REKLAMA

Google i Facebook dorzucą nam się do budżetu. Przestaliśmy się przejmować Trumpem

Ministerstwo Cyfryzacji znowu próbuje opodatkować big techy. Tym razem danina została nazwana podatkiem rekompensującym. Ma objąć przychody z reklam kierowanych do konkretnych użytkowników, pośrednictwa na platformach cyfrowych oraz handlu danymi. Stawka wyniesie 3 proc.

podatek cyfrowy Donald Trump

Projekt oznaczony numerem UD385 znalazł się w wykazie prac legislacyjnych rządu. Rada Ministrów ma go przyjąć w trzecim kwartale 2026 r. Na razie znamy jednak jedynie rozbudowane założenia. Nie opublikowano jeszcze pełnego tekstu ustawy ani oceny jej skutków finansowych.

Podatek od przychodu, nie od zysku

Podatek będzie dotyczyć podmiotów lub całych grup kapitałowych, które jednocześnie osiągają ponad 1 mld euro przychodów na świecie oraz ponad 25 mln zł przychodów podlegających opodatkowaniu w Polsce. Nie będzie miało znaczenia, w jakim kraju znajduje się ich siedziba.

Daniną zostaną objęte trzy rodzaje działalności: reklama ukierunkowana, platformy pozwalające użytkownikom kontaktować się ze sobą lub zawierać transakcje oraz odpłatne przekazywanie danych zebranych na podstawie aktywności użytkowników. Podatek będzie liczony od przychodu, czyli zanim firma odliczy koszty działalności. Należna kwota ma być jednak pomniejszana o CIT zapłacony przez dany podmiot.

Celem projektu jest wyrównanie szans konkurencyjnych pomiędzy globalnymi korporacjami a przedsiębiorstwami – wskazuje Ministerstwo Cyfryzacji.

Resort przekonuje, że obecny system pozwala międzynarodowym firmom zarabiać w Polsce bez ponoszenia obciążeń porównywalnych z tymi, które płacą krajowe przedsiębiorstwa.

Małe firmy nie zapłacą. Mogą jednak dostać rachunek

Bezpośrednimi podatnikami nie będą małe sklepy internetowe, agencje reklamowe ani krajowe firmy korzystające z platform. Progi są ustawione tak wysoko, że obejmą wyłącznie największe grupy. Z podatku zostanie dodatkowo wyłączona sprzedaż prowadzona przez firmę na własnej stronie internetowej, o ile przedsiębiorca sprzedaje własne towary lub usługi i nie występuje jako pośrednik.

To jednak nie oznacza, że mały biznes nie odczuje zmian. W opublikowanych założeniach nie ma mechanizmu, który uniemożliwiałby platformom podniesienie cen reklam, prowizji pobieranych od sprzedawców albo innych opłat. Istnieje więc ryzyko, że część podatku zostanie przerzucona na polskie firmy kupujące reklamę w internecie lub prowadzące sprzedaż za pośrednictwem dużych platform. To nie jest przesądzone, ale właśnie ten element powinien zostać dokładnie opisany w ocenie skutków regulacji.

Podobnie może być z konsumentami. Jeżeli wzrosną koszty reklamy lub sprzedaży na platformach, przedsiębiorcy mogą próbować uwzględnić je w cenach produktów i usług. W efekcie podatek formalnie nałożony na globalną korporację częściowo mogliby sfinansować jej klienci i partnerzy handlowi.

Wydawcy zostaną wyłączeni

Podatku nie mają płacić podmioty, których główną działalnością jest publikowanie własnych materiałów redakcyjnych. Wyłączone zostaną także serwisy, których zasadniczym celem jest dostarczanie własnych lub licencjonowanych treści cyfrowych, a także usługi komunikacyjne, płatnicze, regulowane usługi finansowe i część działalności crowdfundingowej.

Ministerstwo deklaruje, że jednym z celów ustawy będzie wsparcie krajowych technologii, innowacji oraz jakościowych treści medialnych. Z obecnego wpisu nie wynika jednak, jaka część wpływów miałaby trafić na te cele ani według jakich zasad pieniądze byłyby dzielone. Na tym etapie jest to więc polityczna deklaracja, a nie konkretny mechanizm finansowania.

Pierwsze podejście skończyło się po wizycie Mike’a Pence’a

Pierwszą poważną próbę podjęto w 2019 r. Rząd Mateusza Morawieckiego wpisał opodatkowanie przedsiębiorstw cyfrowych do Programu konwergencji i zakładał, że rozwiązanie zacznie obowiązywać 1 stycznia 2020 r. Ministerstwo Finansów szacowało wpływy na około 217,5 mln zł rocznie. Ustawy jednak nie przygotowano. We wrześniu 2019 r. ówczesny wiceprezydent USA Mike Pence publicznie podziękował Polsce za odrzucenie propozycji podatku od usług cyfrowych, który – zdaniem amerykańskiej administracji – utrudniłby handel między oboma krajami. Pomysł nie wszedł w życie.

Druga próba pojawiła się w 2021 r. w postaci tak zwanej składki reklamowej. Projekt przewidywał 5-proc. daninę od reklamy internetowej dla grup z globalnymi przychodami przekraczającymi 750 mln euro i polskimi wpływami reklamowymi powyżej 5 mln euro. Jednocześnie miał obciążyć tradycyjne media, kina i reklamę zewnętrzną. Połowa pieniędzy miała trafić do NFZ, 35 proc. do nowego funduszu wspierającego media i kulturę, a 15 proc. do funduszu ochrony zabytków. Projekt zatrzymał się na etapie rządowym, nie został uchwalony i nigdy nie zaczął obowiązywać.

Stany Zjednoczone mogą ponownie zareagować

Nowa ustawa może wywołać kolejny spór z USA, ponieważ duża część największych firm objętych podobnymi podatkami pochodzi właśnie ze Stanów Zjednoczonych. Administracja Donalda Trumpa zapowiedziała w 2025 r., że będzie analizowała zagraniczne podatki od usług cyfrowych i może odpowiadać na nie cłami. Nie oznacza to automatycznie odwetu wobec Polski, ale ryzyko polityczne jest realne.

Rząd chce przyjąć projekt jeszcze w tym kwartale. Historia dwóch poprzednich podejść pokazuje jednak, że wpisanie podatku cyfrowego do wykazu prac jest dopiero początkiem. Najciekawszy etap zacznie się wtedy, gdy swoje uwagi przedstawią platformy, reklamodawcy, przedsiębiorcy i administracja Stanów Zjednoczonych. Nie zapominajmy też, że na koniec ustawę musi jeszcze podpisać prezydent...

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.