Czy warto podać bank do sądu za kredyt frankowy? Tysiące Polaków zadaje sobie to pytanie
3 października minął rok, odkąd Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok ws. kredytów frankowych. O tym, co zmieniło orzeczenie TSUE i jak wygląda obecnie sytuacja kredytobiorców, rozmawiamy z Marcinem Szołajskim, radcą prawnym kancelarii Szołajski Legal Group.
Banki terroryzowały frankowiczów, a przerazili się sędziowie. Ich decyzja uderzy w klientów
Festiwal zastraszania rozkręcił się na dobre po wyroku TSUE w październiku ubiegłego roku. Decyzja Trybunału Sprawiedliwości UE miała ośmielić frankowiczów w walce z bankami. Tymczasem ośmieliła przede wszystkim banki. Te szybko otrzepały się z pyłu i przeszły do kontrataku. Trzeba przecież uświadomić frankowiczom, że i tak ktoś ich oskubie, jak nie bank to kancelaria prawna. Trzeba pogrozić pozwami za bezprawne wykorzystanie kapitału. No i… wystraszyli się sędziowie.
Rząd USA nie negocjuje z terrorystami, a polskie banki z klientami. Żeby nie przejechały się jak ślimak po brzytwie
Banki nie ustępują, choć frankowicze poczuli krew i coraz częściej idą do sądu. Wciąż uważam, że nie jest za późno, żeby załatwić tę sprawę w sposób polubowny. Jeśli banki liczą, że zniechęcą albo zastraszą klientów, to mogą się srogo przeliczyć. Tego ślimaka ślizgającego się po ostrzu brzytwy wziąłem z „Czasu Apokalipsy”…