REKLAMA

Dolarowe stablecoiny mają 99 proc. rynku. Czy europejskie banki coś zmienią?

Trzydzieści siedem banków z piętnastu krajów (Polskę reprezentuje Pekao), które na co dzień ze sobą konkurują, postanowiło zrobić coś wspólnie. Efektem ma być Qivalis, euro-stablecoin zaprojektowany nie dla spekulantów, lecz dla eksporterów i systemów rozliczeniowych. W praktyce, jak dotąd, każda europejska próba rzucenia wyzwania dolarowym stablecoinom kończyła się jednak porażką. Czy tym razem będzie inaczej?

Dolarowe stablecoiny mają 99 proc. rynku. Czy konsorcjum europejskich banków jest w stanie cokolwiek zmienić?
REKLAMA

Dolarowe stablecoiny kontrolują dziś około 99 procent rynku wartego ponad 320 miliardów dolarów. Euro ledwo zipie z kilkusetmilionowym udziałem. A do tego cyfrowe euro Europejskiego Banku Centralnego wciąż istnieje głównie w PowerPoincie.

Czy tym razem będzie inaczej? O tym, co Qivalis zmienia dla polskich firm handlujących z Niemcami, dlaczego banki skorzystają pierwsze, a małe przedsiębiorstwa dopiero w drugiej fali, i czy zwykły klient banku w ogóle to odczuje, rozmawiamy z Arturem Pszczółkowskim (na zdjęciu poniżej) z ARI10, jednego z czołowych podmiotów kryptowalutowych w Europie.

REKLAMA

Karol Kopańko, Bizblog.pl Spider’s Web: 37 banków z 15 krajów, które normalnie ze sobą konkurują, łączy siły. Czy można już mówić o realnym zagrożeniu dla dominacji stablecoinów dolarowych?

Artur Pszczółkowski, CEO i współzałożyciel ARI10: Trzymajmy się proporcji. Dolarowe stablecoiny to dziś jakieś 99 procent rynku, który przekroczył już 320 miliardów dolarów. Euro to wciąż mniej niż jeden procent, rzędu kilkuset milionów. Żaden pojedynczy projekt nie odwróci tej sytuacji w rok - włącznie z Qivalis.

Jednak pierwszy europejski stablecoin dostaje to, czego brakowało wszystkim wcześniejszym próbom: dystrybucję i wiarygodność kilkudziesięciu banków naraz. Mówimy tu o całym systemie bankowym, a nie o start-upie walczącym o płynność. I ten system sygnalizuje nam prosty przekaz: budujemy własne tory.

REKLAMA

Nie nazwałbym tego zagrożeniem dla dolara, tylko pierwszym poważnym fundamentem europejskiej alternatywy. A o suwerenność płatniczą Europa powinna zadbać.

Jak ten projekt wpasowuje się w cyfrowe euro Europejskiego Banku Centralnego (EBC)? To wypełnianie próżni, póki CBDC nie powstanie?

Nie traktowałbym tego jako poczekalni przed cyfrowym euro. Działa na zupełnie innej warstwie systemu. Cyfrowe euro EBC to pieniądz banku centralnego, pomyślany głównie pod płatności detaliczne. Qivalis to pieniądz prywatny, autoryzowany przez MiCA, pomyślany pod zupełnie co innego: szybkie rozliczenia między bankami, settlement dla e-commerce, płatności programowalne. Zaprojektowany pod tory hurtowe i biznesowe.

REKLAMA

I jeszcze jedno: cyfrowe euro EBC powstanie najwcześniej za kilka lat, jeśli w ogóle, a Qivalis wchodzi już w 2026. Rynek nie poczeka, a prywatne rozwiązania historycznie zwykle wyprzedzały państwowe.

Circle ma już swojego EURC...

EURC jest dziś liderem wśród euro-stablecoinów. Ma jakąś połowę rynku euro i jedną licencję EMI z Francji, którą paszportuje na całą Unię. Ale popatrzmy, o jakiej skali mówimy: to wciąż około 450 milionów euro, czyli nisza.

REKLAMA

I tu jest sedno: EURC realnie nie ma dystrybucji. To token, który trzeba samemu znaleźć i kupić. Qivalis ma to, czego Circle nie ma i szybko nie zbuduje. W pierwszej kolejności dociera do klientów kilkudziesięciu banków, do ich rachunków, do działów treasury firm. Tu nie wygrywa się „lepszym tokenem". Cała różnica polega na tym, że jeden produkt trzeba szukać, a drugi jest tam, gdzie ludzie i firmy już trzymają pieniądze.

Polska nie ma planów cyfrowego złotego. Czy to oznacza, że nasze firmy w handlu transgranicznym będą rozliczać się w cyfrowym euro, z pominięciem złotówki?

Spójrzmy na to bez emocji. NBP otwarcie mówi, że nie planuje cyfrowego złotego, bo nie widzi wystarczających korzyści wobec ryzyk. I szczerze, w rozliczeniach międzynarodowych to żaden dramat, bo polskie firmy i tak są przyzwyczajone do euro. Eksporter rozliczający się z Niemcami już dziś myśli w euro, nie w złotym. Nikt w Azji nie będzie rozliczał kontraktu w cyfrowej złotówce. To po prostu nie ma sensu w obrocie globalnym.

REKLAMA

Więc nie postawiłbym tezy, że euro-stablecoin „wypiera" złotego z handlu transgranicznego. On raczej ucyfrawia walutę, której Polacy w tym handlu i tak już używają. Złoty pozostaje walutą krajową i tu jego rola się nie zmienia.

A polski biznes - może jakoś wykorzystać stablecoiny oparte na euro?

Trzy konkretne korzyści. Pierwsza: rozliczenie z kontrahentem w euro w sekundy, całą dobę, także w weekend, bez czekania na przelew i bez łańcucha banków pośredniczących. Druga: niższy koszt, bo znika część spreadu walutowego i opłat pośredników. Trzecia, najciekawsza: płatność programowalna, czyli pieniądz, który sam “zwalnia się” po dostawie towaru albo automatycznie dzieli między podwykonawców.

REKLAMA

Jeden warunek trzeba określić uczciwie: ta szybkość działa przy założeniu, że partnerzy mają wcześniej założone konta i przeszli KYB/AML. Pierwsze otwarcie relacji wciąż wymaga formalności. Ale gdy raz są w systemie, kolejne płatności są błyskawiczne.

W takim razie co konkretnie zmieni się dla polskiej firmy handlującej z Niemcami czy Francją, gdy Qivalis wejdzie na rynek w drugiej połowie 2026?

Dziś przelew do Niemiec to standard SEPA: realnie często następny dzień roboczy, opłaty, brak rozliczeń w weekend. Po wejściu Qivalis ta sama płatność, przy partnerach już zweryfikowanych i z kontami w systemie, może iść w sekundy, przez całą dobę, taniej i od razu jest widoczna w księgach.

Dla firmy z napiętym cashflow różnica między „pieniądze dziś" a „pieniądze za dwa dni" potrafi być kluczowa. Zastrzeżenie jest takie samo jak wcześniej: to zadziała płynnie tam, gdzie relacja handlowa i zgodność są już ustawione. A to wymaga dobrze zaprojektowanej infrastruktury.

REKLAMA

Kto na tej zmianie zyska najwięcej na starcie: europejskie MŚP czy same banki obniżające koszty operacji?

Powiem wprost, bo lubię realizm: na starcie najwięcej zyskają banki. I to z konkretnego powodu. Ten stablecoin znacząco usprawni ich własne, przestarzałe systemy i metody płatnicze. Rozliczenia między bankami, zarządzanie płynnością, settlement, to wszystko dziś jest obsługiwane przez archaiczną infrastrukturę. Qivalis to upraszcza, a oszczędności są natychmiastowe i mierzalne. To banki zbudowały ten projekt i to one otrzymają pierwszą korzyść.

MŚP zyskają w drugiej fali, dopiero gdy powstaną portfele, integracje z księgowością i gotowe produkty dla małych firm. Tak wygląda każda nowa infrastruktura: najpierw korzysta ten, kto ją zbudował, potem reszta rynku. Pytanie brzmi, jak szybko ta korzyść spłynie w dół struktury.

Czy ten projekt w ogóle dotknie zwykłego klienta banku w Polsce?

REKLAMA

Bezpośrednio i od razu raczej nie. Przeciętny klient nie zacznie w 2026 płacić w sklepie euro-stablecoinem. Ale jeden bardzo namacalny efekt jest prawdopodobny: przelewy europejskie między oddziałami i spółkami banków z grupy Qivalis mogą stać się niemal natychmiastowe. To realna zmiana jakości dla każdego, kto wysyła pieniądze w obrębie strefy euro.

A pośrednio dojdą tańsze i szybsze płatności w e-commerce oraz niższe koszty firm, które prędzej czy później przekładają się na ceny. Na dłuższą metę warto to obserwować. A moim zdaniem warto też się do tego przygotować.

REKLAMA
Karol Kopańko
Redaktor

Dyżurny spec Bizbloga od startuperii, botów, kryptokasy i wszelakich fanaberii szejków. Specjalista nowych technologii z doświadczeniem ze starych mediów. Zajmuje się opisywaniem sukcesów i porażek startupów, rozwojem rynku kryptowalut i cyfrowych finansów. Autor dwóch książek „Bitcoin. Złoto XXI wieku” i „Polski e-sport”. Publikował w „Pulsie Biznesu” i „Gazecie Wyborczej”, w „CD-Action”, „Newsweeku”, „Gościu Niedzielnym” i „Wprost”. Współtworzył Sondę 2. Uczestnik Intel Extreme Master 2021, komentował wydarzenia technologiczne dla TVN, Polsatu i Tok FM. Teraz krąży gdzieś między Rijadem a Abu Zabi.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA