Ostatecznie zakończył się trwający trzy dekady spór o znacjonalizowaną we wczesnym PRL-u fabrykę w Krakowie. Spadkobiercy w końcu odpuścili i wycofali skargę do NSA, więc cały majątek ostatecznie zostaje w rękach państwa.

Naczelny Sąd Administracyjny ostatecznie zakończył jedną z najdłuższych batalii prawnych w historii polskiego sądownictwa. W postanowieniu z 9 czerwca umorzył postępowanie kasacyjne, ponieważ pełnomocnik spadkobierców właścicieli dawnej fabryki podjął decyzję o wycofaniu skargi. Choć w wyrokach nie pada nazwa zakładu, nie ma wątpliwości, że chodzi o kompleks metalurgiczny przy ulicy Mogilskiej w Krakowie.
Co to były za zakłady?
Postanowienie NSA oznacza, że wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie sprzed czterech lat jest prawomocny. Spór o krakowskie zakłady zlokalizowane przy ulicy Mogilskiej 71 ciągnął się od trzydziestu lat. Pierwszy wniosek zmierzający do podważenia powojennych decyzji nacjonalizacyjnych z lat 1949-1952 złożono bowiem już w 1996 roku. Od tamtego momentu kolejne pokolenia walczyły o odzyskanie dawnego rodzinnego majątku.
Cała sprawa dotyczy majątku krakowskiej rodziny Klimków. To właśnie oni w 1918 roku założyli odlewnię żeliwa, która szybko stała się ważnym punktem na mapie gospodarczej miasta. Zakład produkował miejskie hydranty, kratki ściekowe i wiele innych odlewów. Prywatny zakład bez większych problemów funkcjonował również w trudnych latach wojennych. Nie przetrwał jednak czasów Bieruta, bo w nowych realiach ustrojowych został znacjonalizowany.
W rzeczywistości były to dwa powiązane przedsiębiorstwa. Główny zakład „Klimek Władysław – Odlewnia Żelaza i Metali” oraz warsztat „Siła” Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, który był prowadzony przez syna właściciela. Oba te podmioty tworzyły jeden kompleks produkcyjny, wyspecjalizowany w odlewach, który za PRL-u włączono do państwowego zakładu „Uranina”.
Więcej o interpretacjach podatkowych w Bizblog Spider's Web
Nacjonalizacja nastąpiła na podstawie przepisu o nacjonalizacji przemysłu z 1946 r. Pozwalał on państwu na przejmowanie odlewni, o ile zatrudniały one ponad 100 pracowników na jednej zmianie. Spadkobiercy starali się dowieść, że w 1945 roku doszło do podziału firmy na dwa mniejsze podmioty, by uniknąć tego progu. Ich zdaniem komunistyczne państwo przejęło rodzinny majątek bez podstaw prawnych.
PRL-owskie prawo, ale prawo
Z argumentacją spadkobierców w czasach III RP nie zgodziło się jednak ministerstwo odpowiedzialne za przemysł, a to stanowisko przyklepały sądy. Dla urzędników i sądów decydująca była realna zdolność produkcyjna całego krakowskiego kompleksu, a nie tylko suche wpisy widniejące w ówczesnych dokumentach.
W procesie weryfikacji faktów kluczowe okazały się opinie powołanych biegłych oraz szczegółowe dane archiwalne. Ówczesny park maszynowy fabryki obejmował ponad 170 urządzeń, co technicznie pozwalało na zatrudnienie 109 osób na zmianie. Ponadto w ankiecie z 1945 roku sam Władysław Klimek wskazywał stan zatrudnienia na poziomie od 103 do 115 pracowników.
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w 2022 r. przypomniał, że procedura nadzorcza służy jedynie kontroli rażących błędów, a nie ponownemu badaniu sprawy. Ostateczna decyzja Naczelnego Sądu Administracyjnego z czerwca 2026 roku definitywnie kończy ten wieloletni spór, utrzymując majątek w rękach Skarbu Państwa.
Tematyką ekonomiczną zajmuje się od dziesięciu lat. Od 2014 do 2019 r. był dziennikarzem Money.pl, wcześniej współtworzył serwisy Mototok.pl i Biztok.pl w ramach Grupy O2, a następnie Wirtualnej Polski. W Bizblogu pisze o biznesie, prawie i podatkach.