Komornik to nie pani z opieki społecznej. Dłużnicy walczą o czas, wierzyciele o przetrwanie
Polacy złożyli ponad 2,6 tysiąca skarg na komorników sądowych. Przytłaczająca większość z nich wyszła od dłużników. Zaskoczeni? Wolne żarty. Kto niby miałby pisać te donosy? Wdzięczni wierzyciele w ramach podziękowania za zlicytowanie samochodu albo zajęcie konta?

Dla kogoś z pętlą zadłużenia na szyi urzędowa skarga na komornika to nie jest żaden moralny manifest czy walka o praworządność. To brutalna, ale w pełni legalna broń taktyczna. Służy do jednego: do kupowania czasu. Z kolei dla wierzyciela ten sam, rzekomo „bezduszny” komornik, to często jedyna szansa, by odzyskać ciężko zarobione pieniądze i uratować własną firmę przed upadkiem.
Z oficjalnych danych Krajowej Rady Komorniczej (KRK) za lata 2021–2025 wynika jasno, że dłużnicy zdominowali statystyki skargowe. Najczęściej podnoszą raban w kwestii samego sposobu prowadzenia egzekucji – od zajęć majątku, przez doręczenia pism, aż po jakość kontaktu z kancelarią – oraz legendarnej już przewlekłości postępowań.
Samorząd komorniczy próbuje gasić te emocje, tłumacząc, że przy skali ponad 21 milionów czynności dokonywanych w kraju rocznie, ta liczba skarg jest wręcz „umiarkowana”. I pod względem matematycznym ma rację. Problem polega na tym, że za tymi liczbami kryje się brutalna, rynkowa gra o sumie zerowej.
Anatomia pieniactwa, czyli jak legalnie kupić sobie kwartał wolności
Spójrzmy prawdzie w oczy: egzekucja komornicza to moment, w którym kończą się dyskusje, a zaczyna przymus państwowy. Eksperci badający rynek obrotu wierzytelnościami wprost wskazują, skąd bierze się ta lawina pism kierowanych do organów samorządu. Wielu dłużników działa w głębokim, zakorzenionym przekonaniu, że samo zasypanie izby komorniczej czy rzecznika dyscyplinarnego skargami w magiczny sposób zablokuje, a przynajmniej drastycznie odsunie w czasie licytację komorniczą.
To klasyczna, parkingowa partyzantka. Każde pismo uruchamia urzędniczą machinę. W analizowanym pięcioleciu Rzecznika Dyscyplinarnego przy KRK zalało ponad tysiąc postępowań wyjaśniających. Efekt? Gigantyczne bicie piany. Aż 820 razy odmówiono wszczęcia dochodzenia dyscyplinarnego, ponieważ zarzuty dłużników były wyssane z palca, a komornicy działali kropka w kropkę z przepisami.
Dr Grzegorz Julke z Uniwersytetu Gdańskiego uważa, że ta statystyka i tak jest niedoszacowana. Krajowa Rada Komornicza nie ma prawa wkraczać w tzw. nadzór judykacyjny, który leży w rękach sądów rejonowych. Skoro dłużnicy masowo wysyłają skargi do organu samorządowego, który z mocy ustawy nie może badać merytorycznej prawidłowości decyzji sądu, to dowodzi to jednego: kompletnej niewiedzy, bezsilności lub – co bardziej prawdopodobne – próby paraliżowania systemu poprzez zatykanie go papierami.
Druga strona medalu: Wierzyciel patrzy i bankrutuje
W medialnej opowieści o „złych egzekutorach” i „pokrzywdzonych przez los dłużnikach” regularnie i z premedytacją zapomina się o kluczowej postaci: wierzycielu. To przedsiębiorca, który dostarczył towar i nie dostał zapłaty; to podwykonawca budowlany, którego oszukał deweloper; to wreszcie matka od lat czekająca na zaległe alimenty.
Dla nich komornik nie jest oprawcą. Jest jedyną instytucją w tym państwie, która stoi między nimi a finansową ruiną. Wierzyciele składają skargi niezwykle rzadko. Jeśli już decydują się na pismo, to z zupełnie innych powodów niż dłużnicy – nie skarżą się na „bezduszność”, ale na opieszałość urzędnika, która daje dłużnikowi czas na bezkarne przepisywanie majątku na żonę, szwagra czy nowo powstałą spółkę celową.
Wierzyciel nie ma żadnego interesu w torpedowaniu egzekucji bezpodstawnymi pismami. On potrzebuje efektu, czyli przelewu, który utrzyma płynność finansową jego własnego biznesu. Każdy dzień zwłoki wywołany fikcyjną skargą dłużnika to dla uczciwego przedsiębiorcy krok bliżej do konieczności ogłoszenia własnej upadłości.
Rok 2025, czyli dyscyplinarne przebudzenie samorządu
To wszystko nie oznacza jednak, że w środowisku komorniczym panuje absolutna bezkarność i kolesiostwo. O ile większość skarg dłużników to ślepe naboje, o tyle te, które trafiają w cel, wywołują w kancelariach prawdziwe trzęsienie ziemi. W latach 2021–2025 Rzecznik Dyscyplinarny przeprowadził 404 formalne dochodzenia. Liczba ta może wydawać się skromna, dopóki nie spojrzy się na dynamikę z ostatnich miesięcy.
Więcej w Bizblogu Spider's Web o komornikach
W samym tylko 2025 roku liczba dochodzeń dyscyplinarnych wzrosła o blisko... 97 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Podczas gdy w 2024 roku odnotowano zaledwie 60 takich spraw, na koniec 2025 roku licznik zatrzymał się na poziomie 118.
Samorząd komorniczy ustami swojego rzecznika, Przemysława Małeckiego, uspokaja, że ten skok nie oznacza nagłego wysypu patologii w zawodzie, a jedynie „większą skuteczność identyfikacji spraw wymagających formalnego dochodzenia”. Mówiąc po ludzku: wewnętrzne sito zaczęło działać bez znieczulenia i dokładniej odławiać tych, którzy zamiast litery prawa zaczęli stosować własne reguły.
Koniec z mitem bezkarności
Finał tych najcięższych potyczek rzadko kończy się pobłażliwym poklepaniem po plecach. W analizowanym okresie Rzecznik Dyscyplinarny skierował do sądów 231 wniosków o ukaranie. Katalog sankcji jest szeroki i bolesny. Co grozi komornikowi?
- upomnienie,
- nagana,
- dotkliwe kary pieniężne,
- w najbardziej drastycznych przypadkach – wydalenie z zawodu.
Eksperci odrzucają popularną w środowisku dłużników tezę o „solidarności zawodowej”, która miałaby rzekomo paraliżować wyciąganie konsekwencji wobec nieuczciwych urzędników. System dyscyplinarny po prostu rygorystycznie trzyma się procedur. Sam fakt, że dłużnik czuje dyskomfort psychiczny z powodu egzekucji, nie jest dowodem na popełnienie przewinienia.
Dla dłużników płynie stąd jeden chłodny i bardzo pragmatyczny wniosek: traktowanie skarg jako sportu narodowego i sposobu na darmowe kredytowanie kosztem wierzyciela działa coraz słabiej. System potrafi pokazać zęby i wyczyścić własne szeregi z czarnych owiec, ale nie daje się bezkarnie terroryzować ludziom, którzy z niepłacenia rachunków zrobili sobie stały model biznesowy.



















