Komornik zabrał 5000 zł niewłaściwemu człowiekowi. Sąd przyznał, że doszło do pomyłki, ale pieniędzy nie oddał. Poszkodowany tak naprawdę usłyszał: fakt, doszło do niedopatrzenia, ale sam sobie odbierz tę kasę.

Historia wydarzyła się w Świdnicy. Jako pierwszy opisał ją portal Wrocławskie Fakty. Ryszard F. miał zapłacić około 5 tys. zł odszkodowania za zalanie mieszkania sąsiadów. Ponieważ tego nie zrobił, sprawa trafiła do sądu, a następnie do komornika. Pieniądze zajęto na rachunku innego Ryszarda F. Mężczyzna nosił takie samo imię i nazwisko jak prawdziwy dłużnik, ale nie miał nic wspólnego z zalaniem ani z zasądzonym odszkodowaniem.
Źródłem problemu były błędne dane wpisane do pozwu. Według Sądu Okręgowego w Świdnicy sąd działał na podstawie informacji przekazanych przez stronę powodową i nie miał podstaw, by przypuszczać, że wskazano niewłaściwego człowieka.
Działania sądu były prawidłowe, nie było podstaw do powzięcia wątpliwości co do osoby dłużnika, bazując na podstawie informacji z pozwu. Błędne natomiast były dane wskazane w pozwie – wyjaśnia Donata Nowocień-Pluta, rzeczniczka prasowa Sądu Okręgowego w Świdnicy.
Komornik wykonał tytuł wystawiony przez sąd. Znalazł rachunek przypisany do wskazanego numeru PESEL i zajął około 5 tys. zł.
Siedem dni na zatrzymanie pieniędzy
Pobrane przez bank środki nie zostały od razu przekazane wierzycielowi. Przez siedem dni pozostawały na rachunku depozytowym kancelarii komorniczej. To czas, w którym można zareagować, gdyby okazało się, że egzekucję skierowano przeciwko niewłaściwej osobie.
Informacja o pomyłce nie dotarła jednak do komornika przed upływem tego terminu. Pieniądze zostały więc przekazane wierzycielowi.
Dopiero później poszkodowany zaczął domagać się ich zwrotu. Sąd Rejonowy w Świdnicy uchylił zarządzenie o prawomocności nakazu zapłaty oraz postanowienie o nadaniu klauzuli wykonalności, która stanowiła podstawę egzekucji przeciwko temu mężczyźnie.
Można byłoby pomyśleć, że skoro podstawa egzekucji została uchylona, pieniądze po prostu wrócą na konto człowieka, któremu je zabrano. Nic z tego.
Sąd wskazał, że środkami już nie dysponuje, ponieważ zostały przekazane wierzycielowi. To właśnie do niego poszkodowany powinien zwrócić się o zwrot. Komornik również nie zamierza oddawać pieniędzy. Izba Komornicza we Wrocławiu przekonuje, że w chwili prowadzenia egzekucji dysponował ważnym tytułem wykonawczym zawierającym dane konkretnej osoby wskazanej przez sąd.
Każdy zrobił swoje. Tylko człowiek stracił pieniądze
W tym miejscu zaczyna kompromitacja systemu. Sąd tłumaczy, że działał na podstawie danych z pozwu. Komornik wskazuje, że wykonał dokument wystawiony przez sąd. Bank zrealizował zajęcie. Pieniądze trafiły do wierzyciela. Każdy wykonał swoje zadanie. Tylko końcowy rezultat jest taki, że Bogu ducha winny człowiek stracił 5 tys. zł.
Można długo ustalać, gdzie dokładnie powstał pierwszy błąd. Czy zawiniła osoba, która wpisała niewłaściwe dane do pozwu? Czy procedura weryfikacji tożsamości była niewystarczająca? Czy ktoś powinien zauważyć, że dane pozwanego się nie zgadzają? Dla poszkodowanego odpowiedź ma drugorzędne znaczenie.
To nie on przygotował pozew, nie on ustalał numer PESEL, nie on wydawał nakaz zapłaty i nie on kierował egzekucję do banku. Mimo to właśnie na niego przerzucono konsekwencje całej pomyłki. Sąd uchylił podstawę egzekucji. Komornik pieniędzy już nie miał, bo przekazał je wierzycielowi. Poszkodowany przez system nie odzyskał ani złotówki.
W praktyce system powiedział mu: faktycznie nie byłeś dłużnikiem, ale teraz sam odszukaj swoje pieniądze i sam je odzyskaj.
Być może wystarczy wezwanie wierzyciela do zapłaty. Jeżeli jednak pieniądze nie zostaną zwrócone dobrowolnie, poszkodowany może zostać zmuszony do skorzystania z pomocy prawnika, a nawet rozpoczęcia kolejnego postępowania.
Cyfrowe państwo działa w jedną stronę
Mamy XXI wiek, centralne rejestry, elektroniczne akta, bazę PESEL i systemy umożliwiające błyskawiczne ustalenie, w których bankach obywatel posiada rachunki. Rozmawiamy o sztucznej inteligencji, automatyzacji sądów i cyfrowej administracji. Algorytmy mają analizować dokumenty, wykrywać oszustwa i przyspieszać pracę urzędników.
Tymczasem system bez większego problemu połączył sprawę z numerem PESEL niewłaściwego Ryszarda F., odnalazł jego konto i zabrał pieniądze. Nie potrzeba tu zaawansowanej inteligencji, nawet sztucznej. Potrzebna jest skuteczna weryfikacja tożsamości przed rozpoczęciem egzekucji oraz jasna procedura naprawienia błędu, gdy do takiej pomyłki już dojdzie.
Zajęcie konta nie jest wysłaniem pisma pod niewłaściwy adres. To jedno z najbardziej dotkliwych działań, jakie państwo może podjąć wobec człowieka. Może pozbawić go środków na opłacenie rachunków, raty kredytu albo bieżących zakupów. System powinien działać w obie strony.
Elektroniczne zapytanie pozwala szybko odnaleźć rachunek. Bank automatycznie blokuje środki. Pieniądze trafiają na rachunek kancelarii komorniczej, a później do wierzyciela. Kiedy jednak trzeba odwrócić operację przeprowadzoną wobec niewłaściwej osoby, cyfrowe państwo nagle staje się zaskakująco analogowe. Zaczynają się pisma, wezwania, ustalanie odpowiedzialności i odsyłanie człowieka od jednej instytucji do drugiej.
Państwo działa błyskawicznie, gdy ma zabrać. Kiedy powinno oddać, rozkłada ręce.
Najpierw zwrot, później szukanie winnego
Gdy sąd stwierdza, że egzekucję prowadzono przeciwko niewłaściwej osobie, poszkodowany powinien odzyskać pieniądze bez konieczności wszczynania kolejnego sporu. Wraz z należnymi odsetkami i zwrotem udokumentowanych kosztów poniesionych w związku z pomyłką.
Dopiero później instytucje powinny ustalać między sobą, kto podał niewłaściwe dane, kto ich nie zweryfikował i od kogo należy odzyskać wypłaconą kwotę.
To wstyd, że państwo potrafi zająć rachunek na podstawie błędnych danych, a po ujawnieniu pomyłki nie potrafi automatycznie zwrócić pieniędzy.
To wstyd, że człowiek, który nie miał żadnego długu, może zostać zmuszony do finansowania błędu z własnej kieszeni i samodzielnego dochodzenia sprawiedliwości. Procedury nie są celem samym w sobie. Jeżeli prowadzą do tak jawnie niesprawiedliwego rezultatu, nie wystarczy powiedzieć, że każdy wykonał swoje zadanie zgodnie z przepisami. Takie przepisy należy zmienić.
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.