Gminy i powiaty będą mogły połączyć siły, aby wspólnie chronić urzędy, szkoły oraz ośrodki pomocy społecznej przed cyberatakami. Rusza nabór na Lokalne Centra Cyberbezpieczeństwa. Do podziału jest prawie 270 mln zł. Niestety nie wystarczy złożyć wniosek.

Lokalne Centra Cyberbezpieczeństwa mają być wspólnym zapleczem informatycznym dla kilku jednostek samorządowych. Zatrudnieni w nich specjaliści będą monitorować sieci i systemy, pomagać w reagowaniu na incydenty, prowadzić audyty oraz szkolić pracowników. Centra będą mogły również organizować wspólne zakupy sprzętu, oprogramowania i licencji. Dzięki temu mniejsze gminy nie będą musiały samodzielnie budować kosztownych zespołów ani kupować wszystkich narzędzi na własną rękę.
Cyberzagrożenia nie zatrzymują się na granicach gmin czy powiatów. Dlatego odpowiedzią na nie musi być współpraca. Tworząc Lokalne Centra Cyberbezpieczeństwa, wzmacniamy odporność całego państwa – od najmniejszych gmin po samorządy województw – mówi Krzysztof Gawkowski, wicepremier i minister cyfryzacji.
Gmin nie stać na całodobową ochronę
Administracja samorządowa coraz częściej staje się celem cyberprzestępców. Atakowane są nie tylko same urzędy, lecz także systemy niezbędne do świadczenia usług publicznych. Według danych CSIRT NASK w 2025 r. w jednostkach samorządu terytorialnego odnotowano 3249 incydentów. Dla wielu mniejszych gmin utrzymywanie własnych specjalistów oraz całodobowego zespołu reagowania na zagrożenia jest zbyt kosztowne.
Jednocześnie rośnie odpowiedzialność wójtów i starostów za bezpieczeństwo cyfrowe urzędów oraz podległych im jednostek. Samorządy muszą więc poprawiać zabezpieczenia, choć często brakuje im pieniędzy, pracowników i specjalistycznej wiedzy. Lokalne centra mają rozwiązać ten problem poprzez współdzielenie ludzi, narzędzi i kosztów. Jeden zespół będzie mógł wspierać kilka samorządów zamiast obsługiwać tylko jeden urząd.
Lokalne Centra Cyberbezpieczeństwa umożliwią samorządom korzystanie ze wspólnych kompetencji i zasobów zamiast dublowania kosztów. Dzięki temu nawet mniejsze jednostki zyskają dostęp do specjalistów, nowoczesnych narzędzi oraz wsparcia w reagowaniu na incydenty – podkreśla Paweł Olszewski, wiceminister cyfryzacji.
Nie każdy wnioskodawca dostanie pieniądze
Na utworzenie Lokalnych Centrów Cyberbezpieczeństwa przeznaczono prawie 270 mln zł. Wsparcie będzie przyznawane w formie dotacji. O pieniądze mogą występować partnerstwa złożone z co najmniej dwóch jednostek samorządu terytorialnego. Porozumienie mogą zawrzeć ze sobą gminy, powiaty i samorządy województw. Nie muszą to być jednostki tego samego szczebla.
Samo złożenie wniosku nie będzie jednak oznaczało przyznania dotacji. Projekty zostaną ocenione i porównane, a pieniądze otrzymają najlepiej przygotowane przedsięwzięcia – do wyczerpania dostępnej puli.
Samorządy mogą przeznaczyć środki na:
- sprzęt, oprogramowanie, licencje i usługi służące ochronie sieci,
- monitorowanie systemów oraz reagowanie na incydenty,
- audyty bezpieczeństwa i wdrażanie nowych zabezpieczeń,
- szkolenia pracowników,
- wynagrodzenia osób uczestniczących w tworzeniu centrum.
Nabór rozpoczął się 31 lipca i potrwa do 30 października 2026 r. Wnioski można składać wyłącznie elektronicznie za pośrednictwem systemu Centrum Projektów Polska Cyfrowa.
Jeden zespół ochroni urząd, szkołę i pomoc społeczną
Zakres działania centrum nie musi ograniczać się do urzędu gminy lub starostwa. Wspólną ochroną mogą zostać objęte także szkoły, ośrodki pomocy społecznej oraz inne jednostki obsługujące mieszkańców.
Centrum ma być miejscem, do którego urzędnicy zgłoszą podejrzaną wiadomość, awarię systemu, próbę wyłudzenia danych lub inny incydent. Specjaliści ocenią zagrożenie, pomogą ograniczyć jego skutki i wesprą samorząd w przywróceniu działania usług.
Dla mieszkańców ma to oznaczać skuteczniejszą ochronę danych osobowych oraz mniejsze ryzyko przerw w funkcjonowaniu urzędowych systemów. Jeżeli atak mimo wszystko się powiedzie, usługi powinny zostać przywrócone szybciej. Korzyścią dla samorządów mają być natomiast niższe koszty. Kilka jednostek będzie finansowało jeden zespół, zamiast tworzyć osobne struktury i niezależnie kupować podobne narzędzia.
Najczęściej zawodzi człowiek
Nowe oprogramowanie i dodatkowi specjaliści nie wyeliminują jednak wszystkich zagrożeń. Jednym z najczęstszych punktów wejścia do systemu nadal pozostaje człowiek: pracownik, który kliknie w niebezpieczny link, otworzy zainfekowany załącznik albo popełni błąd podczas ręcznego przetwarzania dokumentu.
Więcej wpisów o cyberbezpieczeństwie
Zdaniem Huberta Paczkowskiego, wiceprezesa Nefeni w Grupie Symfonia, sposobem na ograniczenie tego ryzyka jest automatyzacja powtarzalnych czynności wykonywanych przez urzędników.
Najskuteczniejszą ochroną przed błędem ludzkim jest ograniczenie momentów, w których ten błąd może się w ogóle wydarzyć. Automatyzacja procesów urzędowych, od elektronicznego obiegu dokumentów, przez e-Doręczenia i KSeF, po Centralny Rejestr Umów, to nie tylko wygoda i oszczędność czasu, ale realne zmniejszenie powierzchni ataku – wskazuje Hubert Paczkowski, wiceprezes Nefeni w Grupie Symfonia.
Integracja urzędowych systemów z mObywatelem i platformami e-usług ogranicza liczbę danych przepisywanych ręcznie oraz dokumentów przekazywanych między pracownikami. Im mniej takich operacji, tym mniej okazji do pomyłki lub otwarcia drogi cyberprzestępcom.
Nie oznacza to jednak, że automatyzacja zastąpi urzędników. Ma przede wszystkim przejąć najbardziej powtarzalne zadania i pozwolić pracownikom skupić się na sprawach wymagających oceny, doświadczenia i ostrożności.
Mądrze wdrożona, wspierana AI automatyzacja odciąża pracowników od żmudnych, podatnych na błędy zadań i pozwala skupić uwagę tam, gdzie czujność człowieka jest naprawdę niezastąpiona. Bezpieczny samorząd to taki, w którym technologia i kompetentni ludzie wzajemnie się uzupełniają – podkreśla Hubert Paczkowski.
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.