REKLAMA

Rewelacyjny pomysł: naprawa jak zamówienie z dostawą. Dziura w bucie – pyk i załatwione

Co robimy, jeśli w ulubionych butach odkleja się podeszwa? Zazwyczaj kupujemy nowe. INTU, to polski startup, który chce to zmienić. Dzięki niemu naprawę zamówimy ze strony sklepu, a zajmie się nią doświadczony rzemieślnik.

Rewelacyjny pomysł: naprawa jak zamówienie z dostawą. Dziura w bucie – pyk i załatwione
REKLAMA

Firma powstała dwa lata temu i zbudowała platformę Right to Repair, która łączy marki, klientów, rzemieślników i logistykę. Pomysł jest prosty: marka nie musi budować własnej sieci warsztatów ani zaplecza do obsługi zleceń. Dostaje gotową infrastrukturę.

REKLAMA

To ważne, bo naprawy to dla firm odzieżowych coś więcej niż gest wobec środowiska. Mogą być źródłem dodatkowych przychodów i sposobem na podtrzymanie relacji z klientem długo po zakupie. Przeszkodą bywa jednak organizacja: potrzebni są specjaliści, sprawna logistyka i system obsługi zamówień.

Chcemy, aby naprawa była równie prosta i dostępna jak inne usługi, do których przyzwyczaiły nas zakupy online. Łączymy technologię z lokalnym rzemiosłem, tworząc rozwiązanie, które przynosi korzyści wszystkim stronom – mówi Veronika Czarnocka, założycielka INTU Circularity.

REKLAMA

Klientom ma ułatwiać dbanie o ulubione rzeczy, rzemieślnikom zapewniać dodatkowe zlecenia, a markom pozwala rozwijać usługi posprzedażowe.

Platforma wbudowana w sklep internetowy marki

W tym modelu INTU działa w środowisku, które klient już doskonale zna. Startup działa już m.in. z Answear i Ingka Centres, z Reserved realizował projekty upcyklingowe, a 12 października 2026 r. rozpoczął współpracę z marką Skalnik. Trwają rozmowy z kolejnymi firmami, także z segmentu outdoor i premium.

REKLAMA

Naszym celem jest zmiana podejścia do napraw, z jednorazowych akcji i projektów specjalnych w stały element oferty marek. Dzięki wspólnej infrastrukturze firmy mogą wdrażać i rozwijać usługi naprawcze bez budowania własnego zaplecza – mówi Marta Lipka-Krawczyk, co-founderka i COO w INTU Circularity.

Model INTU zakłada, że naprawa nie musi być kosztem ponoszonym w imię zrównoważonego rozwoju. Może być płatną usługą, na której zyskują marka, rzemieślnik i operator platformy, a jednocześnie wydłuża życie produktów i ogranicza pokusę zastępowania ich nowymi.

REKLAMA

Więcej o tym modelu dowiecie się z poniższej rozmowy z Veroniką Czarnocką (na zdjęciu poniżej)

Karol Kopańko, Bizblog.pl: Zacznijmy od początku, czyli tego skąd wziął się pomysł na INTU Circularity?

REKLAMA

Veronika Czarnocka, założycielka i CEO w INTU Circularity: Zawsze interesowało mnie to, co dzieje się z ubraniami, kiedy przestajemy je nosić. Studiowałam Fashion Design na University of the Arts London i właśnie wtedy zaczęłam bliżej przyglądać się temu, jak działa branża mody. Jako studentka często pracowałam też jako modelka na sesjach zdjęciowych i z bliska widziałam, ile ubrań się produkuje i jak słaba bywa ich jakość, niezależnie od metki. Skala jest ogromna: według Fundacji Ellen MacArthur co sekundę na wysypisko trafia albo jest spalana równowartość śmieciarki pełnej tekstyliów, a mniej niż 1 proc. materiałów z ubrań jest przetwarzany na nowe ubrania.

INTU powstało około cztery lata temu jako niszowa marka z unikatowymi ubraniami z upcyclingu, czyli tworzonymi z już istniejących rzeczy. Od początku chciałam jednak, żeby to był większy biznes, który ma realny, pozytywny wpływ na środowisko i ludzi, a nie tylko zbiór pojedynczych projektów. Wiedziałam też, że sama tego nie zrobię, więc zaczęłam szukać wspólniczki.

REKLAMA

Znalazła ją Pani w osobie Marty Lipki-Krawczyk.

Znamy się z Martą dokładnie tyle, ile trwa INTU w nowej, naprawczej odsłonie, czyli ponad dwa lata. Szybko wiedziałyśmy, czego chcemy, choć sam projekt ewoluował miesiącami. Dziś kierunek jest wyraźny: budujemy rozwiązanie, które pozwala markom naprawiać swoje produkty na dużą skalę. Co ciekawe, stworzenie technologii, które na początku wydawało mi się czymś niezwykle trudnym do zrealizowania, poszło nam zaskakująco szybko. Najwięcej czasu zajęło nie pisanie kodu, tylko zrozumienie, czego naprawdę potrzebują marki i ich klienci. 

REKLAMA

Jak wygląda proces naprawy od strony klienta, od zamówienia po odbiór naprawionej rzeczy?

Dążymy do tego, żeby naprawianie było jak najmniej kłopotliwe i tak naturalne, jak zakup nowej rzeczy. Klient nie powinien tracić czasu na szukanie sprawdzonego krawca czy szefca, organizowanie wysyłki czy zastanawianie się, czy efekt będzie zadowalający. My zajmujemy się tym wszystkim.

REKLAMA

A w praktyce?

Klient wybiera usługę -> opisuje, co wymaga naprawy -> poznaje cenę. 

REKLAMA

I po zaakceptowaniu wyceny?

Wtedy organizujemy transport, dobieramy odpowiedniego specjalistę i koordynujemy cały proces aż do momentu, gdy naprawiona rzecz wróci do właściciela. Jeśli uszkodzenie jest nietypowe, najpierw sprawdzamy, co da się zrobić i ile to będzie kosztować.

REKLAMA

Wierzę, że właśnie w tym tkwi klucz do popularyzacji napraw. Im mniej zachodu dla klienta, tym większa szansa, że zamiast wyrzucić ulubioną rzecz, zdecyduje się dać jej drugie życie.

A dlaczego marki odzieżowe same nie chcą dawać tego drugiego życia?

REKLAMA

Nie powiedziałabym, że marki nie chcą oferować napraw. Problem polega na tym, że za taką usługą stoi sporo pracy i zasobów ludzkich. Trzeba znaleźć sprawdzonych rzemieślników, zorganizować transport, obsługę zamówień i kontrolę jakości, a do tego zadbać o kontakt z klientem. Ten cały nowy proces trzeba jeszcze sprawnie połączyć z codziennym funkcjonowaniem firmy.

W Europie Zachodniej coraz więcej marek wprowadza już usługi naprawcze, a ten trend stopniowo zyskuje na znaczeniu również na innych rynkach. Widzimy, że firmy chcą dawać swoim produktom drugie życie, ale nie zawsze mają zasoby i wiedzę, żeby samodzielnie zorganizować to od podstaw.

REKLAMA

Dlatego stworzyłyśmy INTU. Dajemy markom gotowe zaplecze, dzięki któremu mogą zaoferować naprawy bez budowania całego systemu od zera. My zajmujemy się organizacją procesu, a marka może skupić się na tym, co najważniejsze: swoich produktach i klientach.

Galeria: 2 zdjęcia
Galeria zdjęć
zdjęcie galerii
zdjęcie galerii

Przyjrzyjmy się więc współpracy z rzemieślnikami? Jak ich wybieracie i jak zapewniacie jakość napraw?

Za każdą naprawą stoi człowiek i jego konkretne umiejętności. Nie da się traktować wszystkich zleceń tak samo, inaczej naprawia się jeansy, inaczej wełniany płaszcz, a jeszcze inaczej specjalistyczne obuwie.

Jednym z ciekawszych wyzwań była dla nas naprawa kultowego plecaka Martyny Wojciechowskiej, który towarzyszył jej podczas wypraw w programie „Kobieta na krańcu świata”. Plecak był mocno zużyty, ale miał dla Martyny ogromną wartość sentymentalną. Wiele osób pewnie uznałoby, że nadaje się już tylko do wyrzucenia. Nam udało się przywrócić mu niesamowity wygląd — nieskromnie powiem, że efekt był imponujący i plecak wyglądał jak nowy! Takie realizacje pokazują, jak wiele można osiągnąć dzięki odpowiednim umiejętnościom i doświadczeniu.

Dlatego dobieramy wykonawców do rodzaju produktu i naprawy, zwracając uwagę na ich specjalizację i jakość pracy. Budujemy sieć krawców, szewców i innych rzemieślników, którzy potrafią poradzić sobie z różnymi wyzwaniami. Współpracujemy z szewcami, którzy specjalizuja się w naprawach butów np. do wspinaczki czy technicznych kurtek outodoorowych.

Ważne jest dla mnie również to, że dzięki INTU rzemieślnicy mogą docierać do nowych klientów i otrzymywać zlecenia bez konieczności samodzielnego organizowania całego procesu sprzedaży i logistyki.

Łączymy technologię z umiejętnościami, których nie da się zastąpić automatyzacją.

To brzmi bardzo górnolotnie, ale czym wasz infrastruktura różni się od zwykłego serwisu?

Nie zależy nam na tym, aby być po prostu kolejnym serwisem naprawczym. Chcemy dać markom narzędzie, dzięki któremu mogą oferować naprawy swoim klientom bez konieczności organizowania wszystkiego samodzielnie.

Nasza infrastruktura obejmuje obsługę zamówień, dobór wykonawców, koordynację napraw, logistykę i kontrolę jakości. Do tego dochodzi technologia, która pozwala włączyć usługę do sklepu internetowego marki.

Jak działa ta integracja?

Wychodzimy z prostego założenia: klient powinien móc zamówić naprawę tam, gdzie już robi zakupy. Bez szukania osobnego serwisu, bez zakładania kolejnego konta i bez przechodzenia przez skomplikowany proces.

Nasze rozwiązanie integrujemy bezpośrednio ze sklepem internetowym marki. Naprawa staje się kolejną usługą w jej ofercie, obok rozmiarówki, dostawy czy zwrotów. Klient zostaje w znanym sobie środowisku, a marka nie oddaje relacji z nim komuś z zewnątrz. To ona dba o produkt, także po sprzedaży.

Ile czasu zajmuje takie wdrożenie?

Techniczne wdrożenie może być naprawdę szybkie, czasem nawet jednodniowe, w zależności od platformy sklepu i zakresu integracji. Logistykę i obsługę zleceń w całości bierzemy na siebie. Po stronie marki zostaje przede wszystkim widoczność usługi w sklepie: może to być landing page o naprawach, który wyjaśnia, dlaczego warto dać ubraniu drugie życie, albo po prostu przycisk przekierowujący do naszej wtyczki. Wspólnie ustalamy też sposób komunikacji i plan marketingowy, bo bez tego nawet najlepsza usługa nie dotrze do klientów. To marki mają największą siłę przekonywania ludzi do nowych nawyków. Trochę jak influencerzy, a moim zdaniem nawet bardziej, bo klient już im ufa i nosi ich ubrania na co dzień. Jeśli marka powie: „tę kurtkę możesz u nas naprawić”, ma to zupełnie inną wagę niż jakakolwiek reklama z zewnątrz.

Naszym celem jest to, żeby marka nie musiała budować własnej technologii ani od zera organizować sieci rzemieślników. My zajmujemy się całą operacyjną stroną, a marka robi to, w czym jest najlepsza: rozmawia ze swoimi klientami. Dostaje gotową usługę naprawczą, a jej klienci powód, żeby wrócić. 

A kto płaci za naprawę, klient czy marka?

Wszystko zależy od tego, jak dana marka chce zbudować swoją ofertę. Naprawa może być usługą płatną dla klienta, ale marka może też częściowo lub całkowicie ją finansować, na przykład w ramach programu lojalnościowego czy obsługi posprzedażowej.  Poza tym, oferta naprawy to również dodatkowe źródło dochodu dla firm. 

Wierzę, że naprawa może być czymś więcej niż kosztem. Daje marce możliwość utrzymania relacji z klientem również po zakupie, a konsumentowi pozwala dłużej korzystać z produktu, który już ma.

Jakie naprawy cieszą się największym zainteresowaniem, odzież czy obuwie?

W przypadku odzieży często są to bardzo praktyczne rzeczy: dziury i przetarcia, uszkodzone szwy, wymiana zamków czy poprawki dopasowania. Czasami wystarczy drobna naprawa, żeby ubranie, które od miesięcy leżało w szafie, znów nadawało się do noszenia. Największym zainteresowaniem cieszą się u nas naprawy rzeczy, które mają większą wartość, zarówno finansową, jak i użytkową. To między innymi wełniane i kaszmirowe swetry, płaszcze, ale przede wszystkim odzież sportowa i outdoorowa. Takie produkty często są większą inwestycją, a przy intensywnym użytkowaniu, na przykład podczas górskich wypraw czy treningów, po prostu się zużywają lub uszkadzają.

W takich przypadkach naprawa naprawdę ma sens. Zamiast wymieniać kurtkę czy spodnie na nowe, można oddać je w ręce specjalistów i korzystać z nich przez kolejne sezony. Warunek jest jeden: trzeba wiedzieć, jak je naprawić, żeby zachowały swoje właściwości.

A propos odzieży sportowej - macie współpracę ze Skalnikiem.

Bardzo cieszy nas ta współpraca. Łączy nas przekonanie, że dobrej jakości sprzęt i odzież outdoorową warto naprawiać, a nie wyrzucać przy pierwszym uszkodzeniu. Dzięki naszej współpracy klienci mogą zamówić naprawę bezpośrednio przez stronę sklepu. Chcemy, żeby przedłużanie życia ulubionych rzeczy było po prostu łatwe i dostępne.

Interesujące są również naprawy kreatywne, takie jak widoczne cerowanie czy dekoracyjne poprawki. Coraz ciekawsze jest dla mnie to, że naprawa nie musi oznaczać przywrócenia rzeczy do pierwotnego stanu, może nadać jej zupełnie nowy charakter.

Wykonujemy również naprawę obuwia i dodatków, które często wymagają innych, bardziej specjalistycznych umiejętności. Nie wskazywałabym jednak jednej kategorii jako zdecydowanie popularniejszej bez aktualnych danych. Dla nas kluczowe jest, żeby do konkretnego produktu dobrać odpowiedniego specjalistę.

A jeśli o samych konsumentów chodzi, widzicie zmianę ich podejścia? Chcą naprawiać zamiast kupować?

Myślę, że tak, ale pod pewnymi warunkami. Naprawa musi być wygodna, jej cena powinna być zrozumiała, a klient musi wiedzieć, czego może się spodziewać. Dobre intencje nie wystarczą, jeśli cały proces jest skomplikowany.

Oczywiście, czasami naprawa może kosztować więcej niż zakup nowej rzeczy z najniższej półki. Ale nie każde ubranie jest dla nas tylko produktem o określonej cenie. Mamy rzeczy ulubione, dobrze dopasowane, dobrej jakości albo po prostu takie, z którymi nie chcemy się rozstawać.

Chcemy zmienić sposób myślenia: zamiast automatycznie wyrzucać uszkodzoną rzecz, warto najpierw sprawdzić, czy można ją naprawić. To jednak pewien proces. Myślę, że kiedy decydujemy się na zakup rzeczy lepszej jakości, często droższej, zaczynamy też bardziej ją doceniać i chętniej o nią dbamy. Wtedy naprawa staje się naturalnym wyborem, bo zależy nam, żeby ulubiony płaszcz, kurtka czy sweter służyły nam przez kolejne lata. Nie chodzi o to, żeby przestać kupować ubrania, ale żeby kupować bardziej świadomie i dawać im szansę na dłuższe życie.

A ilu ubraniom już pomogliście? Jak wygląda skala waszego działania?

Dla mnie rozwój INTU to nie tylko liczby i kolejne podpisane umowy, choć za tymi liczbami stoją już konkretne efekty. Do tej pory wykonałyśmy blisko 3000 napraw i spotkałyśmy się z niemal tysiącem osób, które skorzystały z platformy Right to Repair, odwiedziły naszą pracownię lub poznały nas podczas wydarzeń organizowanych wspólnie z partnerami, takimi jak Westfield Mokotów, Westfield Arkadia czy Lidl.

Za każdą z tych napraw stoi jakaś historia: ulubiona kurtka, do której ktoś chce wrócić, albo rzecz, z którą wiążą się ważne wspomnienia. Cieszy mnie również to, że dzięki naszej działalności rzemieślnicy zyskują nowe zlecenia, a marki mogą zaoferować klientom coś więcej niż kolejny produkt. Chcemy, żeby naprawianie stało się naturalną częścią świata mody, a nie wyjątkiem, który wciąż trzeba tłumaczyć.

Jak wyobrażasz sobie rozwój firmy w ciągu najbliższych dwóch, trzech lat?

Marzy mi się, żeby za kilka lat naprawa ubrania była czymś równie oczywistym jak jego zakup. Żebyśmy nie musieli zastanawiać się, gdzie naprawić ulubioną kurtkę czy buty, bo taką możliwość zaoferuje nam po prostu marka, od której je kupiliśmy. I żeby naprawy przestały być jednorazową akcją wizerunkową, a stały się stałym elementem oferty.

W tym kierunku rozwijamy INTU. Rozbudowujemy platformę Repair & Care, nawiązujemy kolejne współprace z markami i poszerzamy sieć rzemieślników. Jednocześnie rozwijamy technologię, którą w przyszłości chcemy adaptować także do innych branż, takich jak jubilerstwo, meblarstwo czy elektronika. Naszym marzeniem jest stworzenie rozwiązania, które będzie można dopasować do specyficznych potrzeb różnych firm,  również tych, które szukają sposobu na sprawniejsze zarządzanie niechcianymi tekstyliami powstającymi w ich działalności. Chcemy, żeby wdrożenie napraw czy innych usług związanych z wydłużaniem życia produktów było dla firmy jak najprostsze, bez konieczności budowania całego zaplecza od zera.

Sprzyja nam też kierunek, w którym zmierza Europa. Nadchodzą unijne regulacje, które przesuwają odpowiedzialność za cały cykl życia ubrań na producentów: rozszerzona odpowiedzialność producenta za tekstylia, wymogi ekoprojektowania, większy nacisk na trwałość i naprawialność produktów. Od początku wiedziałyśmy, że zmiany na poziomie prawa w końcu nadejdą. Teraz widzimy, jak się materializują, a przestrzeń do działania w tym obszarze będzie tylko rosła. Marki będą potrzebowały partnera, który pomoże im te wymagania spełnić nie na papierze, ale w praktyce. My chcemy być na to gotowe.

Karol Kopańko
Redaktor

Dyżurny spec Bizbloga od startuperii, botów, kryptokasy i wszelakich fanaberii szejków. Specjalista nowych technologii z doświadczeniem ze starych mediów. Zajmuje się opisywaniem sukcesów i porażek startupów, rozwojem rynku kryptowalut i cyfrowych finansów. Autor dwóch książek „Bitcoin. Złoto XXI wieku” i „Polski e-sport”. Publikował w „Pulsie Biznesu” i „Gazecie Wyborczej”, w „CD-Action”, „Newsweeku”, „Gościu Niedzielnym” i „Wprost”. Współtworzył Sondę 2. Uczestnik Intel Extreme Master 2021, komentował wydarzenia technologiczne dla TVN, Polsatu i Tok FM. Teraz krąży gdzieś między Rijadem a Abu Zabi.

REKLAMA
REKLAMA