Inwestorzy spanikują? Złoty i GPW mogą ucierpieć przez Białoruś
Rynki finansowe przez długi czas przyzwyczaiły się już do napięć za wschodnią granicą i przestały traktować je jako główne źródło ryzyka. Zmiana roli Mińska mogłaby jednak bardzo szybko zmienić ten sposób myślenia inwestorów. Najbardziej odczułyby to giełdy i waluty naszego regionu – z GPW i złotym na czele.

Analityk XTB Kamil Szczepański podkreśla, że pełnoskalowe zaangażowanie Białorusi nadal nie jest scenariuszem bazowym, ale przestało być wizją abstrakcyjną. Jego zdaniem rynek musiałby potraktować taki rozwój wydarzeń jako wyraźną eskalację wojny.
Dla rynku finansowego bezpośrednie wejście Białorusi do wojny byłoby przede wszystkim sygnałem eskalacji konfliktu, który część inwestorów uznała już za częściowo wygaszony lub na drodze do zakończenia – wskazuje Kamil Szczepański, analityk rynków finansowych XTB.
Rosja może nie mieć już czasu
W analizie pojawia się teza, że Rosja może zacząć postrzegać Białoruś jako ostatnią możliwość zwiększenia presji militarnej na Ukrainę. Szczepański zauważa, że coraz więcej ośrodków analitycznych mówi o pogarszającej się sytuacji rosyjskiej armii i stopniowym wyczerpywaniu zasobów.
Analityk XTB ocenia, że Rosja może dojść do wniosku, iż jeśli Mińsk nie zaangażuje się teraz, później może być już za późno na jakąkolwiek kontrolowaną eskalację konfliktu.
Jednocześnie zwraca uwagę, że Białoruś od dawna wspiera Rosję logistycznie – udostępnia infrastrukturę wojskową, zaplecze medyczne i przestrzeń operacyjną. Do tej pory reżim Aleksandra Łukaszenki starał się jednak utrzymywać swoje działania poniżej progu formalnego wejścia do wojny.
„Cicha mobilizacja” zamiast atomowej retoryki
Zdaniem Szczepańskiego znacznie ważniejsze od głośnych komunikatów dotyczących broni nuklearnej są mniej widowiskowe działania prowadzone przez Mińsk.
Broń atomowa pozostaje przede wszystkim narzędziem presji retorycznej – ocenia analityk XTB. Jednocześnie podkreśla, że większe znaczenie mogą mieć informacje o mobilizacji rezerw czy rozbudowie infrastruktury przy granicy z Ukrainą.
W analizie pojawia się też wątek ostrzeżeń płynących z Ukrainy. Szczepański przypomina, że Wołodymyr Zełenski 21 maja zapowiedział „druzgocącą odpowiedź” w przypadku bezpośredniego zaangażowania Białorusi po stronie Rosji.
Autor wskazuje również na doniesienia Bloomberga dotyczące prób dyplomatycznego ograniczenia zależności Mińska od Kremla. Według tych informacji USA miały naciskać na złagodzenie części sankcji związanych z eksportem białoruskich nawozów.
Białoruś ma ograniczone możliwości
Szczepański zaznacza jednak, że sama możliwość politycznej eskalacji nie oznacza automatycznie zdolności do skutecznej ofensywy.
Analityk ocenia, że białoruskie siły zbrojne pozostają relatywnie niewielkie, a teren przy granicy z Ukrainą jest wyjątkowo trudny operacyjnie. Chodzi m.in. o bagna, lasy, rzeki i ograniczoną liczbę tras umożliwiających przemieszczanie większych sił wojskowych. Dodatkowym problemem byłyby ukraińskie fortyfikacje budowane od początku wojny.
Wejście Mińska do wojny nie musiałoby oznaczać skutecznej ofensywy – zauważa Szczepański.
Co mogłoby stać się na rynkach
Najciekawszy z perspektywy gospodarki jest jednak fragment dotyczący potencjalnej reakcji inwestorów. Szczepański ocenia, że rynek w dużej mierze przyzwyczaił się już do wojny w Ukrainie i przestał traktować ją jako główne źródło ryzyka. Bezpośrednie wejście Białorusi do konfliktu mogłoby to szybko zmienić.
Analityk XTB wskazuje, że najbardziej prawdopodobne skutki rynkowe to:
- presja na waluty regionu Europy Środkowo-Wschodniej, w tym złotego,
- wzrost premii za ryzyko geopolityczne,
- możliwe umocnienie dolara jako „bezpiecznej przystani”,
- przecena lokalnych indeksów giełdowych,
- powrót kapitału do sektora zbrojeniowego.
Białoruś nie musiałaby wygrać żadnej bitwy, aby zmienić kontekst geopolityczny i rynkowy – podkreśla Szczepański.



















