Jadąc do Południowego Tyrolu w północnych Włoszech na zaproszenie stowarzyszenia Roter Hahn, spodziewałem się przede wszystkim pięknych krajobrazów. Szybko okazało się jednak, że ten wyjazd stał się czymś znacznie więcej. Pozwolił mi poznać wyjątkowy region, jego mieszkańców i sposób życia, który w wielu miejscach Europy powoli odchodzi już w przeszłość.

Roter Hahn (po polsku to dosłownie Czerwony Kogut) nie jest biurem podróży ani firmą organizującą wycieczki. To marka stworzona przez Południowotyrolski Związek Rolników, która ma za zadanie wspierać lokalne rodzinne gospodarstwa i pomagać im rozwijać dodatkową działalność. Promuje agroturystykę, lokalne produkty, rzemiosło oraz kuchnię opartą na regionalnych składnikach, pokazując prawdziwe życie na wsi.
Klimatyzacja? A komu to potrzebne?
Do Południowego Tyrolu przyjechaliśmy w czasie, gdy nie tylko w Polsce, ale także we Włoszech temperatury oscylowały wokół 40 stopni. Po drodze z lotniska w Bergamo zatrzymaliśmy się nad jeziorem Garda, gdzie upał dawał się mocno we znaki i kąpiel w tym pięknym, górskim jeziorze była wybawieniem. Zastanawiał mnie wtedy brak klimatyzacji w domu, do którego jechaliśmy, ale wkrótce miało się okazać, że te obawy były zupełnie niepotrzebne.
Gdy wieczorem dotarliśmy do naszego gospodarstwa, przywitało nas przyjemnie chłodne, rześkie, górskie powietrze. Tym gospodarstwem jest Ansitz Lidl w niewielkiej miejscowości Prissiano, położonej pomiędzy Merano a Bolzano. Wioska leży nad stromymi zboczami opadającymi ku dolinie Val d'Adige i jest otoczona sadami, winnicami i niezwykle licznymi zamkami. Posługuję się tu włoskojęzycznymi wariantami tych nazw, bo region jest dwujęzyczny, przy czym niemiecki jest językiem ojczystym mieszkających tu Tyrolczyków, obywateli Włoch.
Nasz gospodarz, Günther Rainer wyjaśnił, że możliwość całkowitej rezygnacji z klimatyzacji to zasługa wyjątkowego lokalnego mikroklimatu. Prissiano znajduje się na wysokości ponad 600 m n.p.m., gdzie latem jest przeciętnie o około pięć stopni chłodniej niż w najbliższym większym mieście, położonym w dolinie Merano, a zimą temperatury bywają z kolei łagodniejsze. Wieczory i noce przynoszą naturalne ochłodzenie.













Komfort zapewnia też sam budynek. Ansitz Lidl mieści się w odrestaurowanym dworze szlacheckim z XIV wieku. Zachowano oryginalne grube kamienne mury, które przez cały dzień magazynują chłód i skutecznie chronią wnętrza przed nagrzewaniem. To prosty przykład, jak dawniej budowano domy dostosowane do lokalnego klimatu.
Historia tej rezydencji sięga średniowiecza. Przez stulecia była rozbudowywana i zmieniała właścicieli, aż pod koniec XIX wieku trafiła do przodków obecnej rodziny. Renowacja została przeprowadzona z dużym szacunkiem dla zabytku. Wykorzystano tradycyjne materiały, takie jak kamień, drewno i wapno, zachowując historyczny charakter miejsca.
Największe wrażenie robi jednak sposób połączenia starego z nowym. Historyczna część budynku harmonijnie współgra z nowoczesnymi apartamentami. Nie ma tu przepychu ani zbędnych ozdób. Wszystko jest proste, bardzo starannie zaprojektowane i funkcjonalne, dzięki czemu luksus objawia się przede wszystkim spokojem, przestrzenią i jakością wykonania.
Wakacje u tyrolskiej rodziny
Pobyt w tym gospodarstwie trudno porównać do noclegu w hotelu czy zwykłym pensjonacie, gdzie klucz wyjmuje się ze skrytki na kod. Znacznie bardziej przypomina to wizytę u serdecznej rodziny, która otwiera przed gośćmi swój dom. Gospodarze Günther i Stephanie mieszkają tu razem z dziećmi Anną Marią i Leo, a inni członkowie rodziny mieszkają po sąsiedzku.
Choć mieszkańcy Południowego Tyrolu na co dzień posługują się językiem niemieckim, a włoski jest ich drugim językiem, łatwo porozumieć się po angielsku. Rozmowy z gospodarzami były okazją do poznania nie tylko samego domu, ale także realiów pracy na rodzinnej farmie. Agroturystyka często kojarzy się z fasadą, sztucznym tworzeniem wiejskiego, rolniczego klimatu, ale tutaj do czynienia mamy z prawdziwą działalnością. To zresztą żelazny wymóg Roter Hahn, o czym nieco więcej za chwilę.











Niezwykłe tu jest przede wszystkim to, że wynajem apartamentów stanowi właściwie uzupełnienie działalności gospodarstwa. Podstawą pozostaje rolnictwo. Rodzina uprawia około dwóch hektarów sadów, prowadzi niewielką winnicę, pielęgnuje ogród warzywny i hoduje kury. Goście mogą zobaczyć, jak wygląda codzienna praca, a także spróbować produktów przygotowywanych na miejscu.
Roter Hahn przyznaje swój znak jakości tylko prawdziwym gospodarstwom rolnym, które prowadzą realną działalność, a nie obiektom stylizowanym na wiejskie pensjonaty. Aby dołączyć do tej sieci, gospodarstwo musi prowadzić działalność rolniczą i regularnie przechodzić kontrole jakości. Oceniane są zarówno standard zakwaterowania, jak i możliwość poznania codziennego życia na farmie, kontakt z gospodarzami oraz oferta własnych produktów.
Gospodarstwa agroturystyczne oznaczane są kategoriami od dwóch do pięciu kwiatków, które są odpowiednikiem hotelowych gwiazdek. Wyższa liczba kwiatków oznacza wyższy standard wyposażenia i bogatszą ofertę. Obiekty z czterema i pięcioma kwiatkami muszą zapewniać m.in. śniadania przygotowywane z produktów z gospodarstwa lub własny sklepik z lokalnymi wyrobami, a goście powinni mieć okazję poznać życie na farmie.
Sadownictwo butikowe
Podczas pobytu miałem okazję poznać południowotyrolskie sadownictwo, które jest unikalne w swoim charakterze, a jednocześnie lokalne jabłka są prawdziwym hitem eksportowym i trafiają do wielu państw na świecie. Moje określenie „sadownictwo butikowe” bardzo spodobało się gospodarzom, ale to faktycznie dobrze oddaje charakter regionu, gdzie dominują niewielkie rodzinne gospodarstwa, a średnia powierzchnia sadu wynosi tylko 2,5 ha.











Południowy Tyrol jest jednym z najważniejszych regionów sadowniczych Europy. Działa tu ponad 7 tys. rodzinnych gospodarstw, które wspólnie produkują około 1 mln ton jabłek rocznie. Uprawy zajmują jednak niewielką część powierzchni tego regionu, bo większość stanowią góry, lasy i naturalne tereny zielone. Skala produkcji jest więc stosunkowo nieduża, ale nastawiona na najwyższą jakość.
Wróćmy jednak do naszego gospodarstwa, bo ono jest tu największą „gwiazdą”. Ansitz Lidl ma wysoką kategorię czterech kwiatków. Goście mogą zamówić śniadanie przygotowywane z produktów pochodzących z gospodarstwa i najbliższej okolicy. Na stole pojawiają się świeże jajka od własnych kur, domowe konfitury, soki, owoce, lokalne sery czy pieczywo z wiejskiej piekarni. Gospodyni przynosi taki zestaw do pokoju, ale my woleliśmy zejść na posiłek do wspólnej kuchni lub na ganek przed wejściem, by móc porozmawiać z gospodarzami.
Jednym z najbardziej relaksujących miejsc w Ansitz Lidl okazał się naturalny staw kąpielowy z krystalicznie czystą wodą z płynącego obok strumyka. Jeszcze większym luksusem była jednak wszechobecna cisza. Prissian ma spokojny, nieco senny charakter, który skutecznie odcina od codziennego pośpiechu i nieustannego natłoku informacji.
Choć w Ansitz Lidl działa szybkie Wi-Fi, bardzo szybko przestało być ono potrzebne. Malownicze widoki, chłodne wieczory, rodzinna atmosfera i rytm życia wyznaczany przez naturę sprawiają, że telefon sam trafia do kieszeni. To jedno z tych miejsc, gdzie cyfrowy detoks nie wymaga żadnych wyrzeczeń.
Wszystkie zdjęcia: Jacek Bereźnicki
Tematyką ekonomiczną zajmuje się od dziesięciu lat. Od 2014 do 2019 r. był dziennikarzem Money.pl, wcześniej współtworzył serwisy Mototok.pl i Biztok.pl w ramach Grupy O2, a następnie Wirtualnej Polski. W Bizblogu pisze o biznesie, prawie i podatkach.