REKLAMA

5 minut przerwy i masz po biznesie. Tak się tworzy w Polsce prawo dla firm

Prace w polskim parlamencie nie opierają się na dialogu, rzetelnych analizach i szacunku dla ludzi. Zwłaszcza w przypadku przedsiębiorców arogancja urzędników wybija poza skalę.  

ceny-paliw-nizej
REKLAMA

Senacka komisja właśnie brutalnie i ostatecznie wyleczyła mnie ze złudzeń. Pokaz czystej, urzędniczej bezczelności, jaki tam zgotowano, przejdzie do historii jako podręcznikowy przykład parlamentarnej patologii. Pokazuje ona, jak pod osłoną nocy przepchnąć legislacyjny bubel i ostentacyjnie zagotować cały rynek. Rządzący udowodnili, że merytoryczny głos ekspertów oraz przedsiębiorców nie ma dla nich żadnego znaczenia, gdy zderza się z murem rządowej bezwzględności i chęcią tworzenia 5 minut przerwy i masz po biznesie. Tak się tworzy w Polsce prawo dla firm celowane w jeden konkretny produkt.

REKLAMA

Cyrk na Wiejskiej, czyli pięć minut, które zdemaskowało system

Finał posiedzenia komisji pod przewodnictwem Kazimierza Kleiny to nie było zwykłe procedowanie – to było absolutne kuriozum i bezczelna kwintesencja lekceważącego stosunku władzy do obywatela. Przez długie godziny na sali trwała litania merytorycznych zarzutów. Ponad kilkunastu najwyższej klasy ekspertów z dziedziny prawa, podatków oraz handlu rozbijało rządową propozycję na atomy, czarno na białym pokazując jej destrukcyjny charakter.

I co zrobił przewodniczący po wysłuchaniu tych wszystkich dramatycznych apeli i twardych wyliczeń? Zarządził dokładnie pięć minut przerwy. Po tym błyskawicznym, wręcz komicznym „namyśle”, bez cienia jakiejkolwiek refleksji nad usłyszanymi argumentami czy chociażby próby odniesienia się do wniosków o wydłużenie nierealnego vacatio legis, komisja po prostu ogłosiła, że w pełni podtrzymuje dotychczasowe stanowisko rządu.

Politycy koalicji posłusznie podnieśli ręce, a wniosek o przyjęcie ustawy bez jakichkolwiek poprawek został bezwzględnie przegłosowany. Po co marnować czas na dialog społeczny, skoro wyrok na branżę zapadł w gabinetach na długo przed tym, jak ktokolwiek na sali raczył otworzyć usta?

REKLAMA

Ustawowy potworek jednorazowego użytku

Sercem tej legislacyjnej farsy jest nowelizacja zaprezentowana przez wiceministra finansów Jarosława Nenemana, która nakłada na elektroniczne papierosy oparte na indukcji podatek w wysokości 40 złotych. Oficjalna narracja resortu to klasyczna, nudna śpiewka o „szybkim łataniu luki prawnej” i „wyrównywaniu warunków konkurencji”. Prawda jest jednak porażająca: rząd z pełną premedytacją forsuje rozwiązanie czysto incydentalne, mając pełną świadomość, że już za miesiąc do parlamentu trafi zupełnie nowa, kompleksowa ustawa, ukryta pod kryptonimem „druk 363”.

REKLAMA

Ta docelowa reforma ma wywrócić obecny system opodatkowania do góry nogami i całkowicie zdjąć akcyzę z samych zbiorników. Mamy więc do czynienia z kompletnym obłędem regulacyjnym: władza funduje rynkowi krwawy chaos, zmuszając firmy do potężnych, natychmiastowych inwestycji w przestrojenie linii produkcyjnych oraz systemów banderolowania tylko po to, by cała ta kosztowna operacja wylądowała w koszu zaledwie kilka tygodni później. Jak słusznie i bezlitośnie punktował Jaromir Ćwikła z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego, dochodzimy do paranoicznej sytuacji, w której najpierw nakłada się nowy podatek, a chwilę później planuje się jego zniesienie. Trudno takie działanie uznać za przejaw jakiejkolwiek stabilnej czy choćby zdroworozsądkowej polityki państwa.

Prawo pozorne i polowanie na konkretną czarownicę

Eksperci nie zostawiają na tym projekcie suchej nitki. Dr Andrzej Tatara z Uniwersytetu Zielonogórskiego, wybitny specjalista ds. legislacji podatkowej, wprost obnażył intencje autorów, nazywając tę ustawę prawem pozornym, które w rzeczywistości nie przyniesie budżetowi państwa żadnych realnych dochodów.

Zamiast tego projekt wygląda jak bezczelny bat skrojony pod uderzenie w konkretny produkt jednej firmy, który wcześniej wszedł na rynek w stu procentach legalnie, działając w oparciu o oficjalną, państwową Wiążącą Informację Akcyzową. Nowa próba podwójnego opodatkowania wywinduje obciążenia fiskalne do absurdalnego pułapu 80 złotych. To nie jest sprawiedliwość podatkowa – to jest ordynarne, sztuczne i czysto administracyjne eliminowanie legalnego wyrobu z obrotu gospodarczego, bo komuś w ministerstwie najwyżej nie spodobał się jego sukces komercyjny.

REKLAMA

Rzeź zaufania i zaproszenie dla szarej strefy

Największy skandal i wściekłość organizacji biznesowych wywołał jednak absolutny bandytyzm proceduralny w kwestii wejścia przepisów w życie. Zamiast ustawowych, wielokrotnie gwarantowanych w obietnicach wyborczych sześciu miesięcy vacatio legis, które wprost nakazuje art. 68b Prawa przedsiębiorców, rząd zafundował firmom drastyczny, zaledwie 14-dniowy termin.

Więcej w Bizblogu o prowadzeniu biznesu

Przewodniczący i przedstawiciele najważniejszych organizacji gospodarczych w kraju – od Konfederacji Lewiatan, przez Polską Izbę Handlu, aż po Krajową Izbę Gospodarczą – mówili na posiedzeniu jednym, potężnym głosem. Ostrzegali, że tak bezwzględne łamanie elementarnych zasad regulacyjnych to brutalne niszczenie zaufania obywateli do własnego państwa. To także stuprocentowa gwarancja błyskawicznego rozrostu szarej strefy, na której budżet straci znacznie więcej, niż rzekomo próbuje załatać tą ekspresową łatką, oraz gigantyczna katastrofa wizerunkowa polskiego ustawodawcy.

REKLAMA

A jak na te miażdżące argumenty odpowiedziała strona rządowa? Bezczelnym wyparciem faktów i totalnym zbagatelizowaniem gigantycznych kosztów przerzuconych na barki biznesu. Wiceminister Neneman ze stoickim spokojem zbył wszelkie zastrzeżenia, protekcjonalnie ostrzegając krytyków przed „nadmiernym entuzjazmem” wobec przyszłych ustaw i zasłaniając się tym, że jest po prostu „związany stanowiskiem rządu”.

Tak właśnie w Polsce tworzy się prawo gospodarcze – w pośpiechu, na kolanie, z jaskrawym i bezwstydnym naruszeniem elementarnych zasad dialogu społecznego. Eksperci mogą krzyczeć o błędach, biznes może udowadniać wielomilionowe straty, a władza i tak zrealizuje swój niszczycielski plan z dwutygodniowym wyprzedzeniem, mając absolutnie zerową odpowiedzialność za rynkowe i społeczne skutki swoich decyzji.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-06-10T14:06:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T18:18:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T15:55:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T10:38:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA