REKLAMA

Czekam, aż na ruskie onuce padnie strach. Tak jak w Ameryce

W odstępie kilku minut przeczytałem dwie informacje o Rosji. Pierwsza: Polska i państwa bałtyckie zabezpieczają elektrownie, gazociągi, terminale i inną infrastrukturę, bo obawiają się rosyjskiej prowokacji. Druga: amerykański sąd właśnie potwierdził wyroki w sprawie ludzi, którzy za rosyjskie pieniądze organizowali akcje polityczne w USA. Wystarczyło kilka tysięcy dolarów.

Czekam, aż na ruskie onuce padnie strach. Tak jak w Ameryce

Reuters opisał, jak Polska, Litwa, Łotwa i Estonia zwiększają ochronę infrastruktury krytycznej. Służby państw naszego regionu biorą pod uwagę scenariusz rosyjskiej operacji pod fałszywą flagą, czyli ataku przeprowadzonego tak, żeby winę można było zrzucić na kogoś innego. W tym przypadku chodzi o możliwość wykorzystania ukraińskich dronów.

Nie chodzi tylko o fizyczne zniszczenia. Taki atak mógłby wywołać chaos polityczny, wzajemne oskarżenia i spór o to, kto naprawdę zaatakował oraz jak NATO powinno odpowiedzieć. Rosja zaprzecza takim planom i przekonuje, że Zachód próbuje nią straszyć. Reuters pisze również o działaniach podejmowanych w Polsce. Orlen analizuje alternatywne drogi dostaw gazu na wypadek problemów z infrastrukturą, Gaz-System zwiększył czujność, a Polskie Elektrownie Jądrowe mierzyły się ze sfałszowanymi dokumentami dotyczącymi budowy pierwszej elektrowni jądrowej. Według PEJ źródło tej operacji znajdowało się gdzieś na wschód od Polski.

Czytam to i myślę: bardzo dobrze, że państwo się przygotowuje. A chwilę później trafiam na drugą historię.

Protest za 7 tys. dolarów

Kancelaria Skarbiec na swoim blogu opisała sprawę Aleksandra Ionowa i amerykańskich aktywistów związanych między innymi z African People's Socialist Party. 5 sierpnia 2026 r. federalny sąd apelacyjny dla Jedenastego Okręgu utrzymał wyroki skazujące cztery osoby za zmowę w celu działania jako agenci obcego państwa bez wymaganej notyfikacji. Tu nie mamy już prognozy analityków ani ostrzeżenia służb. Mamy sprawę sądową.

Aleksandr Ionow kierował rosyjskim Antyglobalistycznym Ruchem Rosji. Jak wynika z wyroku amerykańskiego sądu, był aktywem FSB i utrzymywał kontakty z funkcjonariuszami rosyjskiej służby Jegorem Popowem i Aleksiejem Suchodołowem. I teraz najciekawsze. Rosjanie nie musieli nikomu wymyślać poglądów.

African People's Socialist Party powstała w 1972 r. Miała własną ideologię, własne konflikty z amerykańskim państwem i własne przekonania na długo przed pojawieniem się Ionowa. Rosjanie po prostu znaleźli ludzi, których poglądy mogli wykorzystać. Potem dołożyli pieniądze.

W styczniu 2016 r. Ionow obiecał 12 tys. dolarów na organizację protestów w czterech amerykańskich miastach. Ostatecznie przekazał 7 tys. dolarów. Potem chciał raportów, zdjęć, linków i informacji o liczbie uczestników. Siedem tysięcy dolarów. Za tyle można było pomóc zorganizować akcję polityczną w Stanach Zjednoczonych.

Według amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości Ionow inspirował publikowanie prorosyjskich komunikatów, a po rosyjskiej napaści na Ukrainę namawiał aktywistów do udziału po stronie Rosji w wojnie informacyjnej. Finansował też wyjazd na protest przeciwko koncernowi Meta.

Sąd opisuje, że organizował bilety lotnicze i hotele, dostarczał hasła na transparenty i chciał później zdjęć oraz filmów, które mogły trafić do rosyjskich mediów..

I wtedy zacząłem myśleć o Polsce

Nie będę wskazywał żadnego polityka, partii, organizacji, youtubera ani konta na X i ogłaszał, że mam przed sobą rosyjskiego agenta. Nie o to chodzi. Nie każdy, kto powtarza rosyjską narrację, pracuje dla Rosji. Przeciwnik NATO nie staje się przez to agentem. Krytyk pomocy dla Ukrainy też nie. Człowiek przekonany, że Bruksela albo Waszyngton odpowiadają za wszystkie jego problemy, również nie.

W demokratycznym państwie można mieć nawet najbardziej absurdalne poglądy. Problem zaczyna się gdzie indziej. Kremlowska V kolumna w dużej części nie składa się z agentów. Składa się z ludzi określanych kiedyś mało eleganckim, ale bardzo trafnym mianem „pożytecznych idiotów”. Nie dostają instrukcji z Moskwy. Nie znają żadnego oficera FSB. Nie widzieli rosyjskich pieniędzy. Nie muszą.

Wystarczy, że powtarzają te same bzdury. Podważają zaufanie do państwa, NATO, Unii Europejskiej czy Ukrainy. Łapią każdą historię, która może podzielić Polaków, i natychmiast puszczają ją dalej. Każdy problem zamieniają w dowód, że państwo nie działa, sojusznicy nas zdradzili, Ukraina jest wrogiem, a Rosja tylko broni swoich interesów. Najważniejsze jest jednak to, że takich ludzi nie trzeba kupować. Oni pracują za darmo. Rosjanie muszą dotrzeć tylko do początku łańcucha.

Jeden człowiek dostaje pieniądze. Dziesięciu zna organizatora. Stu przychodzi na demonstrację. Tysiąc udostępnia nagranie. Sto tysięcy ogląda je w mediach społecznościowych.

Rosjanie już płacili za demonstracje w Polsce

Nie jest to scenariusz wymyślony na potrzeby felietonu. ABW poinformowała o rozpracowaniu mechanizmu inspirowania i finansowania przez Rosję demonstracji organizowanych w Polsce w środowisku ukraińskich uchodźców. Według Agencji od jesieni 2025 r. osoby mające powiązania w Rosji i Białorusi rekrutowały i opłacały uczestników protestów. ABW podała, że pieniądze pochodziły z Federacji Rosyjskiej. Mechanizm jest niemal podręcznikowy. Wykorzystywano prawdziwe tematy budzące emocje, między innymi skandale korupcyjne i wydarzenia polityczne w Ukrainie. Następnie dokładano do nich organizację, finansowanie i odpowiedni przekaz. ABW napisała wprost o próbie podsycania napięć i rozbijania zaufania społecznego. Czyli dokładnie o tym, o czym czytamy w aktach amerykańskiej sprawy.

Nie trzeba wymyślać konfliktu, tylko go zdiagnozować i wykorzystać – zapłacić za autobus, hotel, reklamę, transparent albo człowieka, który wszystko zorganizuje.

Państwo łapie agentów. To za mało

Polskie służby oczywiście nie siedzą z założonymi rękami. W maju ABW zatrzymała trzech Polaków podejrzanych o działalność na rzecz rosyjskiego wywiadu. Prokuratura zarzuciła im działania na rzecz obcego wywiadu, tworzenie i rozpowszechnianie propagandy i dezinformacji oraz przygotowania do dywersji i sabotażu. Według ABW mieli również rozpoznawać rozmieszczenie wojsk NATO w Polsce.

Kodeks karny daje państwu narzędzia do ścigania takich działań. Art. 130 obejmuje działalność na rzecz obcego wywiadu, a także prowadzoną w jego ramach dezinformację, której celem jest wywołanie poważnych zakłóceń w Polsce albo wpłynięcie na decyzje władz. Problem w tym, że złapanie człowieka wykonującego zadania dla rosyjskiego wywiadu nie kończy operacji wpływu.

V kolumna nie musi wiedzieć, że nią jest

I to jest najbardziej niepokojące. Największy sukces Kreml odnosi wtedy, gdy ludzie wykonujący korzystną dla niego robotę są przekonani, że walczą wyłącznie we własnej sprawie. Wtedy nie trzeba przekazywać pieniędzy setkom ludzi. Wystarczy finansować kilka punktów zapalnych. Resztę wykonają algorytmy mediów społecznościowych, polityczne emocje i zwyczajna ludzka naiwność.

Dlatego po przeczytaniu tekstu Reutersa najbardziej nie przestraszyły mnie drony, tylko głupota tysięcy Polaków.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.