Przeszklony pociąg jedzie powoli przez czerwone wzgórza, pustynne doliny i andyjskie wioski. Energię czerpie ze słońca, a pasażerowie mogą wysiadać po drodze i zwiedzać jeden z najstarszych szlaków Ameryki Południowej.

Argentyński pociąg solarny ruszył dwa lata temu, przywracając do życia fragment dziewiętnastowiecznej linii kolejowej. 42-kilometrowa trasa biegnie przez wioski argentyńskiej prowincji Jujuy, gdzie nakładają się na siebie tradycje inkaskie i andyjskie. Pociąg częściowo podąża śladem Qhapaq Ñan, rozległej sieci dróg Inków, która w 2014 roku została wpisana na listę UNESCO (w latach świetności prowadziła aż do Ekwadoru).
Turystyczny pociąg bez pośpiechu
Pociąg jedzie z prędkością zaledwie 33 km/h, co daje mnóstwo czasu na obserwowanie przyrody. Pogoda zaś zwykle dopisuje. Słońce świeci w dolinie nawet przez trzysta dni w roku. Historycznie te tereny łączyły zimne, wysokogórskie pasma Andów z płaskowyżem północnej Argentyny.
Unikalnego nastroju nie psuje hałas. Pociąg chińskiej produkcji (CRRC Corporation Limited) działa na baterie, które ładuje się w położonej nieopodal farmie słonecznej. To drugi taki pociąg na świecie; pierwszy - w Australii - został zbudowany w 1949 roku i odnowiony przed niecałą dekadą. Dziś działa na odcinku jedynie 3 km.

Pociąg kursuje siedem dni w tygodniu od 8 do 20, robiąc w sumie 4 kursy. Zatrzymuje się w pięciu historycznych wioskach: Volcán, Tumbaya, Purmamarca, Maimará i Tilcara, z dodatkowym przystankiem w Hornillos, dawnej stacji pocztowej zamienionej dziś w muzeum. Podróżni mogą wysiadać na każdej ze stacji i zwiedzać wioski pieszo.
Ten model przypomina mi zwiedzanie włoskiej Cinque Terre, czyli niezwykle urokliwego fragmentu riwiery liguryjskiej. Tam również kupuje się oddzielny bilet, który uprawnia do odwiedzania kolejnych miasteczek, położonych nad morzem, wzdłuż linii kolejowej. Do woli można spacerować i napawać się widokiem. A gdy ten się znudzi, wystarczy wybrać się na stację, aby w kilka chwil znaleźć się w nowym miejscu.

Argentyńskie władze liczą na napływ turystów
Zeroemisyjna kolej ma przynosić dochody z turystyki lokalnym społecznościom. Podróżników przyciągać mają chronione przez UNESCO krajobrazy, a także lokalna kultura. To jeden z najstarszych szlaków kulturowych Ameryki Południowej. Pierwsi wędrowali nim łowcy zbieracze około dziewięciu tysięcy lat przed naszą erą. Później korzystali z niego rdzenni kupcy, inkascy posłańcy, hiszpańscy kolonizatorzy, poganiacze mułów i robotnicy kolejowi.

Wpływ na przemysł w regionie nie będzie zbyt duży ponieważ tory nie łączy boliwijskiego i argentyńskiego systemu. Tymczasem jeszcze na początku ubiegłego wieku koleją można było tędy przejechać z Buenos Aires do La Paz (zerknij na zdjęcie powyżej). Projekt łączący stolice obu krajów został zarzucony z powodu braku funduszy.
Dyżurny spec Bizbloga od startuperii, botów, kryptokasy i wszelakich fanaberii szejków. Specjalista nowych technologii z doświadczeniem ze starych mediów. Zajmuje się opisywaniem sukcesów i porażek startupów, rozwojem rynku kryptowalut i cyfrowych finansów. Autor dwóch książek „Bitcoin. Złoto XXI wieku” i „Polski e-sport”. Publikował w „Pulsie Biznesu” i „Gazecie Wyborczej”, w „CD-Action”, „Newsweeku”, „Gościu Niedzielnym” i „Wprost”. Współtworzył Sondę 2. Uczestnik Intel Extreme Master 2021, komentował wydarzenia technologiczne dla TVN, Polsatu i Tok FM. Teraz krąży gdzieś między Rijadem a Abu Zabi.