REKLAMA

Tajemnica poczty w Ożarowie. Paczki znikają jak awiza z torby listonosza

Tydzień przed porodem mieszkanka Ożarowa Mazowieckiego zamówiła paczki do domu, żeby nie biegać po placówkach. Choć kurier się nie pojawił, system oznaczył przesyłki jako doręczone. Tak się składa, że Poczta Polska właśnie przenosi listy polecone do aplikacji. Szkoda, że paczek nie da się tak obsłużyć.

Tajemnica poczty w Ożarowie. Paczki znikają jak awiza z torby listonoszy

Jest tydzień przed porodem. Kobieta zamawia paczki z dostawą do domu, żeby nie biegać po placówkach. Cały dzień czeka na kuriera. Nikt nie puka, nikt nie dzwoni, a wieczorem przychodzi SMS: przesyłka doręczona. Paczki nie ma. To już kolejna taka sytuacja w ciągu tygodnia.

Historia pochodzi z lokalnej grupy mieszkańców Ożarowa Mazowieckiego. Autorka wpisu twierdzi, że trzy przesyłki w ciągu tygodnia zostały przez placówkę potraktowane jako dostarczone, choć w ogóle nie dotarły.

Kobieta przez cały dzień była w domu. Kurier się nie pojawił, a placówka przy ul. Kolejowej nie odbiera telefonu. Z relacji wynika, że podobny przypadek spotkał jej sąsiadkę. Jej paczka również w systemie została oznaczona jako „doręczona”, ale ostatecznie odnalazła się na poczcie. Pracownica miała tłumaczyć, że system omyłkowo zatwierdził w ten sposób wszystkie przesyłki.

Nie wiemy, co dokładnie wydarzyło się w tej placówce. To anonimowy wpis, a nie wynik kontroli czy oficjalne stanowisko operatora. Ale jest w nim coś boleśnie znajomego. Niemal każdy zna kogoś, kto czekał cały dzień na listonosza, a później znalazł awizo. Albo nie znalazł nawet jego.

Poczta idzie w dobrą stronę

I właśnie teraz Poczta Polska pokazuje aplikację mobilną, która ma pozwolić klientom odbierać, wysyłać i przeglądać cyfrowe listy polecone na telefonie.

Na początek użytkownicy dostają dostęp do e-Doręczeń oraz e-Poleconych. Pierwsza usługa służy do oficjalnej komunikacji z urzędami. Druga pozwala na przesyłanie cyfrowej korespondencji między firmami, osobami prywatnymi oraz przedsiębiorcami i konsumentami.

Więcej wpisów na temat Poczty Polskiej

Nie jest to zwykły e-mail. System identyfikuje nadawcę i odbiorcę, zapisuje dokładny moment wysłania i odebrania pisma oraz wystawia odpowiednie dowody. Korespondencja ma więc moc prawną. Aplikacja jest bezpłatna, działa przez całą dobę i ma informować o każdej nowej przesyłce.

Stosowanie aplikacji pozwoli znacząco oszczędzać czas potrzebny na nadawanie tradycyjnej korespondencji lub odbieranie awiza – mówi Kinga Dobrzyń, dyrektor Biura Produktów Cyfrowych w Poczcie Polskiej.

Trudno z nią się nie zgodzić. Cyfrowy list nie utknie w torbie listonosza, a awizo nie przyklei się do ulotki i nie wyląduje w koszu, odbiorca zobaczy dokument na telefonie i będzie miał zapis tego, co wydarzyło się z przesyłką.

To ważne przy pismach sądowych i urzędowych, gdzie jeden niedoręczony list może oznaczać utratę terminu na odwołanie, sprzeciw albo złożenie dokumentów.

Najpierw nie było awiza, potem pojawiał się komornik

Problem w tym, że Poczta nie startuje z czystą kartą. W 2025 r. Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Urzędu Komunikacji Elektronicznej w sprawie licznych skarg na doręczanie przesyłek poleconych. Obywatele informowali, że listonosze nie podejmowali próby dostarczenia listu, nie dzwonili do drzwi, a czasami nie zostawiali również awiza. Przesyłki trafiały prosto do placówek.

W jednej z opisanych spraw odbiorca nie dowiedział się w porę o nakazie zapłaty, bo doręczyciel nie pozostawił awiza. Nie mógł skutecznie złożyć sprzeciwu. Bywało więc, że pierwszym naprawdę skutecznym „powiadomieniem” o sądowej korespondencji stawał się dopiero komornik.

Nie mówimy już o niewygodzie, kolejce w placówce czy źle wykonanej usłudze. Tu w grę wchodzi prawo obywatela do obrony swoich interesów.

Nowa aplikacja może zlikwidować dużą część tego ryzyka, ale wyłącznie tam, gdzie korespondencja od początku zostanie wysłana cyfrowo. Nie zamieni papierowego listu w dokument elektroniczny. Nie odnajdzie również paczki, którą system oznaczył jako dostarczoną, choć nikt jej nie przyniósł.

Awizo znalezione w automacie paczkowym

Historia lubi się zresztą na Poczcie powtarzać, często w formie, której nie wymyśliłby nawet Stanisław Bareja. Taki przypadek: kilka lat temu Polskę obiegła historia, jak to klient Poczty poszedł odebrać paczkę z jej automatu. Dostał wiadomość, że przesyłka już na niego czeka. Otworzył skrytkę i zamiast paczki znalazł w niej… awizo.

Okazało się, że przesyłka była za duża i nie mieściła się w automacie. Listonosz powinien skierować ją do placówki i odpowiednio oznaczyć, ale nie miał czasu albo coś mu wypadło.  Można się z tego śmiać, ale tylko do czasu.

Aplikacja nie naprawi całej Poczty

Nie zamierzam krytykować Poczty za wypuszczenie aplikacji do obsługi urzędowej korespondencji. Przeciwnie, właśnie takich rozwiązań potrzebuje operator, który chce jeszcze mieć znaczenie na współczesnym rynku, potrzebują ich też Polacy.

Poczta musi przenosić usługi do internetu, upraszczać kontakt z klientem i uwalniać nas od papierowych procedur. Powinna była zrobić to wcześniej, ale lepiej późno niż wcale. Nowa aplikacja może być naprawdę użyteczna dla obywateli i przedsiębiorców.

Z jednym zastrzeżeniem cyfrowy interfejs nie naprawia automatycznie procesów działających pod spodem. Można stworzyć świetną aplikację, ale jeżeli w placówce brakuje ludzi, dane są źle wprowadzane, telefonów nikt nie odbiera, a przesyłka wędruje gdzie indziej niż jej status w systemie, klient nadal zostaje sam z problemem.

Poczta jest jedną z największych sieci usługowych w kraju. Ma ponad 7,5 tys. placówek, działa w wielkich miastach, małych miejscowościach i wsiach. Każdą zmianę trzeba wdrożyć nie tylko w centrali, na konferencji prasowej i w sklepie z aplikacjami, ale także w ostatnim okienku i u ostatniego doręczyciela.

To potrwa. Oby jak najkrócej.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.