Trzy weta, żeby firmy nie uciekały za granicę. Patrzę na to, co się dzieje, i nie mogę przestać się śmiać
Prezydent trzy razy wetował ustawę o rynku kryptowalut. Przekonywał z marsową miną, że to dlatego, by zbyt restrykcyjne przepisy nie wypchnęły polskich firm za granicę. Sprawdziłem, co stało się po 1 lipca, gdy skończył się okres przejściowy MiCA. Domyślacie się już?

Kilka dni temu przeczytałem u nas historię człowieka, któremu ukradziono bitcoiny warte 1,6 mln dolarów. Trzymał je w sprzętowym portfelu, czyli rozwiązaniu wybieranym właśnie po to, żeby lepiej chronić kryptowaluty przed złodziejami. Ten mocarny cyfrowy sejf nie pomógł. Z ponad 4,5 tys. adresów napastnicy wyprowadzili bitcoiny warte prawie 89 mln dolarów.
Poszkodowani korzystali z Coldcarda, czyli sprzętowego portfela przeznaczonego do bezpiecznego przechowywania bitcoinów. Zabezpieczenie zawiodło.Producent wydał poprawkę, ale klucze wygenerowane wcześniej pozostały zagrożone.
Możesz więc zrobić wiele rzeczy zgodnie ze sztuką, kupić urządzenie mające chronić twój cyfrowy majątek i nadal któregoś dnia odkryć, że pieniędzy nie ma. Ta historia pokazuje, dlaczego rynek krypto potrzebuje jasnych zasad tam, gdzie państwo rzeczywiście może je ustanowić: przy świadczeniu usług, przechowywaniu aktywów i odpowiedzialności firm wobec klientów.
Trzy weta później
Unia Europejska takie zasady już stworzyła. To MiCA, czyli rozporządzenie regulujące rynek kryptoaktywów. W dużym uproszczeniu firma, która chce świadczyć określone usługi związane z kryptoaktywami, musi uzyskać zezwolenie CASP. Licencja wydana w jednym państwie UE pozwala później, po spełnieniu odpowiednich formalności, działać także w innych krajach Wspólnoty. Sęk w tym, że Polska do wciąż się buja z przyjęciem unijnych przepisów.
Nie dlatego, że nie było ustawy. Była. I to kilka razy. Pierwszą prezydent Nawrocki zawetował u1 grudnia 2025 r. Kolejna trafiła do niego kilka tygodni później i 12 lutego 2026 r. również dostała bana. Potem prezydent przedstawił własny projekt, rząd swój, Sejm uchwalił kolejną ustawę. 11 czerwca prezydent zawetował ją po raz trzeci.
Nawrocki krytykował koszty nadzoru, wysokość opłat i zbytnią dowolność blokowania domen oraz rachunków. Kancelaria Prezydenta przekonywała, że rządowa ustawa nadmiernie obciąży polskich przedsiębiorców i może wypchnąć ich za granicę. Naprawdę?
Szkoda, że prezydent nie zawetował kalendarza.
1 lipca skończył się czas
1 lipca zakończył się polski okres przejściowy. Od następnego dnia dotychczasowy wpis do Rejestru Działalności w zakresie Walut Wirtualnych już nie wystarczy. Firmy, które chcą świadczyć usługi objęte MiCA muszą mieć europejskie zezwolenie.
Izba Administracji Skarbowej w Katowicach ujęła to wprost:
wpis do polskiego rejestru nie daje już prawa do prowadzenia takiej działalności. Jednocześnie sama IAS zezwolenia MiCA wydać nie może, bo nie jest właściwym organem nadzoru.
W tym miejscu kończy się prawnicza dyskusja o tym, który projekt ustawy był lepszy.
Zacząłem sprawdzać, co robią polskie firmy, które w reakcji na zbyt restrykcyjną ustawę miały uciekać za granicę. Nie uwierzycie, uciekają za granicę.
XTB poszło na Cypr
XTB jest chyba najlepszym przykładem, bo to jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich firm finansowych. Spółka chce umożliwić klientom handel kryptoaktywami na rynku spot. Potrzebuje do tego odpowiedniego zezwolenia. Dostała je na Cyprze.
Już w grudniu 2025 r. cypryjska spółka z Grupy XTB uzyskała zgodę pozwalającą świadczyć usługi zgodnie z MiCA. Co najważniejsze, XTB nie ukrywało, dlaczego wybrało właśnie taką drogę.
Z uwagi na opóźnienia we wdrażaniu regulacji MiCA na polskim rynku spółka zdecydowała się równolegle pozyskać licencję w uznanej europejskiej jurysdykcji – wyjaśniło XTB.
Spółka deklarowała jednocześnie, że nadal chce ubiegać się o zezwolenie w Polsce, gdy stanie się to możliwe. Polska firma chce rozwijać nowy biznes, ale regulatora znalazła na Cyprze.
XTB nie jest wyjątkiem. Ari10 zdobyło zezwolenie w Holandii. Kanga Exchange EU dostała licencję od Banku Łotwy. Cashify po zmianie modelu działalności działa dziś pod holenderskim zezwoleniem spółki WEB3 Technology B.V. Cypr. Holandia. Łotwa.
Polski rynek krypto zaczął się zwijać.
FlyingAtom po prostu się zatrzymał
Jeszcze ciekawszy jest przypadek FlyingAtom. Firma działa w Polsce od 2015 r. Prowadziła stacjonarne kantory kryptowalut i bitomaty. 30 czerwca opublikowała komunikat zatytułowany „Od 1 lipca tymczasowo zawieszamy działalność”.
Stajemy dziś przed decyzją, której nie podjęliśmy z własnej woli – napisał FlyingAtom.
Następnego dnia firma zawiesiła działalność kryptowalutową w kantorach i bitomatach. Powód jest prosty. Po zakończeniu okresu przejściowego FlyingAtom potrzebuje zezwolenia CASP. W Polsce go nie dostanie, bo nie ma organu, do którego można złożyć taki wniosek.
Firma stara się więc o licencję w innym państwie Unii Europejskiej. I tu naprawdę trudno już mówić o abstrakcyjnym sporze polityków. Mamy polską firmę działającą od ponad dekady, która z początkiem lipca wyłącza podstawową działalność, bo w Polsce nie może dostać potrzebnego zezwolenia.
Firmy nie uciekły przed regulacją
Prezydent wetował kolejne wersje ustawy, przekonując, że chroni przedsiębiorców przed nadmiernymi kosztami, zbyt silnym nadzorem i przepisami, które mogą wypchnąć biznes z Polski. Biznes rzeczywiście zaczął wychodzić za granicę. Tylko nie dlatego, że przedsiębiorcy uciekają przed regulacją. Oni jej tam szukają!
Konsument też na tym nie zyskuje
Wracam więc do bitcoinów ukradzionych użytkownikom Coldcardów. MiCA nie sprawi, że kryptowaluty staną się nagle bezpieczne. Żaden nadzór nie usunie wszystkich błędów w oprogramowaniu, ataków hakerskich czy zwykłych oszustów. Ale właśnie dlatego potrzebuję państwa tam, gdzie państwo może coś zrobić. Chcę wiedzieć, kto świadczy mi usługę. Kto go nadzoruje. Jak ma chronić aktywa klientów. Jakie informacje musi mi przekazać. Gdzie mogę złożyć reklamację. Co stanie się, gdy firma zacznie łamać zasady.
MiCA tworzy właśnie takie ramy dla firm działających na rynku krypto. Polska dostała czas, żeby zbudować własny kawałek tego systemu. Nie zbudowała.
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.