Sprawdziłem prognozy inflacji. Polacy witają drożyznę chlebem i cukrem
Sprawdziłem najnowsze prognozy cen i mam dwie wiadomości. Dobra jest taka, że kolejna fala powszechnej drożyzny na razie nam nie grozi. Zła – zaczynają drożeć pszenica, cukier i oleje, a susza może jeszcze bardziej podbić ceny żywności.

Wskaźnik Przyszłej Inflacji, czyli WPI, wzrósł w sierpniu o 0,4 pkt w porównaniu z lipcem. Wskaźnik przygotowywany przez Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych ma z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem sygnalizować kierunek zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych.
WPI wzrósł, ale BIEC nie widzi powodów do alarmu
Analitycy BIEC wprost zaznaczają, że obecny ruch wskaźnika nie oznacza powrotu problemów inflacyjnych, z którymi mierzyliśmy się w poprzednich latach.
Ten niewielki, jak do tej pory wzrost nie zagraża na razie stabilności cen w dłuższym okresie, choć liczne krótkookresowe szoki, które pojawiają się w otoczeniu naszej gospodarki mogą przejściowo podbić inflację – wskazują autorzy analizy.
Najbardziej widać to w oczekiwaniach konsumentów.
Polacy coraz mniej boją się kolejnej fali drożyzny
Jeszcze w marcu ponad 18 proc. badanych konsumentów spodziewało się, że ceny będą rosły szybciej niż dotychczas. W lipcu było ich już tylko około 7 proc. To ważna zmiana, bo oczekiwania inflacyjne nie są wyłącznie badaniem nastrojów. Jeżeli konsumenci spodziewają się gwałtownego wzrostu cen, mogą przyspieszać zakupy. Firmy z kolei łatwiej zakładają, że klienci zaakceptują podwyżki.
Podobnie zachowują się przedsiębiorstwa przemysłowe. Jeszcze w kwietniu przewaga firm planujących podwyżki cen nad tymi, które chciały je obniżać, wynosiła ponad 19 pkt proc. W lipcu spadła do około 8 pkt proc. Jeszcze ciekawiej robi się, gdy spojrzeć na wielkość przedsiębiorstw.
Im większa firma, tym mniejsza skłonność do podwyżek cen. W grupie firm największych odsetek firm planujących podwyżki jest taki sam jak odsetek firm planujących obniżki cen – wskazuje BIEC.
BIEC ocenia, że zmniejsza to ryzyko rozprzestrzeniania się tendencji inflacyjnych na inne przedsiębiorstwa, zwłaszcza mniejsze. Są jednak wyjątki. Największą skłonność do podnoszenia cen wykazują producenci dóbr trwałego użytku, szczególnie firmy związane z produkcją komputerów i pozostałych urządzeń elektronicznych.
Ropa tanieje. Problem może pojawić się gdzie indziej
Kolejny dobry sygnał płynie z rynku surowców. Ceny surowców publikowane przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy od dwóch miesięcy spada w porównaniu z sytuacją z marca. W dół idą przede wszystkim ceny surowców energetycznych, w tym ropy naftowej. BIEC zauważa, że choć ceny ropy mocno reagowały w ostatnich miesiącach na konflikt na Bliskim Wschodzie i kryzys wokół cieśniny Ormuz, skala tych wahań obecnie się zmniejszyła.
W tym miejscu pojawia się element raportu, który zwrócił moją uwagę najbardziej. O ile surowce energetyczne tanieją, o tyle żywność drożeje. BIEC wymienia pszenicę, cukier i część olejów.
Skutki suszy w krajach Europy i w innych regionach świata mogą w najbliższych miesiącach wpływać na dalszy wzrost cen tych surowców – czytamy w komunikacie BIEC.
Nie oznacza to oczywiście, że za chwilę automatycznie zobaczymy gwałtowny skok cen chleba, cukru czy oleju w polskich sklepach. Pomiędzy ceną surowca na światowym rynku a ceną gotowego produktu znajduje się jeszcze cały łańcuch kosztów. Ale właśnie ten fragment raportu warto dziś obserwować szczególnie uważnie.
Złoty działa dziś jak tarcza przed inflacją
Jest jeszcze jeden element, który działa na naszą korzyść. BIEC zwraca uwagę, że kurs złotego wobec dolara i euro pozostaje stabilny. Dzięki temu ryzyko przenoszenia podwyżek cen z zagranicy do Polski jest obecnie bardzo niewielkie. To ważne szczególnie w przypadku surowców i produktów rozliczanych w dolarach. Słaby złoty potrafi dodatkowo zwiększać koszt importu nawet wtedy, gdy sama cena towaru na światowym rynku się nie zmienia.
Stabilne pozostaje również wykorzystanie mocy produkcyjnych w polskim przemyśle. Według BIEC od sześciu miesięcy praktycznie się ono nie zmienia, co ogranicza ryzyko wzrostu kosztów związanych z eksploatacją maszyn i urządzeń.
Czytam więc najnowszy WPI tak: trudno dziś znaleźć oznaki rozpoczynającej się kolejnej szerokiej fali podwyżek. Jeżeli gdzieś miałbym teraz szukać zagrożenia, patrzyłbym przede wszystkim na żywność. Susza, pszenica, cukier i oleje mogą jeszcze przypomnieć nam, że nawet przy uspokajającej się inflacji ceny na sklepowym paragonie nie zawsze zachowują się równie spokojnie.
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.