Rząd ogłosił wielki sukces w sprawie ETS. Komunikat przemilcza najważniejsze
Ministerstwo Klimatu ogłosiło milowy krok w reformowaniu unijnego systemu handlu emisjami. Komisja Europejska rzeczywiście proponuje wolniejsze wycofywanie uprawnień do emisji i więcej pieniędzy na modernizację przemysłu. Z triumfalnego komunikatu trudno jednak wyczytać, że ETS nadal będzie zaostrzany, zostanie rozszerzony na kolejne sektory, a proponowana reforma w ogóle nie obejmuje systemu, który ma podnieść koszty paliw i ogrzewania.

Dzisiaj robimy milowy krok w zmianie systemu ETS. Po raz pierwszy Komisja Europejska proponuje rozwiązania, które łagodzą, a nie zaostrzają wpływ systemu na gospodarkę i obywateli. To ogromny sukces polskiej dyplomacji i negocjatorów MKiŚ – ogłosiła Paulina Hennig-Kloska, ministra klimatu i środowiska.
Z komunikatu wynika, że po latach zaostrzania polityki klimatycznej Bruksela wreszcie nacisnęła hamulec. Uprawnienia do emisji mają być wycofywane wolniej, Fundusz Modernizacyjny będzie działał dłużej, a przemysł otrzyma nowy instrument finansowania inwestycji.
To wszystko znajduje się w projekcie Komisji. Problem polega na tym, że ministerialny komunikat przedstawia reformę niemal wyłącznie jako ulgę dla Polski, przedsiębiorstw i obywateli. Tymczasem propozycja liczy ponad sto stron i jest znacznie mniej jednoznaczna.
Bruksela łagodzi ETS, ale go nie zatrzymuje
Najważniejsza zmiana rzeczywiście dotyczy tempa kurczenia się puli uprawnień. Przy obecnych zasadach liczba dostępnych pozwoleń maleje co roku o 4,3 proc. Komisja proponuje zmniejszenie tego współczynnika do 3,7 proc. od 2031 r., a następnie do 1,7 proc. od 2036 r. W rezultacie uprawnienia byłyby emitowane także w latach czterdziestych.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska przedstawia to jako przesunięcie zakończenia procesu z 2039 na 2049 r. Takie ujęcie jest efektowne, ale upraszcza rzeczywisty mechanizm. Nie chodzi o dziesięcioletnią przerwę w redukowaniu emisji. Pula uprawnień nadal będzie się kurczyć, tylko wolniej niż zakładają obecne przepisy.
Komisja nie rezygnuje też z celu klimatycznego. Projekt ma dostosować ETS do redukcji emisji netto w całej gospodarce o 90 proc. do 2040 r. i osiągnięcia neutralności klimatycznej najpóźniej w 2050 r. Część wysiłku będzie mogła zostać zastąpiona zakupem maksymalnie 260 mln międzynarodowych jednostek redukcji emisji oraz pochłanianiem dwutlenku węgla.
To realna ulga dla energochłonnego przemysłu w porównaniu z obecnie obowiązującą ścieżką. Nie jest to jednak odwrót od ETS ani zapowiedź tanich uprawnień. Komisja sama podkreśla, że chce zachować cenę emisji jako bodziec do inwestowania w dekarbonizację.
O najważniejszej sprawie dla obywateli resort nie napisał
Największym brakiem ministerialnego komunikatu jest pominięcie ETS2. To drugi system handlu emisjami, który obejmie spalanie paliw w budynkach, transporcie drogowym i mniejszych zakładach przemysłowych.
W praktyce koszty uprawnień będą ponosili dostawcy paliw, ale mogą oni przenieść je na ceny benzyny, oleju napędowego, gazu ziemnego i węgla. To właśnie ETS2 jest systemem, który będzie najbardziej bezpośrednio dotyczył gospodarstw domowych i małych firm.
Komisja napisała w projekcie wprost, że ETS2 został wyłączony z zakresu obecnej reformy. Ma zacząć w pełni działać w 2028 r., a jego pierwszy przegląd przewidziano na 2029 r.
Oznacza to, że propozycja chwalona przez polski rząd nie opóźnia uruchomienia ETS2, nie zmienia sposobu naliczania jego kosztów i nie wprowadza nowej ochrony dla gospodarstw domowych ani mikroprzedsiębiorstw.
Dlatego stwierdzenie, że Komisja łagodzi wpływ systemu na obywateli, wymaga dużego zastrzeżenia. Projekt może pośrednio ograniczyć koszty, które ponoszą energetyka i przemysł, ale nie dotyka mechanizmu, który będzie doliczany do paliw używanych przez kierowców i do ogrzewania domów.
Z jednej strony ulga, z drugiej nowe opłaty
Ministerstwo nie eksponuje również tego, że Komisja chce rozszerzyć ETS na kolejne rodzaje działalności.
Do systemu mają zostać włączone spalarnie odpadów komunalnych. Obecnie mierzą i raportują emisje, ale nie muszą umarzać odpowiadających im uprawnień. Po zmianie operatorzy spalarni będą musieli za emisje płacić. Komisja szacuje, że europejskie spalarnie odpowiadają za około 40 mln ton emisji CO2 rocznie.
Nie oznacza to automatycznie podwyżki każdej opłaty za śmieci. Powstanie jednak nowy koszt dla instalacji przetwarzających odpady. To, jaka jego część trafi ostatecznie do rachunków mieszkańców, będzie zależało od inwestycji spalarni, cen uprawnień i konstrukcji lokalnych umów.
ETS ma objąć również wybrane mniejsze statki. Komisja proponuje ponadto rozszerzenie systemu od 2029 r. na loty z Europejskiego Obszaru Gospodarczego do państw położonych w promieniu do 5 tys. km od geograficznego centrum Unii. Obejmie to między innymi część połączeń do Turcji i państw Bliskiego Wschodu.
Trudno więc powiedzieć, że cały pakiet wyłącznie „łagodzi” wpływ ETS na gospodarkę. W części przemysłowej system ma działać wolniej, ale jednocześnie jego zasięg zostanie powiększony.
Więcej pieniędzy dla Polski, ale nie za darmo
Polska może być jednym z największych beneficjentów przedłużenia Funduszu Modernizacyjnego na lata 2031–2040. Projekt przewiduje finansowanie funduszu uprawnieniami odpowiadającymi 2,5 proc. całej unijnej puli. Pieniądze mają trafiać do państw o PKB na mieszkańca niższym niż 75 proc. średniej UE.
Komisja proponuje także stworzenie Banku Dekarbonizacji Przemysłu, który ma uruchomić wsparcie o wartości 100 mld euro. Jego pierwszym elementem będzie ETS Investment Booster finansowany z 400 mln uprawnień do emisji. Dla państw słabiej rozwiniętych ma zostać początkowo zarezerwowane 100 mln uprawnień.
To potencjalnie bardzo ważne pieniądze dla polskiej energetyki i przemysłu. Nie są jednak prezentem niezwiązanym z kosztami ETS. Fundusze powstaną głównie dzięki sprzedaży uprawnień, za które wcześniej zapłacą przedsiębiorstwa. System zabiera więc pieniądze emitentom, a następnie część z nich rozdziela na inwestycje ograniczające emisje.
Dla firmy oznacza to możliwość otrzymania wsparcia, ale pod warunkiem przeprowadzenia kosztownej modernizacji. Projekt przewiduje również uzależnienie części bezpłatnych uprawnień od przygotowania i realizowania planów dekarbonizacji w Unii Europejskiej.
Sukces jest, ale znacznie mniejszy niż w komunikacie
Polski rząd ma podstawy, by uznać propozycję Komisji za krok w oczekiwanym kierunku. Wolniejsza redukcja liczby uprawnień, przedłużenie Funduszu Modernizacyjnego i wydzielenie pieniędzy dla biedniejszych państw odpowiadają postulatom zgłaszanym przez Warszawę.
Nie jest to jednak jeszcze obowiązujące prawo. Dokument z 17 lipca jest propozycją dyrektywy, którą muszą uzgodnić Parlament Europejski i państwa członkowskie. W trakcie negocjacji poszczególne elementy mogą zostać zmienione.
Przede wszystkim reforma nie zatrzymuje ETS. Nie gwarantuje spadku cen uprawnień, nie zmienia celu neutralności klimatycznej i nie łagodzi ETS2, który obejmie paliwa oraz ogrzewanie. Jednocześnie Komisja chce objąć opłatami emisje spalarni, kolejnych statków i części lotów.
Komunikat MKiŚ pokazuje faktyczny sukces negocjacyjny, ale usuwa z kadru wszystko, co do tej opowieści nie pasuje.
Fot. KPRM
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.