REKLAMA

Postawiliśmy u nielegalnych operatorów 74 mld zł. Szafujemy pieniędzmi i danymi, a państwo jest bezradne

Nielegalny hazard w sieci to nie tylko problem fiskusa i utraconych podatków. Polacy powierzają działającym nielegalnie operatorom ogromne pieniądze i mnóstwo wrażliwych danych. Przemysław Krejza z Mediarecovery przekonuje, że państwo powinno zmienić sposób walki z nielegalnym hazardem.

Postawiliśmy u nielegalnych operatorów 74 mld zł. Szafujemy pieniędzmi i danymi, a państwo jest bezradne

Skala problemu jest kosmiczna. Według danych H2 Gambling Capital przywołanych podczas okrągłego stołu poświęconego skali szarej strefy hazardu online, który odbył się w ramach XXXV Forum Ekonomicznego w Karpaczu, w 2025 r., Polacy mieli zawrzeć u nielegalnych operatorów zakłady o wartości około 73,7 mld zł (sic!). Ta liczba wymaga ważnego zastrzeżenia. Mówimy o obrocie, czyli wartości zawieranych zakładów, a nie pieniądzach, które bezpowrotnie stracili gracze.

Podczas dyskusji Piotr Maszczyk ze Szkoły Głównej Handlowej zwrócił uwagę, że znacznie lepiej wielkość rynku pokazuje GGR, czyli Gross Gaming Revenue – kwota pozostająca operatorom po odjęciu wypłaconych graczom wygranych. Według danych, do których się odwoływał, GGR przekracza 10 mld zł.

Dla konsumentów inna liczba, która padła na tym spotkaniu, powinna być jeszcze bardziej niepokojąca. Okazało się bowiem, że w 2025 r. do nielegalnych podmiotów Polacy wpłacili aż 15 mld zł depozytów. To pieniądze, które powierzyliśmy operatorom niepodlegającym polskiemu prawu.

Klikasz „wpłać” i pieniądze jadą poza polski system

Problem nie sprowadza się więc do tego, że budżet państwa nie dostaje należnych podatków. Gracz korzystający z nielegalnego kasyna najczęściej nie ma pojęcia, kto faktycznie kontroluje operatora, gdzie przechowywane są jego pieniądze i dane, czy wygrana zostanie wypłacona i dokąd ostatecznie trafiają środki.

W legalnym systemie działa regulator, obowiązują określone wymagania wobec operatora i zasady ochrony gracza. Przy podmiocie działającym poza prawem takich gwarancji nie ma. Jeszcze poważniej problem wygląda z perspektywy cyberbezpieczeństwa i informatyki śledczej.

Przemysław Krejza, CISO Mediarecovery i członek zarządu Media sp. z o.o., od lat zajmuje się bezpieczeństwem, analizą i poszukiwaniem informacji cyfrowych. Kierował największym w Polsce laboratorium informatyki śledczej. Podczas spotkania przekonywał, że nielegalnego hazardu nie można traktować wyłącznie jako zbioru stron internetowych, które wystarczy kolejno wpisywać na listę blokowanych domen.

Nie jesteśmy bezradni. Od strony technicznej na pewno nie jesteśmy bezradni – podkreśla Przemysław Krejza.

Blokujesz jedną stronę. Następnego dnia pojawia się druga

Polski system opiera się między innymi na rejestrze domen służących do oferowania gier hazardowych niezgodnie z ustawą. Mechanizm jest prosty. Państwo identyfikuje nielegalną stronę, domena trafia do rejestru, a dostęp do niej jest blokowany. Jednak internet zmienił się znacznie szybciej niż przepisy.

Podczas dyskusji zwracano uwagę, że operator może stworzyć kolejną domenę albo mirror, czyli kopię tej samej strony działającą pod nowym adresem. Państwo zaczyna wtedy całą procedurę od początku. Przemysław Krejza uważa, że właśnie tutaj potrzebna jest zasadnicza zmiana podejścia.

My nie powinniśmy się zastanawiać, czy to jest nowa domena, tylko rozpoznawać, że to jest mirror. Mamy przedsiębiorstwo, które tylko zmieniło swoją twarz – wskazuje ekspert Mediarecovery.

W praktyce oznaczałoby to odejście od ścigania pojedynczych adresów internetowych na rzecz identyfikowania stojącej za nimi infrastruktury.

Państwo potrzebuje czegoś na kształt SOC

Przemysław Krejza odwołuje się do rozwiązania dobrze znanego z cyberbezpieczeństwa – Security Operations Center, czyli SOC. Taka jednostka monitoruje ogromną liczbę zdarzeń w systemach informatycznych, łączy informacje z różnych źródeł i wychwytuje te, które mogą oznaczać zagrożenie. Podobną filozofię można, zdaniem eksperta, zastosować wobec nielegalnego hazardu.

Nie ma żadnej instytucji, która koordynuje te działania, nie ma takiego Security Operation Center, które patrzy na cały rynek – mówi Krejza.

Taki system nie ograniczałby się do domen. Mógłby analizować jednocześnie hosting, serwery, powiązania między kolejnymi adresami stron, reklamę w mediach społecznościowych, operatorów płatności oraz przepływy kryptowalutowe. Dzięki temu po pojawieniu się nowej kopii nielegalnego serwisu system nie musiałby traktować jej jak całkowicie nowego przypadku.

Jeżeli infrastruktura, sposób działania albo inne dane wskazywałyby na powiązanie ze znanym już operatorem, reakcja mogłaby nastąpić znacznie szybciej.

Pojawia się nowa strona, jest zdarzenie, wpisujemy je jako mirroring, idzie blokada do dostawców internetu, do providerów – tłumaczy Krejza.

Nie chodzi więc o stworzenie internetu, w którym nielegalny hazard zniknie całkowicie. Chodzi o coś znacznie bardziej praktycznego: o stałe podnoszenie kosztów działania przestępców.

Trzeba sprawić, żeby nielegalny biznes był drogi

To jedna z najważniejszych tez, jakie padły podczas spotkania. Internetu nie da się całkowicie kontrolować, a przestępcza działalność nie zniknie dlatego, że ustawodawca dopisze kolejny zakaz. Można jednak sprawić, że funkcjonowanie nielegalnego operatora będzie coraz trudniejsze.

Musimy założyć, że one będą. Tylko powinniśmy założyć, jak skutecznie utrudnić im życie, czyli jak spowodować, żeby ich działalność była droga – mówi Przemysław Krejza.

Jeśli po każdej blokadzie operator może po prostu zmienić nazwę domeny, koszt reakcji jest dla niego minimalny. Sytuacja wygląda inaczej, gdy państwo potrafi połączyć nową stronę z wcześniejszą infrastrukturą, odciąć część kanałów reklamowych i płatniczych oraz analizować przepływy finansowe.

Wówczas zmiana domeny przestaje wystarczać.

Operator musi przenosić kolejne elementy infrastruktury, zmieniać dostawców i przebudowywać zaplecze. To kosztuje czas i pieniądze.

Kryptowaluty zostawiają ślady

Bardzo ciekawy jest wątek kryptowalut. Ich popularny wizerunek sugeruje, że zapewniają anonimowość i pozwalają pieniądzom zniknąć w cyfrowym świecie. W rzeczywistości transakcje zapisane w blockchainie mogą być cały czas analizowane.

My robimy analizy i potrafimy cały przepływ pieniądza prześledzić na poziomie identyfikatorów. Oczywiście osobę fizyczną musi ustalić organ i tak dalej, to wszystko da się zrobić – wskazuje Krejza.

To ważne zastrzeżenie. Narzędzia analityczne pozwalają śledzić przepływy pomiędzy adresami i szukać powiązań, natomiast ustalenie konkretnej osoby należy do uprawnionych organów.

Zdaniem Przemysława Krejzy nielegalny hazard może być przy tym tylko jednym z elementów znacznie większego ekosystemu przestępczego, w którym pojawiają się również pranie pieniędzy czy obchodzenie sankcji.

Z tej perspektywy kasyno internetowe nie jest już tylko stroną, na której ktoś gra. Staje się jednym z punktów większego łańcucha przepływu pieniędzy.

Reklama jest częścią tego samego systemu

Podobnie należy patrzeć na reklamę. Uczestnicy debaty wskazywali, że po wpisaniu w wyszukiwarce lub mediach społecznościowych haseł związanych z kasynami online Google wyrzuca nam listę podmiotów działających poza polskim prawem.

Dawniej reklamę można było stosunkowo łatwo wskazać: znajdowała się w gazecie, telewizji albo na billboardzie. W internecie komunikaty są spersonalizowane. Reklamodawca może docierać tylko do określonych użytkowników, a kampania może być rozproszona pomiędzy wiele kont, serwisów i influencerów.

Dlatego zdaniem Przemysława Krejzy również platformy reklamowe należy traktować jako fragment łańcucha dostaw nielegalnego biznesu.

Państwo nie musi być w stanie usunąć każdej reklamy, aby poprawić skuteczność egzekwowania prawa. Wystarczy systematycznie utrudniać dostęp do kolejnych elementów infrastruktury potrzebnej do prowadzenia biznesu.

Dzieci są wciąż są łatwym celem

Osobnym wątkiem debaty była ochrona dzieci i młodzieży. Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak zwracała uwagę na mechanizmy występujące w grach komputerowych, przede wszystkim lootboxy – skrzynki z losowymi przedmiotami, które można zdobyć w ramach rozgrywki lub kupić pośrednio albo bezpośrednio za realne pieniądze.

Też widzimy, kiedy to się zaczyna i to się wcale nie zaczyna po osiemnastym roku życia – podkreśla Monika Horna-Cieślak.

Problemem jest również nieskuteczna weryfikacja wieku. Kliknięcie komunikatu „mam 18 lat” trudno uznać za realne zabezpieczenie przed dostępem dziecka do treści lub produktów przeznaczonych dla dorosłych. Do tego dochodzą influencerzy i algorytmy mediów społecznościowych.

Młody człowiek może zetknąć się z mechanizmami wykorzystującymi element losowości i oczekiwania na nagrodę dużo wcześniej, niż trafi na stronę klasycznego kasyna.

Regulacja czy więcej konkurencji?

W jednej kwestii uczestnicy okrągłego stołu wyraźnie się różnili. Część z nich przekonywała, że sposobem na ograniczenie nielegalnego rynku byłoby dopuszczenie większej liczby legalnych operatorów kasyn online.

W tym sporze warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt. Polska jest dziś ostatnim państwem Unii Europejskiej, które utrzymuje pełny państwowy monopol w segmencie kasyn internetowych, a jedynym legalnym operatorem kasyn online jest należący do państwa Totalizator Sportowy.

Jeszcze niedawno podobny model funkcjonował w Finlandii. Tam wyłączność miał państwowy Veikkaus, podmiot pełniący rolę zbliżoną do naszego Totalizatora Sportowego. Finowie uznali jednak, że w internecie monopol nie ma racji bytu. Uchwalili więc reformę, która otwiera zakłady bukmacherskie, kasyna online, automaty internetowe i bingo online na konkurencję w modelu licencyjnym. Firmy mogą już składać wnioski o licencje, a nowy rynek zacznie działać 1 lipca 2027 r.  Veikkaus zachowa wyłączność na loterie, zdrapki oraz stacjonarne automaty i gry kasynowe.

Co ciekawe, jednym ze zwolenników tej zmiany był sam Veikkaus. Państwowy monopolista nie bronił swojego uprzywilejowanego statusu. Jego prezes Olli Sarekoski już kilka lat temu przekonywał, że Finlandia powinna przejść na system licencyjny możliwie szybko, bo coraz większa część internetowego hazardu odpływała poza krajowy system regulacyjny. Veikkaus argumentował, że licencje pozwolą objąć nadzorem większą część rynku i konkurować z zagranicznymi operatorami na tych samych zasadach.

To istotny punkt odniesienia dla Polski. Dyskusja nie sprowadza się więc wyłącznie do pytania, czy dopuścić prywatne firmy do rynku. Chodzi również o to, czy monopol państwa rzeczywiście pozwala kontrolować hazard internetowy, skoro miliardy złotych trafiają dziś do operatorów działających poza polskim systemem.

Zwolennicy zmian argumentują, że prywatni operatorzy działający legalnie, płacący podatki i podlegający kontroli mogliby przejąć część klientów korzystających dziś z zagranicznych serwisów. Piotr Maszczyk przestrzegał jednak przed sprowadzeniem problemu do prostego równania – więcej legalnych operatorów oznacza mniej problemów.

Jego zdaniem państwo musi najpierw odpowiedzieć sobie na bardziej podstawowe pytanie – czy celem ma być przede wszystkim ograniczenie nielegalnego hazardu, czy ograniczenie skali hazardu w ogóle.

Demonopolizacja może poprawić udział legalnego rynku, ale jednocześnie zwiększyć całą skalę gry. Takiego sporu technologia nie rozstrzygnie, ale może w rozwiązaniu innego problemu.

Technologia już jest. Brakuje orkiestracji

Z wystąpienia Przemysława Krejzy wyłania się prosty wniosek. Państwo dysponuje różnymi narzędziami, ale informacje i działania są rozproszone. Rejestr domen funkcjonuje w jednym miejscu, dane dotyczące płatności są zupełnie gdzieś indziej, a sprawę dodatkowo komplikują przepływy kryptowalutowe, które wymagają specjalistycznej analizy, i platformy społecznościowe.

Brakuje mechanizmu, który pozwoliłby szybciej połączyć te informacje i podejmować skuteczne działania. Krejza nazywa to „orkiestracją działań”. Jego zdaniem nie trzeba od razu blokować wszystkiego, tylko szybciej rozpoznawać, kto stoi za kolejnymi domenami, jak dociera do klientów, z jakiej infrastruktury korzysta i którędy płyną pieniądze.

Zamiast bez końca gonić kolejne adresy stron, państwo musi nauczyć się rozpoznawać stojące za nimi cyfrowe przedsiębiorstwa.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.