REKLAMA

177 tys. fordów do naprawy. Oddaj do serwisu teraz, odbierz za rok

Ford ogłosił w USA trzy akcje serwisowe obejmujące ponad 177 tys. samochodów. Na liście są Mustang, elektryczny Mustang Mach-E oraz hybrydy Lincoln Nautilus i Ford Explorer. Najważniejsze nie jest jednak samo wezwanie do serwisu. Z dokumentów amerykańskiego regulatora wynika, że część właścicieli dostanie najpierw tylko ostrzeżenie. Na właściwą naprawę niektórzy poczekają do końca 2026 r., a w jednym przypadku nawet do wiosny 2027 r.

177 tys. fordów do naprawy. Oddaj do serwisu teraz, odbierz za rok

Sprawa dotyczy rynku amerykańskiego i została opisana w dokumentach National Highway Traffic Safety Administration, czyli NHTSA, federalnego urzędu odpowiedzialnego w USA między innymi za bezpieczeństwo pojazdów i akcje serwisowe. CBS News podał, że Ford wycofuje do naprawy ponad 177 tys. aut w trzech osobnych kampaniach. Reuters osobno informował o ponad 110 tys. Mustangów i Mustangów Mach-E objętych dwiema z tych akcji.

Z dokumentów NHTSA wynika, że nie ma jednej usterki, która dotyczy wszystkich wymienionych samochodów. To trzy różne problemy, trzy różne kampanie i trzy różne scenariusze naprawy. We wszystkich jednak przypadkach kierowca może dostać informację o ryzyku teraz, ale na usunięcie awarii będzie musiał poczekać niekiedy nawet rok.

Mustang ma problem z wycieraczkami. Usterka wychodzi na mrozie

Największa z najnowszych akcji obejmuje 67 842 samochody Ford Mustang z roczników 2024-2026 oraz Mustang GTD z roczników 2025–2026. Według NHTSA problem dotyczy układu wycieraczek i spryskiwacza przedniej szyby. Usterka może pojawić się w temperaturze 0 st. C albo niższej. Wycieraczki mogą wtedy działać tylko na najwyższym biegu, a spryskiwacz może całkowicie odmówić posłuszeństwa.

To nie brzmi jak najbardziej widowiskowa awaria świata, ale w praktyce może być groźna. Wystarczy zimowy poranek, brudna szyba, sól na drodze i brak możliwości normalnego oczyszczenia przedniej szyby. NHTSA wskazuje wprost, że niesprawne wycieraczki i spryskiwacz zwiększają ryzyko wypadku.

Z dokumentów regulatora wynika też, że przyczyną problemu ma być błąd po stronie dostawcy półprzewodnika w module silnika wycieraczek. Zamiast właściwego ustawienia dla 16-kilobajtowego układu użyto ustawienia 32 KB, co może prowadzić do problemu z komunikacją przy niskich temperaturach. Dostawcą komponentu wskazanym w dokumentach jest Valeo.

Najciekawszy dla kierowców jest harmonogram. Ford ma wysłać właścicielom pierwsze, tymczasowe listy z informacją o ryzyku w lipcu 2026 r. Właściwe zawiadomienia o naprawie mają być wysyłane dopiero od 29 marca do 2 kwietnia 2027 r. Naprawa polega na kontroli silnika wycieraczek i wymianie wadliwego elementu, jeśli nie przejdzie inspekcji. Usługa jest bezpłatna.

To oznacza, że akcja serwisowa już formalnie istnieje, ale wielu kierowców przez długi czas będzie funkcjonować przede wszystkim z ostrzeżeniem, a nie z gotową naprawą.

Mustang Mach-E może stracić napęd

Druga akcja dotyczy 42 784 elektrycznych Mustangów Mach-E z roczników 2021–2023. Tu problem jest poważniejszy, bo chodzi o ryzyko pęknięcia wałka zębnika tylnego mechanizmu różnicowego. Dokumenty NHTSA doprecyzowują, że chodzi o auta z napędem na tył.

Skutki mogą być dwa. Pierwszy to utrata napędu podczas jazdy. Drugi to niezamierzony ruch pojazdu po ustawieniu trybu Park, jeśli kierowca nie użyje hamulca postojowego. W obu przypadkach regulator mówi o zwiększonym ryzyku wypadku.

Ford wskazuje, że analiza metalurgiczna wykazała pękanie części z powodu zmęczenia materiału przy zginaniu. Co ważne, pełna przyczyna tego zmęczenia nadal jest badana. Firma informuje, że do 11 czerwca 2026 r. znała 62 roszczenia gwarancyjne, 14 raportów jakościowych, 4 zgłoszenia klientów i 2 europejskie alerty związane z tym problemem. Ford nie miał informacji o wypadkach, obrażeniach ani pożarach powiązanych z tą usterką.

I tu także pojawia się problem czasu. Właściciele mają dostać tymczasowe listy w połowie lipca 2026 r. Natomiast właściwe zawiadomienia o naprawie mają być wysyłane dopiero między 28 a 31 grudnia 2026 r. Naprawa ma polegać na naprawie albo wymianie zespołu tylnego mechanizmu różnicowego. Ford deklaruje, że usługa będzie bezpłatna.

Dla kierowców Mach-E najważniejsza praktyczna rada jest prosta: nie ignorować komunikatów ostrzegawczych i używać hamulca postojowego. Szczególnie że w dokumentach NHTSA wprost wskazano ryzyko niezamierzonego ruchu auta, jeśli hamulec postojowy nie jest zaciągnięty.

Hybrydy mogą stać się za ciche dla pieszych

Trzecia akcja obejmuje 66 383 hybrydowe SUV-y: Ford Explorer Hybrid z roczników 2025–2027 oraz Lincoln Nautilus Hybrid z roczników 2024–2027. Tu nie chodzi ani o napęd, ani o widoczność, lecz o dźwięk ostrzegający pieszych.

To szczególnie ważne w autach hybrydowych i elektrycznych, które przy niskich prędkościach potrafią poruszać się bardzo cicho. Według NHTSA pojazd może nie emitować ostrzegawczego dźwięku podczas jazdy w trybie elektrycznym poniżej 30 km/h. Regulator wskazuje, że piesi mogą wtedy nie usłyszeć nadjeżdżającego auta, co zwiększa ryzyko obrażeń.

Kierowca może zobaczyć komunikat: „Pedestrian Sounder Fault. Service Now”. Problem polega jednak na tym, że jego źródło nie zostało w pełni zamknięte. NHTSA podaje, że utrata funkcji ostrzegania pieszych może wynikać z błędu oprogramowania w module DSP albo z dodatkowej przyczyny niezwiązanej z DSP, która nadal jest badana.

W przypadku części 28-głośnikowych wersji Lincoln Nautilus HEV przewidziano wymianę modułu DSP. Jednocześnie właściciele wszystkich objętych akcją Nautilusów HEV i Explorerów HEV mają zostać poinformowani, że rozwiązanie dla pozostałych czynników wpływających na system ostrzegania pieszych nadal jest opracowywane.

Listy tymczasowe mają trafić do właścicieli na początku sierpnia 2026 r. Termin wysyłki właściwych zawiadomień o naprawie zostanie ustalony dopiero wtedy, gdy naprawa będzie określona.

To kolejna duża akcja Forda w krótkim czasie

Najnowsze wezwania do serwisu wpisują się w szerszą serię problemów. Pod koniec czerwca Reuters informował, że Ford obejmuje akcją serwisową 741 195 aut w USA z powodu wady układu parkowania. Usterka mogła uszkodzić system parkowania i doprowadzić do stoczenia się pojazdu. Akcja dotyczyła wybranych egzemplarzy modeli Lincoln Navigator, Ford Expedition, Ford Explorer, Lincoln Aviator oraz Ford F-150.

Osobno Ford wzywał także 36 046 Bronco z powodu źle zabezpieczonych poszerzeń nadkoli, które mogły odpaść podczas jazdy i stworzyć zagrożenie na drodze.

Dla konsumentów najważniejszy wniosek jest mniej sensacyjny, ale bardzo praktyczny. Akcja serwisowa nie zawsze oznacza, że jutro można podjechać do dealera i od razu usunąć problem. Czasem najpierw przychodzi list ostrzegawczy, potem producent dopiero finalizuje części, procedury albo oprogramowanie, a realna naprawa pojawia się po kilku miesiącach.

Co powinien zrobić właściciel auta

W USA podstawowym narzędziem pozostaje sprawdzenie numeru VIN w bazie NHTSA albo kontakt z dealerem Forda lub Lincolna. NHTSA przypomina, że przy wyszukiwaniu po VIN właściciel zobaczy, czy konkretny samochód wymaga naprawy w ramach akcji serwisowej.

W Polsce trzeba zachować ostrożność w interpretacji tych informacji. Opisane kampanie dotyczą rynku amerykańskiego i dokumentów NHTSA. Nie oznacza to automatycznie, że każdy podobny model w Europie albo w Polsce jest objęty identyczną akcją. Właściciel sprowadzonego auta z USA powinien jednak potraktować sprawę poważnie i sprawdzić numer VIN, zwłaszcza gdy chodzi o samochód z roczników wymienionych w dokumentach regulatora.

Ford deklaruje, że naprawy w ramach tych kampanii mają być bezpłatne. Największym problemem pozostaje więc nie sama opłata, ale czas. W przypadku części samochodów kierowcy już wiedzą, że problem istnieje, ale na pełne rozwiązanie będą musieli poczekać. A to w motoryzacji jest coraz częstszy paradoks: auto jest cyfrowe, diagnoza jest szybka, komunikat przychodzi od razu, ale prawdziwa naprawa nadal potrafi utknąć w kalendarzu na wiele miesięcy.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.

Tagi: