Od 1 września szkoły dostały większe możliwości ograniczania korzystania ze smartfonów przez uczniów. Najpierw pomyślałam, że chodzi przede wszystkim o lepszą koncentrację na lekcjach. Psycholog zwrócił mi jednak uwagę na coś znacznie ciekawszego. Prawdziwy test nowych zasad odbędzie się na szkolnym korytarzu, gdy dzieci zamiast ekranu zostaną z nudą, rozmową i koniecznością poradzenia sobie z drugim człowiekiem.

Szkoły podstawowe będą miały prawo do większej kontroli korzystania z urządzeń i przyzwolenia na rozwiązania takie jak wyznaczenie specjalnego miejsca na ich przechowywanie. Teraz uczniowie nie będą mogli korzystać ze smartfonów podczas pobytu w szkole i zajęć organizowanych poza nią, choć przepisy przewidują wyjątki m.in. związane z nauką, zdrowiem czy nagłym kontaktem z rodzicem. Natomiast w szkołach ponadpodstawowych szczegółowe rozwiązania będą określane przez same placówki.
Zmiany zostały wprowadzone, aby przeciwdziałać uzależnieniom dzieci od internetu, poprawić ich koncentrację podczas nauki oraz pomóc w tworzeniu i budowaniu bardziej interaktywnego i wspólnego życia szkolnego, w którym najmłodsi będą mogli bardziej świadomie rozwijać kluczowe kompetencje społeczne i emocjonalne, które dotychczas były obciążane możliwością ucieczki do telefonu.
Efekt telefonów
Hubert Szymczak, psycholog z enel-medu, zaznacza, że sama obecność telefonu już utrudnia koncentrację, nawet jeśli uczeń z niego aktywnie nie korzysta. Psycholog mówi, że wystarczy, aby urządzenie było w zasięgu ręki, dostało powiadomienie lub miało podświetlony ekran, żeby rozproszyć i zabrać uwagę ucznia. Jednak zaznacza, że samo zabranie telefonów nie jest rozwiązaniem problemu, bo na dobrostan dzieci silnie wpływają również sen, stres, motywacja, sposób prowadzenia zajęć czy osobista sytuacja.
Eliminacja telefonów może przynieść różne skutki, jednak Hubert Szymczak studzi emocje i mówi, że nie jest to końcem trudności. Zaznacza, że po wprowadzeniu przepisów może zaistnieć pewna frustracja po stronie uczniów, lecz należy ją ostrożnie interpretować. Sama złość po odłożeniu urządzenia nie jest automatycznym dowodem uzależnienia. Podkreśla, że jest to naturalna reakcja, gdy młodemu człowiekowi zabierane jest coś, co wcześniej kojarzył jako przyjemne, znajome i dostępne niemal bez przerwy, bez większych ograniczeń.
Na jaką zmianę można liczyć
Z psychologicznego punktu widzenia szczególnie ciekawy jest dla mnie nie sam czas lekcji, ale to, co wydarzy się na szkolnym korytarzu. Szkoła jest jednym z głównych miejsc, w których dzieci i nastolatki uczą się funkcjonowania z innymi ludźmi – mówi psycholog enel-med.
Smartfon jest obecnie bardzo łatwą drogą ucieczki dla jakichkolwiek wyzwań spotykających dzieci. Jest częstym rozwiązaniem na nudę, gdy dzieci nie wiedzą, z kim rozmawiać, lub gdy pokłócili się z kolegą i nie mają innego sposobu radzenia sobie z emocjami. Wtedy dziecko traci możliwość samodzielnego rozwiązania tych problemów i wyuczenia się mechanizmów potrzebnych, aby im zarządzać w przyszłości. Dlatego psycholog zaznacza, że kilka godzin bez telefonu może mieć wartość nie tylko edukacyjną, ale też społeczną i daje ono najmłodszym przestrzeń na zwyczajne bycie ze sobą – nawet jeśli czasem oznacza to pięć minut nudy.
Ponieważ telefon i tak pozostanie istotną częścią życia uczniów, tworzenie wojny z nimi nie jest produktywne. Eksperci zaznaczają, że najlepszy dla dzieci będzie przewidywalny system, w którym uczeń wie, kiedy odkłada urządzenie, kiedy może z niego skorzystać i jakie są wyjątki. Równolegle istotna jest edukacja cyfrowa, bez której po wyjściu ze szkoły telefon znowu wróci do jego ręki.
Sam zakaz niewiele nauczy. Dobrze wprowadzona zasada może natomiast stworzyć dzieciom kilka godzin dziennie z mniejszą liczbą bodźców walczących o ich uwagę i więcej przestrzeni na ćwiczenie koncentracji, samokontroli oraz zwyczajnego bycia z innymi ludźmi – podsumowuje Hubert Szymczak.