Słońce, cyprysy, pizza, espresso i głośne place pełne ludzi. Prawie każdy z nas ma w głowie właśnie taki obraz Włoch. Tymczasem są miejsca, które z tym wyobrażeniem mają niewiele wspólnego. Południowy Tyrol potrafi zaskoczyć już od pierwszych chwil, bo wygląda bardziej jak alpejska kraina niż region, który większość kojarzy z krajem położonym na Półwyspie Apenińskim.

Wiele osób zastanawia się, dlaczego we włoskim regionie tak często słychać i widać język niemiecki. Odpowiedź kryje się w historii. Południowy Tyrol przez długie lata należał do Austrii, dlatego do dziś zachował niemieckojęzyczne dziedzictwo. Obecnie oba języki funkcjonują tu obok siebie, podkreślając wyjątkową mieszankę kultur. Wielu mieszkańców uważa się za Tyrolczyków, obywateli Włoch.
Tyrolska dusza
To właśnie ta różnorodność sprawia, że region jest tak ciekawy. Nazwy miejscowości występują tu często w dwóch wersjach, a w restauracjach i sklepach bez problemu można usłyszeć zarówno włoski, jak i niemiecki. Wiele miejscowości jest niemal wyłącznie niemieckojęzyczna, a włoski funkcjonuje tam jako drugi, urzędowy język. Dla odwiedzających to nie przeszkoda, lecz kolejny element budujący niepowtarzalną atmosferę tego miejsca.
Przez ponad 500 lat, od XIV wieku do 1918 roku, cały Tyrol należał do Habsburgów, a później Austro-Węgier. To właśnie wtedy ukształtował się jego alpejski charakter, a język niemiecki stał się naturalnym językiem mieszkańców, administracji i szkolnictwa.
Po zakończeniu I wojny światowej sytuacja zmieniła się diametralnie. Traktat z Saint-Germain z 1919 roku sprawił, że południowa część historycznego Tyrolu znalazła się w granicach Włoch. W kolejnych latach władze rozpoczęły italianizację regionu. Zmieniano nazwy miejscowości, ograniczano używanie języka niemieckiego, a do Bolzano sprowadzano nowych mieszkańców z innych części kraju, by zmienić strukturę ludności. To budziło silny opór rodowitych mieszkańców.











Po II wojnie światowej Południowy Tyrol pozostał częścią Włoch, ale dzięki międzynarodowym porozumieniom rozpoczął się proces przyznawania mu szerokiej autonomii. Przełom nastąpił w 1972 roku wraz z wejściem w życie formalnej autonomii. Dziś język niemiecki i włoski mają równy status, wszystkie urzędy i oznaczenia są dwujęzyczne, a region zatrzymuje około 90 proc. wpływów z podatków, dzięki czemu należy do najzamożniejszych regionów w całej Europie.
Do Włoch poleciałem za zaproszenie marki Roter Hahn stworzonej przez Południowotyrolski Związek Rolników. To inicjatywa, która wspiera rodzinne gospodarstwa i pomaga zachować lokalne, tyrolskie tradycje. Nie chodzi wyłącznie o nocleg, lecz o pokazanie gościom prawdziwego życia na wsi oraz produktów powstających na miejscu. Roter Hahn promuje miejsca, gdzie można poznać regionalną kuchnię, lokalne zwyczaje i wypocząć z dala od masowej turystyki.
Agroturystyka i historia
Takim miejscem jest Ansitz Lidl w niewielkiej miejscowości Prissian, położonej między Merano i Bolzano. Nie jest to zwykłe gospodarstwo agroturystyczne, bo jest to zabytkowa posiadłość otoczona sadami i górami, gdzie historia przeplata się z codziennym życiem gospodarzy. Kamienne mury otaczające dom pamiętają średniowiecze, a pierwsze wzmianki o tej posiadłości pochodzą z XIV wieku. Trudno oprzeć się wrażeniu, że czas płynie tu znacznie wolniej.
Grube kamienne ściany, zabytkowe detale i starannie odrestaurowane wnętrza tworzą niezwykły klimat. Pokoje dla gości znajdują się w nowoczesnej części budynku, która świetnie wkomponowana jest w stare mury domostwa. To miejsce nie przypomina hotelu, lecz prawdziwy dom z historią, w którym każdy element ma swoje uzasadnienie.
Gospodarze od pokoleń zajmują się sadownictwem i uprawą winorośli. Wokół domu rozciągają się jabłoniowe sady oraz niewielka winnica, a goście mogą spróbować produktów przygotowywanych z lokalnych składników. Wszystko odbywa się bez pośpiechu, zgodnie z rytmem wyznaczanym przez przyrodę i kolejne pory roku.









Najbardziej urzekło mnie jednak to, że Ansitz Lidl nie próbuje udawać atrakcji turystycznej. Pozostaje przede wszystkim domem i gospodarstwem, do którego zaprasza się gości. Dzięki temu łatwo poczuć, jak wygląda codzienne życie w Południowym Tyrolu i dlaczego mieszkańcy są tak mocno związani ze swoją ziemią.
Wyjeżdżając z Prissian miałem poczucie, że odkryłem Włochy, o których w Polsce mówi się zdecydowanie za rzadko, a jeśli ktoś kojarzy ten region, to głównie z pobytów w kurortach narciarskich. To jednak niezwykle ciekawy region, gdzie alpejskie krajobrazy spotykają się z silnymi wpływami historycznymi Austrii oraz włoskiem stylem życia, ale w znacznie spokojniejszym wydaniu. Jeśli ktoś szuka takiego oblicza Włoch, Południowy Tyrol może okazać się prawdziwą perełką.
Wszystkie zdjęcia: Jacek Bereźnicki
Tematyką ekonomiczną zajmuje się od dziesięciu lat. Od 2014 do 2019 r. był dziennikarzem Money.pl, wcześniej współtworzył serwisy Mototok.pl i Biztok.pl w ramach Grupy O2, a następnie Wirtualnej Polski. W Bizblogu pisze o biznesie, prawie i podatkach.