealny hak na polityczną konkurencję. I podczas gdy urzędnicy z pełnym zaangażowaniem tropili urojonych agentów, realna ochrona Polaków inwestujących w kryptoaktywa leżała odłogiem.
Prezydent złożył w Sejmie gotowe poprawki. Z 16 kluczowych obszarów rząd uwzględnił zaledwie jeden, dotyczący corocznych raportów w BIP. Resztę propozycji po prostu wyrzucono do kosza. Podejrzewam, że z czystego, politycznego uporu.
1 lipca, czyli dzień sądu nad polskim biznesem
A teraz odłóżmy na bok te polityczne przepychanki i spójrzmy na chłodną, biznesową matematykę. Komisja Nadzoru Finansowego już w lutym stawiała sprawę jasno: unijne rozporządzenie MiCA pozwala podmiotom z rynku krypto działać bez specjalnego unijnego zezwolenia tylko do 1 lipca 2026 roku. Warunkiem przetrwania branży po tej dacie jest ekspresowe wejście w życie krajowej ustawy, która oficjalnie wyznaczy KNF jako organ nadzorczy i pozwoli na przyznawanie nowych licencji.
Dziś mamy połowę czerwca, a ustawy nie ma i w tym kształcie nie będzie. Skutki tego pata dla polskich przedsiębiorców będą katastrofalne. Jeśli przepisy nie zaczną obowiązywać przed 1 lipca, krajowe firmy z dnia na dzień utracą prawną możliwość świadczenia swoich usług.
Wiecie, kto na tym zarobi? Zagraniczna konkurencja. Unijne prawo pozwala bowiem na działalność transgraniczną podmiotom, które uzyskały stosowne zezwolenia w innych krajach członkowskich – na przykład w tych Czechach czy Słowacji, gdzie urzędnicy nie potrzebowali stustronicowych epopei, by uregulować rynek.
Polskie firmy zostaną administracyjnie odcięte od tlenu i zmuszone do natychmiastowej emigracji podatkowej, a ich miejsce w Polsce legalnie zajmą zagraniczni gracze. Wszystko przez to, że dla premiera i prezydenta ważniejsze od losu setek firm i tysięcy inwestorów jest to, kto zbierze więcej polubień pod złośliwym tweetem. Gratulacje, panowie. Polskie krypto właśnie umiera na waszym ołtarzu egoizmu.
Szef redakcji Bizblog.pl. Pisze o gospodarce, makroekonomii i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, jako dziennikarz pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim przygotowywał między innymi kilka edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.