To tutaj Hawaje oddychają najgłębiej. Kauai to jedno z najbardziej mokrych miejsc na Ziemi, gdzie woda wyrzeźbiła kaniony, doliny i setki wodospadów. Drogi urywają się nagle, zostawiając najpiękniejsze fragmenty wybrzeża bez asfaltu, a zamiast hotelowych murów widać palmy, figowce i czerwone zbocza. Kauaʻi pokazuje spokojne oblicze Hawajów.

W poprzednim wpisie odwiedzaliśmy Oʻahu. Dziś kontynuujemy zwiedzanie Hawajów, ale na wyspie Kauaʻi, która jest zdecydowaniem spokojniejsza. To wyspa, na której infrastruktura turystyczna istnieje, ale nie dominuje nad naturą - wciąż łatwo znaleźć plażę, na której zamiast tłumu jest tylko kilka osób, a zamiast hoteli wokół rosną palmy. Jeśli chce się zobaczyć Hawaje w wydaniu „maksymalnie zielonym” i spokojnym, Kauaʻi jest najlepszym wyborem.
Właśnie dlatego zaczynamy od natury i najpiękniejszego punktu widokowego z całego archipelagu.
Panorama Doliny Kalalau - serca Nā Pali

To miejsce ma swój charakter: często spowite chmurami, które w kilka sekund potrafią zasłonić cały widok i równie szybko się rozstąpić. Z tego powodu nawet krótki postój bywa loterią - raz widzi się tylko mleczną ścianę mgły, innym razem pełną panoramę.

Poszarpane grzbiety to wynik długotrwałej erozji skał wulkanicznych. Strumienie spływające z płaskowyżu dosłownie „wyrzeźbiły” dolinę, tworząc charakterystyczne żebra.
Droga bywa jednak wymagająca. I to nie tylko ze względu na liczbę schodków do pokonania.





Częste zachmurzenie to efekt bliskości wulkanu Waiʻaleʻale, jednego z najbardziej deszczowych miejsc na Ziemi. Wilgotne masy powietrza unoszą się nad górami, kondensują i tworzą chmury, które „wchodzą” do doliny jak wodospad. Sama nazwa tego wulkanicznego szczytu w lokalnym języku oznacza "przelewającą się wodę". Dlatego na szlak warto zabrać wodoodporne buty.







Stała wilgoć i intensywne opady sprawiają, że Kauaʻi jest dosłownie „wyspą wodospadów”
Deszcze rozcinają zbocza setkami strumieni, które zamieniają się w kaskady – od pojedynczych, smukłych „nitek” wody po wielopiętrowe ściany spadające do głębokich dolin. Najładniejsze odsłaniają się dopiero podczas wędrówek - im dalej od asfaltu, tym większa szansa na „własny” wodospad, bez tłumu wokół.







Kauaʻi wyróżnia się też tym, czego nie ma: drogi okrążającej całą wyspę
Dlatego najbardziej spektakularne fragmenty wybrzeża pozostają niedostępne dla samochodu. Strome, kruszące się klify i głębokie doliny są zbyt wymagające dla drogowców, a jednocześnie zbyt cenne, by je „prostować”. Dlatego część piękna przyrody widoczna jest jedynie z łodzi albo z helikoptera.

Typowy lot trwa ok. 50 minut i niekiedy daje poczucie, że klify po obu stronach są w zasięgu ręki.

Choć to droga atrakcja (ok. 400 dol.), to zdecydowanie z gatunku tych wartych do odhaczenia.





Inną z bardziej nietypowych atrakcji Kaua'i jest spływ dawnymi kanałami irygacyjnymi… w oponie. Dziś, zamiast nawadniać plantacje trzciny cukrowej, służą jako naturalny tor wodny: zakłada się kask, kamizelkę, siada w gumowej dętce i daje się nieść wartkiemu strumieniowi. Przydaje się też latarka, bo niektóre sekcje wydrążono w granicie.







Kaua'i bywa nazywana "ogrodem"
To nie tylko ze względu na bujną roślinność, ale również mnogość ogrodów botanicznych. W jednym z nich nakręcono tę scenę z Parku Jurajskiego:
Życie znalazło sposób!
Co ciekawe, wokół tych figowców kręcono również Piratów z Karaibów: Na nieznanych wodach.





Figowiec wielkolistny to dziś jedna z największych atrakcji Ogrodu Allertona. Jego wnętrze wypełniają „pokoje ogrodowe”: alejki z monumentalnymi drzewami, zacienione dziedzińce otoczone tropikalnymi roślinami i bambusowe zagajniki, które szumią na wietrze. Moim ulubionym jest ogród wodny, w którym płynąca woda pulsuje w rytmie serca (nagranie możecie zobaczyć na moim Instagramie).









Allerton chciał stworzyć ogród będący galerią rzeźby w naturze
Zamiast surowej dżungli mamy tu naturę celowo „skomponowaną”.

Bardziej kameralnym ogrodem jest Princeville, gdzie przechadzać się można pomiędzy drzewami kakaowca, kawy, wanilii, papai i dziesiątkami innych roślin, które na Hawajach dobrze czują się w wilgotnym klimacie.









Jednym z wyróżników ogrodu jest czekoladowa część wycieczki, kiedy można porównać różne rodzaje czekolady produkowanej na miejscu z lokalnych ziaren.

Trzecim z odwiedzonych przeze mnie wyjątkowych miejsc na wyspie jest Common Ground Kaua'i. To miejsce łączy pola dawnej plantacji z nowoczesnym podejściem do lokalnej żywności, zrównoważonego rolnictwa i pracy zdalnej.









Organizowane są tu spotkania z rolnikami, warsztaty kulinarne, wykłady o agroekologii i lokalnej przedsiębiorczości. To też dobre miejsce, aby skosztować przepysznych, lokalnych dań:







Można tu również wziąć udział w tradycyjnym lei, czyli splataniu wianków, naszyjników, koron i girland z kwiatów, liści, muszli czy piór. Lei są symbolem aloha, czyli gościnności, miłości, szacunku i wdzięczności. Wręcza się je z okazji powitania, pożegnania, urodzin, ślubów, ukończenia szkoły, a także podczas uroczystości religijnych i państwowych.

Ważne jest nie tylko rzemiosło, ale i intencja.
Lei splata się dla konkretnej osoby, często myśląc o niej w trakcie pracy
Po zakończeniu naszyjnik błogosławi się prostym mahalo (dziękuję). Gdy lei się zużyje, zgodnie z tradycją nie wyrzuca się go byle gdzie - powinien trafić z powrotem do natury: na ziemię, do morza lub do ogrodu, jako wyraz szacunku dla roślin, z których powstał.

A propos szacunku. Tego zdecydowanie brakuje lokalnemu ptactwu. Kury i koguty są praktycznie wszędzie - na parkingach, w parkach, przy sklepach, na plażach, a nawet pod stolikami w kawiarniach. Srogo przekonałem się o tym już pierwszego poranka, kiedy gromkie kukuryku zbudziło mnie o brzasku.

Nie są to typowe „wiejskie” ptaki trzymane w kurniku, lecz w dużej mierze dzikie lub półdzikie populacje, które żyją własnym rytmem. Ich obecność to efekt kilku fal „ucieczek". Najpierw ptaki domowe wymykały się z gospodarstw, a później kolejne huragany niszczyły kurniki, wypuszczając drób w teren. Z czasem kury rozmnożyły się tak bardzo, że stały się elementem krajobrazu i... lokalnego ubioru:

Wielki Kanion Pacyfiku - właśnie tak nazywane jest Kanion Waimea
Choć jest o wiele bardziej zielony w porównaniu do Wielkiego Kanionu Kolorado, to robi nie mniejsze wrażenie.







Kanion rozciąga się na około 16 kilometrów, osiągając głębokość do 900 metrów. Z punktów widokowych widać mozaikę czerwonych, pomarańczowych i brązowych skał przeciętych zielonymi pasami roślinności oraz nitkami wodospadów.
Zamiast dżungli mamy surowy krajobraz, który bardziej kojarzy się z Arizoną niż z tropikami

Kanion powstał dzięki erozji rzeki Waimea i powolnemu zapadaniu się części wyspy, co pozwoliło wodzie „wgryźć się” głęboko w bazaltowe podłoże. Tam, gdzie podłoże jest gliniaste woda stworzyła inny spektakl - wypełniony kaskadami, czerwony wodospad:

A to jeszcze nie koniec ciekawych widoków. Jedną z najbardziej rozpoznawalnych formacji skalnych na wschodnim Kauaʻi jest góra Nounou, nazywana Śpiącym gigantem. Grzbiet góry układa się tak, że przypomina sylwetkę olbrzyma leżącego na plecach.







Według legendy dawny olbrzym chronił okoliczne wioski, a gdy zasnął po ciężkiej pracy, zamienił się w kamień i do dziś spoczywa nad doliną.

A po wspinaczce, najlepiej zregenerować się na plaży.
Linia brzegowa Kaua'i jest "dzika" - zamiast hotelowych murów widać palmy i zielone zbocza gór

Do tego dochodzi duża różnorodność: od szerokich, łagodnych zatok, idealnych do pływania, po plaże z mocną falą i silnymi prądami, z których korzystają głównie surferzy.

Na plażach Kauaʻi można spotkać żółwie morskie (honu)
Najczęściej są to zielone żółwie morskie, które wynurzają się przy skałach, żeby żerować na glonach, albo wychodzą na piasek odpocząć w słońcu. Zdarza się, że leżą nieruchomo kilka metrów od ludzi.

Są pod ścisłą ochroną: nie wolno ich dotykać ani podchodzić zbyt blisko. Jeśli zachowa się odpowiedni szacunek, spotkanie z honu na plaży staje się jednym z najbardziej magicznych doświadczeń na Kauaʻi.
Dyżurny spec Bizbloga od startuperii, botów, kryptokasy i wszelakich fanaberii szejków. Specjalista nowych technologii z doświadczeniem ze starych mediów. Zajmuje się opisywaniem sukcesów i porażek startupów, rozwojem rynku kryptowalut i cyfrowych finansów. Autor dwóch książek „Bitcoin. Złoto XXI wieku” i „Polski e-sport”. Publikował w „Pulsie Biznesu” i „Gazecie Wyborczej”, w „CD-Action”, „Newsweeku”, „Gościu Niedzielnym” i „Wprost”. Współtworzył Sondę 2. Uczestnik Intel Extreme Master 2021, komentował wydarzenia technologiczne dla TVN, Polsatu i Tok FM. Teraz krąży gdzieś między Rijadem a Abu Zabi.