REKLAMA

Szara strefa kwitnie, legalne firmy pod pręgierz. Mamy problem z pożyczkami

Polski rynek pożyczek pozabankowych prezentuje się coraz gorzej. Z jednej strony mamy szarą strefę wartą według najnowszych szacunków ponad 5,3 mld zł. Z drugiej – legalnie działające firmy, które obchodzą przepisy i wprowadzają klientów w błąd. W ciągu kilku dni UOKiK nałożył kary przekraczające łącznie 6,5 mln zł.

Brutalna prawda o rynku pożyczkowym
REKLAMA

19 października Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów poinformował o nałożeniu niemal 3,9 mln zł kary na firmę pożyczkową Aasa Polska. Cztery dni wcześniej ogłosił karę ponad 2,6 mln zł dla Fincapital, pośrednika kredytowego prowadzącego popularne platformy pożyczkowe.

REKLAMA

W obu przypadkach chodzi o praktyki, które zdaniem prezesa UOKiK naruszały prawa konsumentów i pozwalały przedsiębiorcom uzyskiwać dodatkowe przychody. Decyzje nie są prawomocne, ale ustalenia urzędu pokazują, z jakimi problemami muszą mierzyć się klienci firm pożyczkowych.

REKLAMA

I tak się składa, że między jedną a drugą decyzją UOKiK-u Warsaw Enterprise Institute (WEI) opublikował raport dotyczący szarej strefy pożyczek pozabankowych. Jego autorzy przekonują, że coraz trudniejszy dostęp do legalnego finansowania wypycha część Polaków poza regulowany rynek. Mamy więc do czynienia z dwoma niepokojącymi zjawiskami. Poza legalnym systemem rozwija się rynek pozbawiony odpowiedniego nadzoru, a na tym oficjalnym rynku ujawniane są kolejne nieuczciwe praktyki. W obu przypadkach ryzyko ponosi konsument.

Pożyczył 5 tys. zł, ale firma doliczyła mu 2,7 tys. zł za pakiet medyczny

Przypadek Aasa Polska pokazuje, jak dodatkowe usługi mogą stać się sposobem na zwiększenie kosztów pożyczki. Z ustaleń UOKiK wynika, że spółka uzależniała udzielenie finansowania lub zaoferowanie określonych warunków od zakupu pakietów medycznych, kursów językowych, wsparcia prawnego czy pomocy technicznej. Usługi kosztowały od kilkuset do kilku tysięcy złotych.

REKLAMA

Problem polegał na tym, że ich ceny automatycznie doliczano do pożyczonej kwoty. W rezultacie klienta obciążały nie tylko kwoty, które miały trafić na jego konto, ale również środki potrzebne do opłacenia dodatkowych usług.

Jeden z konsumentów opisał sytuację, w której zawarł umowę pożyczki na 5 tys. zł. Kiedy tego samego dnia postanowił od niej odstąpić, dowiedział się, że kapitał wynosi 7700 zł. Pozostałe 2700 zł miało odpowiadać wartości pakietu medycznego.

REKLAMA

Nigdy nie wyraziłem zgody na zakup takiego pakietu – skarżył się klient Aasa Polska.

Według ustaleń UOKiK mechanizm pozwalał spółce obchodzić ustawowe ograniczenia kosztów pozaodsetkowych, czyli prowizji i innych opłat, które pożyczkodawca może pobierać oprócz odsetek.

REKLAMA

Niedopuszczalne jest stosowanie mechanizmów, które zmuszają konsumentów do kupowania zbędnych, rażąco drogich usług – podkreśla Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.

Urząd zakwestionował również sposób prezentowania ofert. Warianty z dodatkowymi pakietami były przedstawiane jako atrakcyjniejsze od standardowych pożyczek, mimo że zwiększały całkowite obciążenia konsumentów. To nie koniec – UOKiK zauważa, że spółka zaniżała w umowach rzeczywistą roczną stopę oprocentowania (RRSO), ponieważ niewłaściwie uwzględniała kredytowane opłaty za dodatkowe usługi.

REKLAMA

Więcej wpisów o pożyczkach

REKLAMA

Prezes UOKiK nałożył na Aasa Polska karę 3 871 000 zł. Decyzja nie jest prawomocna i spółka może odwołać się do sądu.

Potrzebujesz więcej czasu na spłatę? Najpierw zapłać

Jeszcze inny mechanizm ujawniła sprawa Fincapital, pośrednika kredytowego prowadzącego platform kuki.pl, finbo.pl i oros.pl. Spółka oferowała klientom mającym trudności ze spłatą możliwość odroczenia terminu płatności o 30 dni. Rozwiązanie przedstawiano jako „ekspresowe” i „bez formalności”. Problem w tym, że delikwent ubiegający się o przełożenie terminu musiał najpierw kupić Raport FinTech, zawierający ocenę jego zdolności kredytowej.

REKLAMA

Jak ustalił UOKiK, zakup raportu nie był wymagany przez współpracujących z Fincapital pożyczkodawców i wcale nie gwarantował przedłużenia terminu spłaty. Do tego konsumenci mogli wystąpić o prolongatę bez dodatkowych warunków lub wnioskować o rozłożenie płatności na raty. Spółka nie informowała ich jednak o tych możliwościach w panelu klienta.

Tworzyła ona fałszywe wrażenie, że zamówienie i opłacenie raportu jest konieczne – wskazuje Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.

REKLAMA

Według urzędu Fincapital sporządziła tysiące odpłatnych raportów, które można było kupować wielokrotnie przy kolejnych próbach przesunięcia terminu spłaty. Ciekawe, że spółka zaczęła wciskać klientom raporty na początku pandemii, kiedy przepisy ograniczyły maksymalne pozaodsetkowe koszty pożyczek oraz opłaty pobierane przez podmioty powiązane. Trudno się dziwić, że UOKiK uznał, że odpłatne raporty stały się dla przedsiębiorcy dodatkowym źródłem dochodów.

Kara nałożona na Fincapital wyniosła 2 651 000 zł. Również ta decyzja nie jest prawomocna. Spółka zaprzestała już zakwestionowanej praktyki.

REKLAMA

Obie sprawy łączy coś więcej niż gigantyczne kary finansowe. Pokazują, że nawet w legalnie działających przedsiębiorstwach konsumenci mogą spotkać się z mechanizmami, które utrudniają im poznanie rzeczywistych kosztów finansowania albo nakłaniają do ponoszenia dodatkowych opłat.

Szara strefa pożyczek rośnie. W grze ponad 5,3 mld zł

Raport „Szara strefa w Polsce. Rynek pożyczek pozabankowych. Edycja 2”, przygotowali Wojciech Wyszomierski i Piotr Palutkiewicz z Warsaw Enterprise Institute. Autorzy szacują, że od września 2025 do sierpnia 2026 r. poza regulowanym rynkiem zawarto około 1,206 mln umów pożyczkowych o łącznej wartości 5,337 mld zł.

REKLAMA

Dla porównania w poprzedniej analizie WEI szacował wielkość szarej strefy na około 5,1 mld zł. Instytut mówi więc o wzroście o ponad 200 mln zł w okresie krótszym niż rok, choć porównanie wymaga ostrożności, ponieważ zmieniła się częściowo metodologia.

Szacowana wartość nieregulowanego rynku odpowiada około 19 proc. łącznej wartości pożyczek pozabankowych. Pod względem liczby transakcji jego udział jest mniejszy i wynosi około 11 proc., czyli dotyczy co dziewiątej pożyczki.

REKLAMA

Zdaniem autorów raportu głównym problemem jest ograniczony dostęp konsumentów do legalnego finansowania. W sierpniu 2026 r. aż 83,5 proc. wniosków kierowanych do pozabankowych instytucji pożyczkowych spotkało się z odmową. Rok wcześniej odsetek ten wynosił 79,5 proc.

Nie oznacza to jednak, że ponad ośmiu na dziesięciu klientów odeszło z kwitkiem. Jedna osoba może bowiem składać wiele wniosków do różnych firm. Dane przedstawione przez WEI wskazują, że w ciągu roku około 1,03 mln osób przynajmniej raz nie uzyskało finansowania na konkretny cel w żadnej z legalnych instytucji pożyczkowych objętych analizą.

Niezrealizowany popyt nie znika – podkreśla Wojciech Wyszomierski, analityk Warsaw Enterprise Institute.

Autorzy szacują, że około 45 proc. zapotrzebowania na finansowanie, którego nie udało się zaspokoić na legalnym rynku, może przenosić się do szarej strefy.

To ważne, bo podawane przez WEI 5,3 mld zł nie jest wartością faktycznie zarejestrowanych nielegalnych pożyczek. To wynik zastosowanego modelu, w którym wykorzystano dane dotyczące odmów oraz deklaracje konsumentów dotyczące gotowości korzystania z nieregulowanego rynku. Raport pozwala więc oszacować skalę problemu, ale nie stanowi bezpośredniego pomiaru nielegalnej działalności.

Kiedy legalna firma odmawia, klient zaczyna szukać pieniędzy gdzie indziej

WEI zwraca uwagę, że potrzeby finansowe konsumentów nie znikają tylko dlatego, że bank lub firma pożyczkowa odmówi im pożyczenia pieniędzy. Dotyczy to szczególnie osób, które potrzebują środków na leczenie, pokrycie bieżących zobowiązań czy pomoc najbliższym.

Z przywołanych przez instytut badań wynika, że około 73 proc. osób poszukujących finansowania na potrzeby zdrowotne deklaruje gotowość skorzystania z szarej strefy w przypadku odmowy legalnego pożyczkodawcy.

Tam, gdzie legalna oferta znika, natychmiast pojawia się nielegalna – zauważa Piotr Palutkiewicz, prezes Warsaw Enterprise Institute.

WEI ostrzega, że szara strefa coraz częściej przenosi się do internetu. Nielegalni pożyczkodawcy wykorzystują strony przypominające serwisy legalnych firm, media społecznościowe i portale ogłoszeniowe. W skrajnych przypadkach odzyskiwaniem pieniędzy mogą zajmować się grupy przestępcze, stosujące nękanie, groźby, niszczenie mienia, a nawet przemoc fizyczną.

Szara strefa to nie tylko zagrożenie dla obywateli – podkreśla Piotr Palutkiewicz.

Sęk w tym, że odmowa udzielenia pożyczki sama w sobie nie jest zjawiskiem negatywnym. Ocena zdolności kredytowej ma chronić klientów przed zaciąganiem zobowiązań, których nie będą w stanie spłacić, więc nie można automatycznie utożsamiać wysokiego odsetka odrzuconych wniosków z nadmierną restrykcyjnością przepisów.

Eksperci chcą poluzowania przepisów antylichwiarskich. Ale czy to bezpieczne?

Autorzy raportu WEI przekonują, że jednym z głównych powodów rozrostu szarej strefy są obowiązujące ograniczenia kosztów pożyczek. Chodzi przede wszystkim o maksymalne pozaodsetkowe koszty kredytu, czyli ustawowe limity prowizji i innych opłat. Dla pożyczek udzielanych na co najmniej 30 dni wynoszą one 10 proc. pożyczonej kwoty plus 10 proc. w skali roku, proporcjonalnie do okresu kredytowania. Łącznie nie mogą przekroczyć 45 proc. kwoty kredytu.

Według autorów WEI takie ograniczenia sprawiają, że niektórym firmom nie opłaca się obsługiwać klientów o podwyższonym ryzyku niespłacenia zobowiązania.

Ustawodawca chcąc skończyć z nadmiernym zadłużeniem wąskiej grupy obywateli, de facto ograniczył im dostęp do legalnej gotówki – wskazują Wojciech Wyszomierski i Piotr Palutkiewicz, autorzy raportu.

Proponują więc zmiany w obowiązujących ograniczeniach... Według ich wyliczeń podniesienie limitów o 2 pkt proc. mogłoby ograniczyć liczbę transakcji w szarej strefie średnio o 95 tys. rocznie. Jednocześnie legalne firmy miałyby udzielać około 304 tys. dodatkowych pożyczek o łącznej wartości 763 mln zł. Jeszcze większe podniesienie limitów miałoby przynieść proporcjonalnie większe efekty.

Pomijając fakt, że opracowanie WEI to śmiała symulacja, ponieważ autorzy oparli ją na danych odpowiadających za około 12 proc. rynku i przenieśli wyniki na całą branżę, to nie warto tracić z oczu tego, z czym zmagają się na co dzień klienci firm pożyczkowych.

Wyższe limity oznaczałyby nie tylko możliwość udzielania pożyczek większej liczbie osób, ale również prawo do pobierania wyższych opłat. Tylko co z tego, skoro urząd ujawnia przypadki obchodzenia istniejących limitów i wprowadzania konsumentów w błąd przez legalnie działające firmy? Umożliwienie firmom pobierania wyższych prowizji nie jest w tym wypadku receptą na ograniczenie szarej strefy.

Legalna pożyczka nie zawsze oznacza uczciwą ofertę. Na co uważać?

Obie decyzje UOKiK pokazują, że legalność prowadzenia działalności nie gwarantuje przestrzegania praw konsumenta. Klient może zawrzeć umowę z zarejestrowaną firmą, a mimo to zostać obciążony opłatami, których nie rozumie, których nie potrzebuje lub które zostały przedstawione w sposób wprowadzający w błąd.

Dlatego przed podpisaniem umowy pożyczki warto:

  • Sprawdzić firmę w odpowiednim rejestrze KNF. Wpis potwierdza określony status podmiotu, ale nie stanowi gwarancji uczciwości każdej jego oferty.
  • Porównać całkowitą kwotę do spłaty, wysokość rat, RRSO i wszystkie dodatkowe opłaty. Szczególną ostrożność powinny wzbudzić obowiązkowe pakiety usług.
  • Nie płacić za raporty, certyfikaty czy inne dodatki bez ustalenia, czy są rzeczywiście konieczne i jakie dają uprawnienia.

W razie sporu można zwrócić się do miejskiego lub powiatowego rzecznika konsumentów, a podejrzenie praktyki naruszającej zbiorowe interesy klientów zgłosić do UOKiK.

Polski rynek pożyczek ma problem z zaufaniem

Najnowsze decyzje UOKiK i propozycja WEI pokazują dwie strony rynku, na którym konsumenci mogą znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji. Poza legalnym systemem rozwija się szara strefa, w której pożyczkobiorcy mogą być narażeni na nieograniczone koszty, oszustwa i nielegalne metody windykacji.

Na regulowanym rynku urząd ujawnia z kolei praktyki polegające na obchodzeniu przepisów, ukrywaniu rzeczywistych kosztów pożyczek i nakłanianiu klientów do zakupu dodatkowych usług. Oczywiście nie oznacza to, że wszystkie legalne firmy pożyczkowe naruszają prawo, ale jeśli te dwie sprawy rozszerzymy na na cały rynek, to stają się poważnym sygnałem ostrzegawczym, którego nie można zignorować.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.

REKLAMA
REKLAMA