Dostałem oświadczenie BIK. Jedno zdanie powinno postawić na baczność ćwierć miliona Polaków
Dostałem oświadczenie Biura Informacji Kredytowej, które powinno zainteresować 250 tys. osób spłacających wciąż kredyty frankowe. Jedno zdanie od razu zwróciło moją uwagę. BIK podkreśla, że sam nie decyduje, jakie informacje o klientach trafiają do jego bazy i kiedy są z niej usuwane.

Zacząłem sprawdzać, po co właściwie BIK wyrwał się z tą informacją akurat w dniu wejścia w życie ustawy. Okazuje się, że nowe przepisy chronią frankowiczów przed negatywnym wpisem za niepłacenie rat, ale żeby ta ochrona zadziałała, swoje obowiązki musi najpierw wykonać… bank.
Na pierwszy rzut oka oświadczenie BIK wygląda niewinnie. Biuro przypomina, że zbiera informacje o kredytach przekazywane przez banki, SKOK-i i inne instytucje finansowe. Przy okazji zaznacza, że zdecydowana większość informacji w bazie nie dotyczy dłużników.
Ponad 90 proc. informacji zgromadzonych w BIK to dane pozytywne, potwierdzające rzetelną spłatę zobowiązań – przekazało Biuro Informacji Kredytowej.
Nieco dalej pojawia się zdanie, które brzmi o wiele ciekawiej.
BIK nie wpisuje ani nie usuwa informacji o zobowiązaniach klientów według własnej decyzji – podkreśla biuro.
Frankowicz może przestać płacić raty
Ustawa daje frankowiczom bardzo mocną ochronę. Jeżeli klient pozywa bank, to od momentu doręczenia pozwu bankowi może przestać płacić raty. Nie musi czekać, aż sąd osobno zgodzi się na takie zabezpieczenie. Obowiązek spłaty zostaje wstrzymany z mocy prawa aż do prawomocnego zakończenia procesu.
Bank nie może potraktować takiego klienta jak zwykłego kredytobiorcy, który po prostu przestał płacić. Ustawa mówi wprost, że nie można uznać tego za niewykonanie albo niewłaściwe wykonanie umowy.
I właśnie tu pojawia się BIK. Bank nie może zgłosić, że taki frankowicz zalega ze spłatą rat. Nie może więc zrobić mu negatywnej historii kredytowej tylko dlatego, że klient skorzystał z prawa, które dała mu ustawa. Brzmi logicznie.
A jeśli informacja już jest w BIK?
Ustawodawca przewidział również taką sytuację. Jeżeli bank wcześniej przekazał informację o niespłacanych ratach, musi później poinformować odpowiednią instytucję, że obowiązek spłaty został wstrzymany. W nowych sprawach ma na to miesiąc od doręczenia pozwu.
Dopiero potem rusza BIK. Po otrzymaniu informacji od banku ma maksymalnie miesiąc na wykreślenie danych dotyczących niespłacanych rat. Dla spraw, które już trwały w chwili wejścia ustawy w życie, przewidziano trochę inne terminy. Banki mają dwa miesiące na przekazanie odpowiedniej informacji, a potem BIK ma miesiąc na usunięcie danych.
BIK mówi wprost: musi zadziałać bank
Biuro w piątkowym komunikacie bardzo wyraźnie zaznacza, że nie jest źródłem informacji o kredytach.
Przetwarza i udostępnia informacje o zobowiązaniach zgodnie z danymi przekazywanymi przez instytucje finansowe oraz obowiązującymi przepisami prawa – tłumaczy BIK.
Jeszcze ciekawszy jest ostatni fragment oświadczenia.
Szczegóły oraz zakres informacji przekazywanych do BIK w związku z ustawą (...) będą pozostawały w gestii banków jako źródeł danych i stron umów kredytowych – czytam.
Czyli mechanizm wygląda tak: najpierw bank musi zareagować na pozew i przekazać właściwe dane. Dopiero na ich podstawie może działać BIK. I wtedy pojawia się pytanie. A co, jeśli bank tego nie zrobi?
Jeżeli się pomyli, spóźni albo nie przekaże wymaganej informacji, w BIK może nadal będzie widoczna informacja o niespłacanych ratach, choć frankowicz zgodnie z prawem wcale nie musi ich w tym czasie płacić. To już nie jest drobiazg.
Historia w BIK może mieć znaczenie, gdy klient będzie chciał zaciągnąć inny kredyt albo dostać finansowanie w banku. Oczywiście sam wpis nie przesądza jeszcze automatycznie, że bank odmówi kredytu. Ale trudno uznać błędną informację o niespłacanym zobowiązaniu za coś obojętnego.
Zacząłem więc szukać kary dla banku
Skoro ustawa tak dokładnie opisuje, czego bankowi nie wolno robić, spodziewałem się, że gdzieś dalej znajdę również sankcję. Nie znalazłem. Ustawa nakazuje bankowi określone zachowanie. Zabrania przekazywania informacji o niespłacanych ratach w takich przypadkach. Wyznacza terminy. Nakazuje przekazać odpowiednie dane do BIK. Nie ma w niej jednak osobnego przepisu w stylu: jeżeli bank tego nie zrobi, zapłaci karę.
To nie oznacza oczywiście, że bank może po prostu zignorować ustawę. Banki podlegają nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego. Są też przepisy chroniące konsumentów i kompetencje UOKiK. Jest wreszcie Rzecznik Finansowy. Nie chcę zgadywać, która z tych instytucji i na jakiej podstawie mogłaby interweniować, gdyby bank złamał nowe przepisy.
Wysłałam właśnie pytania do Komisji Nadzoru Finansowego, Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Rzecznika Finansowego.
Chcę się dowiedzieć, co ma zrobić frankowicz, jeśli bank mimo nowych przepisów zgłosi go do BIK jako osobę niespłacającą rat albo nie doprowadzi do usunięcia wcześniejszych informacji. Zapytaliśmy też wprost, czy bankowi grożą kary za takie działania.
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.