REKLAMA

Przyszła sztuczna inteligencja do lekarza. A lekarz też... AI

Brzmi jak początek dowcipu, ale za kilka lat wcale nie musi nim być. Pacjent opisuje objawy sztucznej inteligencji, AI analizuje wyniki badań, a lekarz korzysta z kolejnego algorytmu, żeby postawić diagnozę. Polacy nie mówią temu scenariuszowi „nie”. Prawie połowa uważa, że sztuczna inteligencja może pomóc lekarzom. Tyle że bardzo wyraźnie stawiamy jeden warunek: lekarz ma nadal być lekarzem, a nie człowiekiem od zatwierdzania tego, co podpowiedział komputer.

Przyszła sztuczna inteligencja do lekarza. A lekarz też… AI

Opowiem wam kawał. Na razie można się uśmiechnąć. Tyle że kierunek, w którym zmierza medycyna, sprawia, że za jakiś czas podobna sytuacja może wcale nie brzmieć absurdalnie.

Pacjent korzystający z internetowego chatbota, żeby sprawdzić swoje objawy, nikogo już specjalnie nie dziwi. Następny krok jest dużo ciekawszy: sztuczna inteligencja analizująca dokumentację medyczną, zdjęcia diagnostyczne i wyniki badań, podpowiadająca lekarzowi możliwe rozpoznanie albo porządkująca kolejkę pacjentów.

I właśnie na taki model Polacy patrzą całkiem przychylnie.

Badanie przeprowadzone przez UCE Research i fundację Medigent pokazuje, że 46,7 proc. Polaków popiera wykorzystywanie sztucznej inteligencji jako wsparcia dla lekarzy. To niemal połowa społeczeństwa.

Nie oznacza to jednak, że chcemy wyrzucić lekarzy z gabinetów i postawić w ich miejsce terminal z dużym napisem „AI”.

Wręcz przeciwnie.

AI może pomóc lekarzowi. Nie musi nim zostać

Najbardziej naturalnym zastosowaniem sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia wydaje się dziś nie zastępowanie lekarza, lecz zdejmowanie mu z głowy części pracy.

AI może analizować ogromne ilości danych, pomagać w diagnostyce, porządkować dokumentację czy usprawniać organizację placówek medycznych. A problemów, przy których taka pomoc mogłaby się przydać, polskiej ochronie zdrowia przecież nie brakuje.

Mamy niedobór personelu, długie kolejki do specjalistów i lekarzy, którzy sporą część dnia zamiast na rozmowę z pacjentem przeznaczają na dokumentację i administrację.

W takim świecie algorytm wykonujący część powtarzalnych zadań może wyglądać bardziej jak wybawienie niż zagrożenie.

Ekspert fundacji Medigent wskazuje, że właśnie w ten sposób należy patrzeć na sztuczną inteligencję w medycynie. Ma ona pozwolić lekarzom efektywniej wykorzystywać czas i koncentrować się na tym, czego komputer nie potrafi zrobić – wiedzy klinicznej, odpowiedzialności za decyzję i bezpośrednim kontakcie z pacjentem.

Jeżeli w najbliższych latach pacjenci będą obserwować realne korzyści wynikające z wdrażania sztucznej inteligencji, wzrośnie dla niej akceptacja. Największe znaczenie będzie miało wykazanie, że AI rzeczywiście poprawia jakość diagnostyki, skraca czas oczekiwania na świadczenia oraz zwiększa bezpieczeństwo procesu leczenia – wskazuje dr n. med. Wojciech Francuzik.

I tu dochodzimy do najważniejszego słowa: wsparcie.

Bo czym innym jest algorytm, który pomaga lekarzowi zauważyć zmianę na zdjęciu albo szybciej przeanalizować wyniki badań, a czym innym sytuacja, w której pacjent zamiast człowieka dostaje na ekranie odpowiedź wygenerowaną przez model językowy.

Do lekarza idziemy także po człowieka

30,6 proc. badanych jest przeciwnych wykorzystaniu AI w medycynie. To również bardzo duża grupa.

I nie musi chodzić o ludzi, którzy boją się komputerów.

Ochrona zdrowia jest wyjątkowo wrażliwą dziedziną. Pacjent oddaje lekarzowi informacje o swoim zdrowiu, często bardzo prywatne, a potem oczekuje nie tylko poprawnej diagnozy, ale również odpowiedzialności za podjętą decyzję.

W przypadku AI natychmiast pojawia się więc pytanie: kto odpowiada za błąd?

Lekarz, który zaufał podpowiedzi algorytmu? Szpital? Firma, która dostarczyła system? A może nikt?

Dochodzi do tego jeszcze jeden problem. Pacjent, który miesiącami czekał na wizytę u specjalisty, raczej nie będzie zachwycony, jeśli na końcu usłyszy dokładnie to samo, co kilka tygodni wcześniej powiedział mu chatbot.

Sztuczna inteligencja może być świetna w analizowaniu danych. Nie oznacza to jednak, że potrafi zastąpić rozmowę z człowiekiem, empatię albo odpowiedzialność zawodową lekarza.

I chyba właśnie tutaj przebiega dziś najważniejsza granica społecznej akceptacji.

Możemy zgodzić się, żeby AI siedziała obok lekarza.

Znacznie trudniej będzie nas przekonać, żeby usiadła na jego krześle.

Jedna czwarta Polaków jeszcze czeka

Spora grupa badanych nie ma jeszcze wyrobionego zdania. Blisko jedna czwarta respondentów nie opowiada się ani jednoznacznie za wykorzystaniem AI w medycynie, ani przeciw niemu.

To akurat trudno uznać za zaskoczenie.

Dla większości pacjentów sztuczna inteligencja w ochronie zdrowia jest nadal czymś dość abstrakcyjnym. O tym, czy ją zaakceptujemy, zdecydują więc nie konferencje technologiczne i efektowne prezentacje, lecz bardzo przyziemne doświadczenia.

Czy diagnoza będzie trafniejsza? Czy wynik badania dostaniemy szybciej? Czy kolejka do specjalisty rzeczywiście się skróci? Czy lekarz będzie miał dla nas więcej czasu?

Jeżeli odpowiedź na te pytania będzie twierdząca, opór wobec AI zapewne zacznie maleć.

Jeżeli natomiast sztuczna inteligencja stanie się dla szpitali i przychodni przede wszystkim sposobem na zastępowanie ludzi tańszymi automatami, reakcja może być dokładnie odwrotna.

Dlatego wraz z rozwojem technologii znaczenia nabierają kwestie bezpieczeństwa danych medycznych, przejrzystości działania algorytmów oraz jasnej odpowiedzialności za decyzje podejmowane przy ich wykorzystaniu.

I najważniejsze: ostatnie słowo nadal powinien mieć człowiek.

Bo dowcip o tym, że sztuczna inteligencja poszła do lekarza, który również okazał się sztuczną inteligencją, jest całkiem zabawny.

Przynajmniej dopóki sami nie siedzimy po drugiej stronie biurka.

Natasza Żukowska
Redaktor