Stawiam swój unikatowy 20-letni egzemplarz GeForce FX 5800 Ultra przeciwko całej szafie najnowszych układów Nvidii, że kiedyś będą pokazywać 40 mld dol. dla Muska na slajdzie zatytułowanym: „tu zaczęły się problemy”. Space X potrzebuje gigantycznych pieniędzy na procesory do AI, a ja patrzę na to wszystko z rosnącą fascynacją, bo giganci AI stawiają właśnie swoje pierwsze kroki na grząskim gruncie inżynierii finansowej.

„Financial Times” ujawnił właśnie, że SpaceX chce zebrać około 40 mld dol. na zakup procesorów Nvidii. 10 mld dol. ma pochodzić z kredytów bankowych, a 30 mld dol. z emisji długu. Operację ma przeprowadzić Apollo Global Management, gigant finansowy z dobrym rozeznaniem w inwestycjach alternatywnych), a wśród instytucji uczestniczących w rozmowach „FT” wymienia jeszcze Pimco, jednego z największych graczy na światowym rynku obligacji. Transakcja ma zostać zamknięta w 2027 r.
Zwróćcie tylko uwagę na słowa „chce zebrać”. Wciąż jeszcze mówimy o 40 mld dol., które leżą już na stole, tylko o marzeniach Elona.
Wall Street zaczyna zaglądać pod maskę
Problem w tym, że marzących o wielkiej kasie na AI wciąż przybywa. Dosłownie kilka tygodni temu Nvidia ogłosiła, że chce stworzyć zupełnie nowy model finansowania infrastruktury dla AI we współpracy z Apollo, a także BlackRockiem, Blackstone'em, Brookfieldem, Goldman Sachs i KKR. Plan zakłada zmobilizowanie – uwaga! – ponad 500 mld dol. na budowę infrastruktury AI.
Zaczynaliśmy od budowy chipów. Dzisiaj pomagamy stworzyć nową klasę produktywnej infrastruktury inwestycyjnej: fabryki AI – ogłosił Jensen Huang, założyciel i prezes Nvidii.
Do tej pory rachunek za AI płaciły głównie najbogatsze firmy świata. Microsoft, Google, Meta czy Amazon wykładały dziesiątki miliardów dolarów z własnych gigantycznych przepływów i nawet kosztowna pomyłka nie oznaczała dla nich finansowej katastrofy.
Teraz jest inaczej. Branża wymyśliła sobie, żeby inwestycje w AI finansować bezpośrednio długiem i żeby procesory przestały być po prostu sprzętem komputerowym, a stały się aktywem inwestycyjnym, pod które można pożyczać pieniądze, budować nowe konstrukcje finansowe i wypłacać inwestorom odsetki. Coś jak samoloty w leasingu.
Tylko jest drobny problem. Bankierzy nie są jeszcze przekonani, że procesor rzeczywiście jest samolotem.
Jaką wartość będzie miał dzisiejszy cud techniki za cztery lata?
Reuters opisał kilka dni temu sytuację, który idealnie pokazuje słaby punkt całej konstrukcji. Nvidia przekonuje, że jej najbardziej zaawansowane procesory mogą generować przychody nawet przez dekadę. Banki i inwestorzy kredytowi patrzą na to znacznie ostrożniej. Przy finansowaniu GPU zwykle zakładają okres amortyzacji wynoszący 3-4 lata.
Doskonale rozumiem bankierów, bo właśnie z czułością patrzę na kartę graficzną, którą 20 lat temu przed premierą reklamowano jako szczyt techniki, a okazała się totalnym niewypałem.
Więcej o sztucznej inteligencji:
Problem jest banalny do ogarnięcia. Z jednej strony mamy dług, który trzeba spłacać przez lata. Z drugiej – sprzęt, w którego kolejne generacje powodują, że jego mniej wydajni poprzednicy lądują w koszach na śmieci. Ale zdarza się też, tak jak w przypadku tego nieszczęsnego FX 5800 Ultra, że coś, co miało przyćmić wszystko, co do tej pory wymyślono, nie nadaje się do niczego.
Dziwicie się, że część banków chce dodatkowych gwarancji, przewidywalnych strumieni przychodów i kontraktów z klientami o wysokiej wiarygodności. Moim zdaniem rynek nie jest jeszcze gotowy, żeby traktować GPU tak jak samoloty.
Kasandra mówi „tak rośnie bańka”
Nie twierdzę, że sztuczna inteligencja jest wydmuszką ani że procesory Nvidii są bezwartościowe. Dobrze wiem, że Nvidia w ostatnim raportowanym kwartale wypracowała 96,2 mld dol. przychodów, ponad dwa razy więcej niż rok wcześniej. Sam segment centrów danych przyniósł jej 89 mld dol.
To świetnie pokazuje, że AI stała się przyszłościowym biznesem i już generuje kosmiczne przychody, ale to wszystko skromnym zdaniem gościa, który widział, jak padają dotcomy, dzieje się podejrzanie za szybko. Jak sobie poszukacie w historii, to okaże się, że bańki gospodarcze bardzo rzadko powstają wokół rzeczy całkowicie bezwartościowych. Zwykle zaczynają się od czegoś naprawdę przełomowego. Koleje były przełomowe, a internet to już w ogóle. Nieruchomości też są bardzo w cenie.
Problem zaczyna się wtedy, gdy rynek dochodzi do wniosku, że skoro coś jest przyszłością, to rynek łyknie praktycznie każdą ilość za każdą cenę. Mam coraz większe podejrzenie, że właśnie zbliżamy się do tego miejsca w przypadku AI. Według przywoływanych przez Reuters szacunków Morgan Stanley budowa infrastruktury sztucznej inteligencji do 2028 r. pochłonie około 1,5 bln dol.
To już nie technologiczny wyścig największych firm świata, tylko budowa całego systemu finansowego, który ma dostarczać branży kolejne setki miliardów dolarów.
Compute is revenue? Oby
CEO Nvidii ma na to krótką i bardzo chwytliwą odpowiedź: „compute is revenue” (moc obliczeniowa to przychód). Jensen Huang przekonuje, że infrastruktura Nvidii jest trwała, mobilna i trwała, bo będzie i generować pieniądze przez wiele, wiele lat.
To ważne założenia, bo jeżeli faktycznie tak będzie, to Apollo, wielkie banki i fundusze obligacji rzeczywiście mogą stworzyć nową klasę aktywów, ale jeśli za trzy czy dzisiejsze procesory zaczną przegrywać z nowymi generacjami układów, nie daj Boże, niepowiązanymi z Nvidią, to pozostanie bardzo nieprzyjemne pytanie: ile dziś jest warta góra tego złomu kupionego na kredyt, który teraz trzeba spłacić?
FX 5800 Ultra ku przestrodze
Nie wiem, czy SpaceX zdobędzie te wymarzone przez Muska 40 mld dol. Nie wiem też, czy za pięć lat obecne centra danych staną się maszynkami do drukowania pieniędzy, a procesory Nvidii okażą się dokładnie tak trwałym aktywem, jak przekonuje Huang.
Wiem, za to, że swojego GeForce’a oprawię w szkło, żeby tak się nie kurzył, jak przez ostatnie 20 lat.
Fot. Samuel Boivin / Shutterstock
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.