REKLAMA
  1. bizblog
  2. Felieton
  3. Zdrowie

Jest bardzo źle, trzecia fala nas zalewa po nos. Twardy lockdown od niedzieli?

Przed nami prawdopodobnie rekordowy tydzień z 40-50 tys. nowych zakażeń dziennie. A przecież już przy przekroczeniu 30 tys. rząd zafunduje nam dalsze restrykcje, bo jak twierdzi prof. Andrzej Horban, pora zacząć się bać. W grę wchodzi nie tylko jakieś tam zamknięcie fryzjerów czy sklepów z meblami, ale zakaz przemieszczania się i zamknięcie kościołów, co do tej pory podczas epidemii jeszcze się ani razu nie wydarzyło. Decyzja najpóźniej w czwartek.

24.03.2021
8:24
Twardy lockdown to kwestia dni. Jest bardzo źle, trzecia fala nas zalewa po nos
REKLAMA

Aktualizacja: Ministerstwo Zdrowia podało w środę informację o 29 978 nowych przypadkach koronawirusa i 575 zgonach.

REKLAMA

Uważaj na siebie bardzo. W przychodniach jest bardzo źle, dalej musi być piekło”

- pisze do mnie właśnie znajomy, który do panikarzy nie należy.

Więcej, już raz przeszedł COVD-19 w listopadzie. Właściwie większość moich bliskich znajomych i rodziny przeszła już zakażenie podczas drugiej fali. A jednak po raz pierwszy dostaję taką wiadomość w alarmistycznym tonie.

Powód? Ów znajomy znowu ma wszystkie charakterystyczne objawy i czuje się bardzo źle. Od piątku stara się dostać do lekarza i na test. W piątek wieczorem zarejestrował się po skierowanie on-line zgodnie z nową ścieżką. Jest wtorek i nadal nie ma skierowania i nikt do niego nie zadzwonił. Na teleporadę u lekarza rodzinnego udało mu się umówić na poniedziałek - ten następny, a więc czeka na nią ponad tydzień. Coś tu się bardzo sypie. Trzecia fala nas zalewa.

Pora zacząć się bać

W poniedziałek prof. Andrzej Horban, główny doradca premiera ds. COVID-19 powiedział na antenie Polsatu:

Jeżeli dobowa zakażeń koronawirusem przekroczy 30 tys., to rzeczywiście pora zacząć się bać

Przyznał, że wówczas może dojść do całkowitego lockdownu w kraju, rząd jest bliski wprowadzenia go, być może nawet od najbliższej niedzieli.

Ponad pół tysiąca zgonów

Wydawało się, że prof. Horban wychylił się za mocno, ujawniając, co dzieje się wewnątrz rządu, bo we wtorek przed południem rzecznik Ministerstwa Zdrowia studził już nastroje, przekonując, że trzeba poczekać na efekty restrykcji wprowadzonych zaledwie w ostatnią sobotę. Zdaniem Wojciecha Andrusiewicza czekać na pozytywne rezultaty należy około dwóch tygodni.

Jeżeli będziemy się zachowywać odpowiedzialnie, utrzymywać dystans, nosić maseczki, to nie dojdziemy do żadnego twardego lockdownu

– powiedział rzecznik resortu zdrowia we wtorek.

W środę rano minister w KPRM Michał Dworczyk na antenie Polsat News ogłosił, że wszystko wskazuje na to, że w środę zanotujemy ponad 29 tys. nowych zachorowań. Chwilę później w wywiadzie dla WP minister zdrowia Adam Niedzielski sprecyzował, że bariery 30 tys. nowych zakażeń w środę nie przekroczymy, „ale jesteśmy blisko”. Fatalna informacja jest taka, że zgonów było aż 575, czyli fala zachorowań zaczyna zbierać śmiertelne żniwo.

Kościoły do zamknięcia?

Wirtualna Polska donosi o możliwości wprowadzenia twardego lockdownu, powołując się na nieoficjalne informacje. Twardy lockdown miałby zostać wprowadzony na początku przyszłego tygodnia, kluczowe w tej decyzji mają być jednak dane o nowych zakażeniach ze środy i czwartku.

Jeśli będą złe, według WP czeka nas: zmniejszenie maksymalnej liczby osób w sklepach i w kościołach, zamknięcie marketów budowlanych, sklepów RTV/AGD oraz przemieszczanie się jedynie w gronie osób bliskich, czyli rodziny. Świata Wielkanocne również mogą upłynąć w jeszcze bardziej restrykcyjnej atmosferze.

Nazbyt gadatliwy prof. Horban na antenie Polsatu zdradził nawet, że:

Jeżeli będzie całkowity lockdown, to kościoły będą prawdopodobnie zamknięte. Tutaj już nie ma zabawy. Walczymy o ludzkie życie, a nie o różnego rodzaju przyjemności.

A przez ponad rok trwającej pandemii dotąd ani razu nie zdarzyło się całkowicie zamknąć kościołów. Jest naprawdę poważnie.

Tylko zakaz przemieszczania się na 2 tygodnie uchroni nas od tragedii

Potwierdza to również niestety Michał Rogalski, 19-letni twórca bazy danych o COVID-19 w Polsce. W rozmowie z TVN24 powiedział, że „prawdopodobnie ten tydzień będzie rekordowy”. A to jego zdaniem oznacza nawet 40-50 tys. nowych zakażeń na dobę.

Jeśli rzeczywiście dojdziemy do tych poziomów jeszcze w tym tygodniu, nie mam najmniejszych wątpliwości, że od niedzieli czy poniedziałku Polska zostanie zamknięta na cztery spusty. Zresztą wielu lekarzy już dziś apeluje o takie rozwiązanie.

14-dniowy lockdown z zakazem przemieszczania się jest tym, co może uchronić nas od tragedii

- powiedział lek. Bartosz Fiałek w Onet Rano.

I nie jest jedyny, tych głosów, że powinniśmy zostać zamknięci w domach jak wiosną ubiegłego roku, jest coraz więcej. Problem polega na tym, że obecnie nie ma do tego podstawy prawnej, by zrobić to legalnie. Ale może już za chwilę...

Onet donosi, że w Kancelarii Premiera trwają prace nad wypracowaniem takiej podstawy prawnej. Jeśli przekroczymy 30, a już na pewno po 40 tys. przypadków zakażenia dziennie, rząd na pewno się nie zawaha.

I właściwie już we wtorek postanowił zmienić strategię komunikacji. O ile jeszcze we wtorek rano rzecznik Ministerstwa Zdrowia twierdził, że trzeba czekać dwa tygodnie na rezultaty dotychczasowych obostrzeń, o tyle już we wtorek wieczorem sam premier Mateusz Morawiecki powiedział, że rząd tyle czekać nie będzie. Decyzję o dalszych obostrzeniach podejmie w najpóźniej w najbliższy czwartek, a obejmie ona okres dwóch tygodni, a więc tydzień poprzedzający Święta Wielkanocne i tydzień po nich.

Czego się można spodziewać - tego premier nie zdradził, ale wyraźnie wskazał na przykład Niemiec i Czech. W Czechach obecnie obowiązują daleko idące restrykcje polegające m.in. na zakazie poruszania się pomiędzy powiatami bez poważnego uzasadnienia.

Radykalne decyzje we wtorek rano podjął również rząd Niemiec i to mimo że przeliczając liczbę chorych na COVID-19 na milion mieszkańców Niemcy są jeszcze w tym momencie, w którym Polska była miesiąc temu.

Angela Merkel właśnie zdecydowała o przedłużeniu lockdownu do 18 kwietnia, a na okres Świąt Wielkanocnych w zasadzie o całkowitym uśpieniu życia publicznego, gospodarczego, ale i prywatnego. Na pięć dni okresu około świątecznego całe Niemcy przejdą w „fazę spoczynku”. Restrykcje w Niemczech na taką skalę nie zdarzyły się jeszcze dotąd od początku kryzysu. Niemcy już dziś boją się, że przy takim poziomie liczby nowych przypadków zacznie brakować miejsc na oddziałach intensywnej terapii.

My też powinniśmy zacząć się bać. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego rząd dziś bardziej uspokaja, niż straszy. 

Kiedy będzie lepiej?

Obecnie obowiązujące w całej Polsce restrykcje oficjalnie nałożone są do 9 kwietnia. Jasne jest jednak, że to nie znaczy, że 10 kwietnia będzie już po wszystkim. Zdaniem analityków banku Pekao rozmrożenie gospodarki nastąpi w okolicach 15-20 kwietnia. To już jakiś sensowny horyzont.

Również zdaniem prof. Horbana lepiej powinno być na koniec kwietnia, a już na koniec maja „będziemy kierować się w kierunku normalności”. Musimy więc wytrzymać jeszcze dwa miesiące.

Kiedy tę normalność uda się osiągnąć? Horyzont ten, dzięki szczepieniom się przybliża. Pada już data z końca czerwca.

REKLAMA

Business Insider szacuje, że odporność stadna uda się uzyskać pod koniec lipca, kiedy zaszczepionych zostanie 14 mln Polaków, a za ozdrowieńców będzie można uznać 19,5 mln.

A więc od normalności dzielą nas 3-4 miesiące. Teraz czas zawalczyć o to, by w tym czasie było jak najmniej ofiar śmiertelnych.

REKLAMA
Najnowsze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA