REKLAMA

Już nie będę bezbronny wobec AI. Od razu mi lepiej

Koniec rumakowania producentów błędnego oprogramowania, autorów wadliwych aktualizacji czy agentów sztucznej inteligencji. W Polsce wejdzie w życie unijne prawo, które mocno rozszerza odpowiedzialność za wadliwy produkt. Będzie mi dużo łatwiej dochodzić odszkodowania, nawet jeśli produkt nie ma formy fizycznej.

Równość płac pod lupą UE

W wykazie prac legislacyjnych rządu znalazł się projekt nowelizacji Kodeksu cywilnego, który ma gruntownie zmienić zasady odpowiedzialności za wadliwe produkty. Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje właśnie nad wdrożeniem unijnej dyrektywy, która broni konsumentów przed wadliwym oprogramowaniem, w tym sztuczną inteligencją.

Wady oprogramowania

Jedną z najważniejszych zmian będzie włączenie samego oprogramowania do przepisów o wadliwych produktach. Za produkt będą mogły być uznawane nie tylko programy wbudowane w urządzenia, ale także samodzielne aplikacje oraz systemy sztucznej inteligencji. Oznacza to, że wadliwość będzie można wiązać również z problemami wynikającymi z działania oprogramowania, a nie wyłącznie z fizycznymi usterkami fizycznych urządzeń.

Projekt ma na celu zapewnienie odpowiedniego poziomu ochrony osób poszkodowanych przez produkty wykorzystujące komponenty cyfrowe, oprogramowanie oraz systemy sztucznej inteligencji, a także zwiększenie efektywności postępowania dowodowego w sprawach o naprawienie szkody wyrządzonej przez takie produkty poprzez wprowadzenie instrumentów ograniczających asymetrię informacyjną między poszkodowanym a producentem - wskazuje ministerstwo.

Nowe przepisy inaczej mają też określać, czym jest wada produktu. Pod uwagę będą brane m.in. brak potrzebnych aktualizacji bezpieczeństwa, podatności na cyberataki czy nieprawidłowe działanie algorytmów. Dla kupującego oznacza to szerszą ochronę w sytuacji, gdy produkt działa nieprawidłowo z powodów cyfrowych, nawet jeśli jego fizyczna konstrukcja nie budzi zastrzeżeń.

Więcej o prawach konsumenta na Bizblog Spider'Web

Zmieni się też okres, w którym producent będzie odpowiadać za produkt. Odpowiedzialność nie będzie kończyć się automatycznie w chwili wprowadzenia rzeczy na rynek. Ma obejmować też czas, gdy producent nadal kontroluje jej cyfrowe elementy, na przykład przez chmurę, zdalne serwery czy dostarczane później poprawki. To szczególnie ważne w przypadku urządzeń zależnych od stałego działania oprogramowania.

Większa odpowiedzialność producentów

Projekt rozszerza też krąg firm, które mogą ponosić odpowiedzialność za wyrządzoną szkodę. Dotyczyć to ma na przykład platform handlowych, przedstawicieli producentów spoza Unii Europejskiej, firm zajmujących się obsługą zamówień oraz firm, które istotnie zmodyfikowały produkt. Konsument ma zyskać więcej możliwości dochodzenia odszkodowania, gdy dany producent znajduje się poza UE.

To jeszcze nie koniec zmian na plus. Konsument, który poniesie szkodę z powodu wadliwego produktu, będzie mógł żądać ujawnienia potrzebnych dowodów. Sąd będzie mógł nakazać producentowi przedstawienie dokumentacji technicznej lub innych danych. Ma to ułatwić dochodzenie roszczeń, gdy poszkodowany nie ma dostępu do informacji potrzebnych do wykazania, co dokładnie spowodowało problem.

Projekt przewiduje też rozwiązania ułatwiające wykazanie winy w skomplikowanych sprawach technologicznych. W pewnych sytuacjach będzie można zastosować domniemanie wadliwości produktu oraz związek między wadą a szkodą. Konsument nie będzie musiał zawsze samodzielnie odtwarzać całego mechanizmu awarii. Wystarczające ma być wykazanie wysokiego prawdopodobieństwa określonych okoliczności.

Jacek Bereźnicki
Redaktor

Tematyką ekonomiczną zajmuje się od dziesięciu lat. Od 2014 do 2019 r. był dziennikarzem Money.pl, wcześniej współtworzył serwisy Mototok.pl i Biztok.pl w ramach Grupy O2, a następnie Wirtualnej Polski. W Bizblogu pisze o biznesie, prawie i podatkach.