Rodzice kupują dzieciom piłki, lalki czy popularne slime'y, zakładając, że produkty dostępne na sklepowych półkach są bezpieczne. Tymczasem najnowsza kontrola UOKiK i Inspekcji Handlowej wykazała, że część zabawek nie powinna w ogóle trafić do dziecięcych rąk. W jednej z badanych piłek stężenie szkodliwych ftalanów przekraczało normy aż 200-krotnie, a w jednym ze slime'ów poziom boru był cztery razy wyższy od dopuszczalnego.

Wyniki kontroli UOKiK opublikował w Dzień Dziecka, przypominając, że wygląd zabawki nie zawsze idzie w parze z jej bezpieczeństwem.
Musimy mieć pewność, że zabawki sprawią radość, a nie kłopoty. Ucieszą, ale co najważniejsze nie zaszkodzą – podkreśla prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Dzieci nie sprawdzą, czy zabawka jest bezpieczna
Jak zauważa szef urzędu, najmłodsi użytkownicy nie analizują oznaczeń, instrukcji ani ostrzeżeń.
Dzieci tego nie ocenią. One od razu przejdą do swobodnego, intensywnego użytkowania – mówi Tomasz Chróstny.
To właśnie dlatego bezpieczeństwo zabawek jest tak istotne. Dziecko nie zastanawia się, czy produkt spełnia normy. Będzie go ściskać, rzucać, ugniatać, rozciągać i testować na wszelkie możliwe sposoby.
Kolorowe, ładne, modne. Wygląd zabawek jest ważny i często wpływa na decyzję o zakupie, ale to, czym bawią się najmłodsi, musi być bezpieczne – dodaje prezes UOKiK.
O innych decyzjach UOKiK dowiesz się z artykułów w Bizblogu Spider's Web
Co szósta zabawka nie spełniała norm
W ostatniej serii kontroli Inspekcja Handlowa sprawdziła 250 modeli zabawek. Badaniom poddano 220 produktów wykonanych z tworzyw sztucznych, między innymi piłki, skakanki i lalki, a także 30 mas sensorycznych typu slime.
Wyniki pokazują, że problem wciąż jest realny. Ponad 16 proc. kontrolowanych produktów nie spełniało wymagań bezpieczeństwa. Oznacza to, że zastrzeżenia pojawiły się wobec mniej więcej co szóstej zabawki objętej kontrolą. Dodatkowo jedna czwarta badanych produktów miała nieprawidłowe oznakowanie.
Regularnie badamy zabawki w laboratoriach, m.in. pod kątem stężeń ftalanów czy migracji boru – podkreśla Tomasz Chróstny.
Piłka z 200-krotnym przekroczeniem norm
Największe nieprawidłowości dotyczyły substancji chemicznych wykorzystywanych podczas produkcji zabawek.
Ftalanów używa się do zmiękczania tworzyw sztucznych, natomiast związki boru odpowiadają za charakterystyczne właściwości popularnych slime'ów. Obie substancje są dopuszczone do stosowania, ale ich ilość jest ściśle limitowana przez przepisy.
W części modeli wykryliśmy nieprawidłowości w oznakowaniu oraz znaczące przekroczenia zawartości substancji chemicznych, które w zbyt dużych ilościach mogą szkodzić zdrowiu dzieci. Przykładowo, w jednej z kolorowych piłek stężenie ftalanów przekraczało normy aż dwustukrotnie [19900 proc. – przyp. red.], a w gniotku typu slime migracja boru była cztery razy wyższa niż dopuszczają przepisy bezpieczeństwa – powiedział prezes UOKiK.
Problem polega na tym, że rodzic nie jest w stanie samodzielnie wykryć takich nieprawidłowości. Zarówno ftalany, jak i związki boru nie mają charakterystycznego zapachu ani smaku, a ich stężenie można sprawdzić wyłącznie w specjalistycznym laboratorium.
Nie wszystko da się ocenić na sklepowej półce
UOKiK przypomina, że konsumenci powinni zwracać uwagę na oznakowanie produktu, dane producenta lub importera oraz znak CE. Nie daje to stuprocentowej gwarancji bezpieczeństwa, ale pozwala ograniczyć zakupy produktów niespełniających podstawowych wymagań.
Niebezpieczne zabawki wykryte podczas kontroli są wycofywane ze sprzedaży. Informacje o nich trafiają także do europejskiego systemu Safety Gate, który ostrzega konsumentów w całej Unii Europejskiej.
Kontrole pokazują, że wciąż jest potrzebna uwaga i dokładna weryfikacja tego rynku. Cel jest jeden – by w ręce najmłodszych konsumentów trafiały tylko bezpieczne zabawki – podsumowuje Tomasz Chróstny.



















