REKLAMA

Prezydent dał zielone światło dla OKI. Już nie mam wymówki, żeby nie inwestować

Koniec wymówek. Prezydent właśnie podpisał ustawę o OKI, która zwalnia zyski z podatku Belki. Dzięki niej na rynku mają pojawić się miliardy złotych. Problem w tym, że żeby skorzystać z ulgi, trzeba najpierw zacząć inwestować. A my w Polsce cierpimy w tym obszarze na chroniczną prokrastynację.

OKI inwestowanie podatek belki

Nowe prawo, które w założeniu ma nas zachęcić do ściągnięcia pieniędzy ze zwykłych ROR-ów i lokat, zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2027 r. Zasady są proste: zyski z inwestycji na Osobistym Koncie Inwestycyjnym będą zwolnione z 19-procentowego podatku Belki do kwoty 100 tys. zł rocznie, a te ze zwykłych oszczędności – do 25 tys. zł.

Rządowe kalkulatory już pracują. Optymistyczny scenariusz zakłada, że dzięki OKI do 2030 r. na warszawską Giełdę Papierów Wartościowych trafi 25 mld zł, a do 2040 r. – aż 74 mld zł.

Wydaje się, że mamy gotowy przepis na sukces. Jest jednak jedno „ale”.

Edukacja nie zawsze wystarczy

Faktyczny stan portfeli Polek i Polaków, ale też, co w tym przypadku nawet bardziej istotne, ich nastawienie do inwestowania naświetla badanie „Inwestoskop 2026 – Indeks Postawy Inwestycyjnej Polaków” zrealizowane przez VIG/C-Quadrat TFI i Akademię Leona Koźmińskiego. Z dokumentu płynie ciekawy wniosek: okazuje się, że to wcale nie wizja płacenia podatku Belki blokuje nasze pieniądze.

Osobiste Konta Inwestycyjne (OKI) – najważniejsze zasady

OKI to nowy instrument zachęcający do długoterminowego pomnażania oszczędności poprzez ograniczenie podatku Belki. Przepisy wchodzą w życie 1 stycznia 2027 r. Główne założenia:

  • Zwolnienie z podatku: zyski z inwestycji kapitałowych zwolnione z 19% podatku do kwoty 100 tys. zł rocznie (dla oszczędności bankowych limit wynosi 25 tys. zł).
  • Brak limitu wpłat: inaczej niż w IKE/IKZE, na OKI można wpłacić dowolną kwotę, ale zwolnienie podatkowe dotyczy tylko zysku do ustawowego limitu.
  • Limit kont: jeden podatnik może posiadać tylko jedno konto OKI.

Przez lata utarło się przekonanie, że Polacy uciekają od giełdy i funduszy, bo paraliżuje ich strach przed utratą kapitału albo brak wiedzy. „Inwestoskop” obala ten mit.

Aż 72 proc. Polaków deklaruje, że odkłada pieniądze. Jednak gdy badacze podzielili nas na grupy, okazało się, że najliczniejszy segment (stanowiący ponad jedną trzecią całego społeczeństwa) to „oszczędzający nadwyżkowo”. Chodzi o ludzi, którzy uzbierali już solidną poduszkę finansową, ale trzymają ją na najczęściej symbolicznie oprocentowanym koncie – giełdę omijają szerokim łukiem.

Oszczędzanie jest relatywnie powszechne, ale inwestowanie nie jest jego naturalną konsekwencją.

Rozpoczęcie inwestowania wymaga przekroczenia psychologicznej granicy między bezpieczeństwem a kontrolowanym ryzykiem.

Źródło: Raport „Inwestoskop 2026”, VIG/C-Quadrat TFI i Akademia Leona Koźmińskiego

Dlaczego nie idą krok dalej? Wpadają w tzw. lukę intencyjną – zjawisko dobrze znane psychologom. Pojawia się wtedy, gdy świadomość korzyści nie przekłada się na działanie. Okazuje się bowiem, że Polacy wcale nie odrzucają inwestowania ani się go nie boją. Po prostu utknęli w pułapce „wiecznego czekania”: na lepszy moment, większe pieniądze czy pełniejszą wiedzę.

Szczególnie interesujące jest to, że wielu respondentów prezentuje pozytywne nastawienie do inwestowania, a jednocześnie nie planuje rozpoczęcia inwestycji w najbliższym czasie. W psychologii decyzji nazywamy to luką pomiędzy postawą a zachowaniem. Innymi słowy: ktoś uważa, że inwestowanie ma sens, ale z różnych powodów nie przekłada tej opinii na konkretne działanie. To pokazuje, że sama edukacja finansowa nie zawsze wystarczy – tłumaczy dr Łukasz Markiewicz z Akademii Leona Koźmińskiego, współautor badania.

Dwa światy: oszczędzanie i inwestowanie

Oszczędzanie i inwestowanie tworzą dwa różne światy mentalne.

Oszczędzanie kojarzy się z bezpieczeństwem, spokojem i kontrolą; inwestowanie natomiast z możliwością zysku, ale też z ryzykiem, stratą i niepewnością.

Źródło: Raport „Inwestoskop 2026”, VIG/C-Quadrat TFI i Akademia Leona Koźmińskiego

Wydaje się, że od bezpiecznej lokaty bankowej do wejścia na rynek inwestycyjny jest tylko krok. Nic bardziej mylnego. Wyniki badania wyraźnie pokazują, że w głowach Polaków oszczędzanie i inwestowanie to dwa zupełnie różne światy. Odkładanie pieniędzy daje nam poczucie bezpieczeństwa i pełnej kontroli. Inwestowanie kojarzy się natomiast z niepewnością i ryzykiem – dlatego większość z nas woli w tej kwestii nie robić nic.

Zresztą wymówek przed zrobieniem pierwszego kroku mamy całą masę.

Wyniki badania wskazują, że wiele osób nie postrzega inwestowania jako czegoś niedostępnego czy niebezpiecznego. Częściej mamy do czynienia z przekonaniem, że „to jeszcze nie ten moment”, „muszę mieć więcej pieniędzy” albo „najpierw muszę dowiedzieć się więcej”. Problem polega na tym, że takie myślenie potrafi skutecznie odkładać decyzję przez wiele lat. Tymczasem budowanie kapitału jest procesem, który zaczyna się od pierwszego kroku, a nie od idealnego momentu – przypomina dr Sabina Kołodziej z Akademii Leona Koźmińskiego, współautorka badania.

Bodziec, a nie tylko tarcza podatkowa

I tutaj pojawia się podpisana właśnie przez prezydenta ustawa o OKI.

Instytucje finansowe stoją jednak przed ogromnym wyzwaniem. Z raportu „Inwestoskop” wynika bowiem, że OKI to dziś najmniej znany instrument na rynku – w marcu, gdy przeprowadzano badania, o jego istnieniu nie słyszało blisko 60 proc. ankietowanych. Jeśli fundusze i banki zaczną reklamować OKI wyłącznie suchymi wyliczeniami (ile zaoszczędzisz na braku podatku), to poniosą klęskę. Polaka, który od lat odkłada decyzję o starcie (bo wydaje mu się, że „ma za mało pieniędzy”), sam arkusz kalkulacyjny nie przekona. Ale może to zrobić psychologiczna konstrukcja samego OKI.

Limity zapisane w ustawie – czyli wspomniane 100 tys. zł dla inwestycji – to fantastyczny sygnał dla ciułaczy. Czarno na białym pokazują, że system nie został skrojony pod rekiny finansjery obracające milionami. Jest stworzony dokładnie dla tych 37 proc. „oszczędzających nadwyżkowo” respondentów „Inwestoskopu” (i milionów im podobnych w całej Polsce).

OKI wyznacza konkretne ramy i wytrąca z rąk wyświechtaną wymówkę, że inwestowanie to zabawa wyłącznie dla bogatych.

Więcej informacji na temat OKI na naszych stronach:

Pieniądze to nie wszystko

Wprowadzenie ustawy o OKI to krok w dobrą stronę, ale sama tarcza podatkowa nie dokona cudu. Żeby Polacy przestali kisić pieniądze na lokatach i zacząć naprawdę budować prywatny majątek, musimy radykalnie zmienić sposób, w jaki rozmawiamy o finansach osobistych.

Najsłabszym ogniwem gotowości inwestycyjnej jest przejście do działania.

Wielu badanych ma względnie sprzyjające przekonania i emocje wobec inwestowania, ale nie przekłada ich na konkretną intencję inwestowania w najbliższym czasie.

Źródło: Raport „Inwestoskop 2026”, VIG/C-Quadrat TFI i Akademia Leona Koźmińskiego

Liczby z „Inwestoskopu” mówią same za siebie: silne intencje (czyli wygenerowanie gotowości do działania) zwiększają prawdopodobieństwo rozpoczęcia inwestowania aż o 92 proc. Dla porównania – sama wiedza finansowa podnosi te szanse jedynie o 65 proc. Wniosek? Państwo dało właśnie marchewkę w postaci ulg, ale teraz piłeczka jest po stronie banków, funduszy i edukatorów.

To na nich spoczywa zadanie przełamania tej finansowej prokrastynacji. Zamiast straszyć skomplikowanymi wykresami, powinni wzmacniać w Polakach poczucie sprawczości – pokazać, że budowanie majątku można zacząć od małych kwot, a OKI jest po prostu wygodnym wehikułem, żeby zrobić to z większym zyskiem.

Jeżeli chcemy zwiększać udział Polaków w rynku kapitałowym, musimy najpierw lepiej zrozumieć mechanizmy stojące za ich decyzjami. Dopiero wtedy możliwe będzie projektowanie skutecznej edukacji i komunikacji finansowej – zauważa Michał Szymański, prezes VIG/C-Quadrat TFI.

Jedno jest pewne: od 1 stycznia 2027 r. wymówek od inwestowania będzie mniej.

Bartosz Krzyżaniak
Redaktor

Pierwsze teksty o gospodarce i biznesie publikował w latach 90. w „Pulsie Biznesu”. Pracował w „Życiu” i „Życiu Warszawy”, a po powrocie do „PB” został redaktorem prowadzącym. Współtworzył i kierował miesięcznikiem „EduFakty” oraz dwumiesięcznikiem „Uczę Nowocześnie”, organizował konferencje i wykładał. W 2017 r. pracował w redakcjach ekonomicznych WP, rok później trafił do „Forbesa”. Absolwent dziennikarstwa UW oraz studiów podyplomowych z polityki pieniężnej i bankowości centralnej (INE PAN, NBP).