„Tak, choć nie przewiduję”. Adam Glapiński o ruchu stopami procentowymi
Wraz z przyspieszającą inflacją bardziej jastrzębia staje się Rada Polityki Pieniężnej. Wprawdzie w październiku zostawiła stopy procentowe w spokoju, ale może nimi ruszyć już w listopadzie. Czy tak się stanie? Według Adama Glapińskiego – nie. Jednak zdania ekspertów są w tej kwestii podzielone.

Fakt, że od września 2025 r. ceny w Polsce wzrosły znacznie mocniej, niż powinny (bo o 4 proc. wobec celu inflacyjnego na poziomie 2,5 proc. +/- 2 pkt proc.), nie okazał się wystarczającym argumentem za podniesieniem stóp procentowych. Tak uznali członkowie Rady Polityki Pieniężnej na październikowym posiedzeniu i zostawili stopy tam, gdzie były, co dla najważniejszej – referencyjnej – stopy oznacza pułap 3,75 proc. Okupuje go już siódmy miesiąc, jednak wkrótce może się to zmienić. Tak przynajmniej prognozuje część analityków.

Stopy w górę w listopadzie...
Tym bardziej że – jak wynika z wypowiedzi Adama Glapińskiego, szefa NBP – wszyscy członkowie RPP są zdeterminowani, żeby nie przegapić odpowiedniego momentu na ten ruch. Czyli takiego, w którym inflacja zaczęłaby trwale rozlewać się na kolejne sektory.
Czy ten moment nadejdzie już w listopadzie? Analitycy Pekao nie mają wątpliwości: efektów drugiej rundy RPP wtedy jeszcze nie zobaczy.
Inflacja bazowa nie zdąży do tego czasu wyraźnie wzrosnąć – tłumaczą.
Rzeczywiście, inflacja bazowa (chodzi o tę, która pokazuje, jak zmieniały się ceny po wyłączeniu z nich cen żywności i energii, na które decyzje RPP nie mają zbyt dużego wpływu), która w sierpniu wynosiła 3,3 proc., we wrześniu prawdopodobnie nawet nieco się obniżyła.
Nie oznacza to jednak automatycznego zamknięcia drogi do podwyżki stóp na posiedzeniu w listopadzie. Według analityków Pekao wtedy właśnie do niej dojdzie.
W listopadzie NBP przedstawi nową projekcję inflacji w Polsce i będzie ona wyglądać mniej więcej tak jak na obrazku niżej, czyli z inflacją oscylującą między 3,5 do nawet 5 proc. r/r. Czekając z podwyżkami na wysokie odczyty inflacji bazowej członkowie RPP ryzykują spóźnienie z reakcją i spotęgowanie problemu. Możliwe jest także, że decyzje wymuszać na nich będzie także rynek finansowy – konkretnie słabszy złoty – tak argumentują swoje przewidywania eksperci Pekao.

...albo w dół w 2027 roku
Ich przekonania nie podziela jednak spora grupa ekonomistów. Jest wśród nich Adam Glapiński, który przyznał wprawdzie, że RPP mogłaby zareagować podwyżką na ewentualne niepokojące wskazania projekcji inflacji (członkowie RPP zaznajomią się z nią przed listopadowym posiedzeniem) już w listopadzie, jednak jego zdaniem do tego nie dojdzie.
Z tych danych, które znam, które widzę, na to się na razie nie zanosi, ale tego nie przesądzam – tak prezes Glapiński odpowiedział na pytanie o możliwość podwyżki stóp już w listopadzie.
W podobnym tonie wypowiadają się niektórzy rynkowi eksperci – mimo że przekaz szefa NBP z czwartkowej konferencji, na co zwracają analitycy PKO BP, „został odebrany jako jastrzębi, a podkreślenie gotowości RPP do działania w przypadku utrwalania się presji cenowej wzmocniło oczekiwania na możliwość podwyżki stóp w listopadzie”.
Mimo zasadniczo jastrzębiego tonu wypowiedzi ryzyko podwyżki stóp na posiedzeniu w listopadzie drastycznie spadło – oceniają eksperci PKO BP.
Ich zdaniem stopy procentowe nie zmienią się do końca 2026 r. A w 2027 r. „może pojawić się przestrzeń do obniżek”.
Dwa scenariusze na listopad
W sprawie stóp procentowych w piątek głos zabrał również Ludwik Kotecki, jeden z członków RPP. Jego zdaniem, choć na ostatnim posiedzeniu ostatecznie ich nie zmieniono, członkowie RPP byli w październiku znacznie bardziej jastrzębio nastawieni niż we wrześniu.
Rada postanowiła poczekać na listopadową projekcję i na dziś widzę dwa scenariusze – powiedział Ludwik Kotecki, cytowany przez PAP Biznes, a pytany o przyszłość stóp procentowych w Polsce.
Pierwszy zakłada, że listopadowa projekcja pokaże powrót inflacji w pobliże 2,5 proc. w czwartym kwartale 2027 r. lub na początku 2028 r.
Wtedy rada może powinna się jeszcze powstrzymać i nie powinna reagować już w listopadzie – stwierdził członek RPP.
Drugi scenariusz zakłada natomiast, że inflacja nie wraca w okolice celu inflacyjnego – przynajmniej w horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej zarysowanym w projekcji.
Jeżeli nie wraca, to nie ma żadnego dylematu – konieczny będzie wniosek o podwyżkę stóp o 25 pb., by pokazać, że pilnujemy inflacji i działamy, że jak będzie trzeba, rada będzie reagować na dłużej trwające odchylenie CPI od celu – zapewnił Ludwik Kotecki.
Zgodnie z szerokimi oczekiwaniami rynkowymi RPP nie zmieniła w październiku poziomu stóp procentowych. Choć inflacja we wrześniu, wg wstępnego szacunku GUS, dokonała ponownego skoku i znalazła się na poziomie 4,0 proc. r/r (czyli znajduje się znowu poza celem NBP), to jednocześnie uruchomiony przez rząd na początku października program obniżający ceny paliw sprowadzi ją na niższy poziom i zapewne RPP chce zobaczyć, jaki to będzie poziom. Ponadto spadła we wrześniu, jak wskazują szacunki, inflacja bazowa (po wykluczeniu cen żywności i energii), co również daje Radzie pewien oddech. W listopadzie NBP przedstawi RPP najnowsze prognozy CPI i PKB. Trudno jednak oczekiwać, aby zakładały one np. podwyżki cen energii czy gazu dla gospodarstw domowych od nowego roku, bo informacje na ten temat znane będą dopiero w grudniu. Dlatego wydaje się, że do końca br. stopy procentowe w Polsce nie wzrosną. A co będzie dalej – zależeć będzie i od sytuacji na Bliskim Wschodzie, i od decyzji URE, i wreszcie od tego, czy przedłużany będzie z nowym rokiem program CPN. Na chwilę obecną wykluczyć można obniżki stóp, podwyższone pozostaje natomiast ryzyko ich podwyżki, choć w ciągu najbliższych dwóch miesięcy i to się raczej nie wydarzy.
Pierwsze teksty o gospodarce i biznesie publikował w latach 90. w „Pulsie Biznesu”. Pracował w „Życiu” i „Życiu Warszawy”, a po powrocie do „PB” został redaktorem prowadzącym. Współtworzył i kierował miesięcznikiem „EduFakty” oraz dwumiesięcznikiem „Uczę Nowocześnie”, organizował konferencje i wykładał. W 2017 r. pracował w redakcjach ekonomicznych WP, rok później trafił do „Forbesa”. Absolwent dziennikarstwa UW oraz studiów podyplomowych z polityki pieniężnej i bankowości centralnej (INE PAN, NBP).